Inter - Fragrances ma markę i pomysły, szuka inwestora

Anna Bytniewska
21-10-2009, 00:00

Bez reklamy w TV

Bez reklamy w TV

producent kosmetyków

nie istnieje. Jeden

z pionierów kapitalizmu

w Polsce szuka 2-3 mln zł.

Inter-Fragrances, znany niegdyś wyłączny dystrybutor na Polskę kosmetyków światowych marek, jak Christian Dior, Coty, Adidas czy Helena Rubinstein, po kilku latach balansowania na krawędzi upadłości stanął na nogi.

W kwietniu tego roku spółka spłaciła wierzycieli w ramach postępowania układowego. Jej właściciele mają teraz firmę z ponad 30-letnim doświadczeniem, własną marką kosmetyków do pielęgnacji włosów Seboradin i pomysły na jej rozwój. Okazuje się, że to za mało.

Za drogie półki

Na każdym kroku odradzającej się spółce doskwiera brak kapitału.

— Kilka lat temu Inter-Fragrances przeżył trudne chwile po tym, jak nasi kontrahenci odeszli do konkurencyjnej firmy Euro Fragrance, założonej przez Wojciecha Soszyńskiego, byłego współwłaściciela Inter-Fragrances. Straciliśmy gros przychodów, pozostały ogromne koszty związane z kredytem, leasingiem samochodów dla przedstawicieli handlowych selektywnych marek oraz wydatkami na dermokonsultantki. Nie pomogło nawet uruchomienie biura handlowego w Paryżu. Udało nam się jednak wybrnąć z kłopotów — mówi Filip Pawluśkiewicz, prezes Inter-Fragrances.

Po stracie kluczowych handlowych partnerów firma postanowiła sprzedać zakład produkcji spożywczej i rozwijać poboczną do tej pory produkcję kosmetyków do włosów i ciała.

— Skoncentrowaliśmy się szczególnie na produkcji kosmetyków do pielęgnacji włosów pod marką Seboradin. Wybraliśmy dwa kanały dystrybucji: kosmetyczny, czyli drogerie i hipermarkety, oraz farmaceutyczny, czyli apteki. Ten pierwszy okazał się za drogi — twierdzi Filip Pawluśkiewicz.

Po pewnym czasie także hurtownie farmaceutyczne zaczęły inkasować opłaty za tzw. półkę i wymagać prezentacji produktu w gazetkach reklamowych. W 2007 r. Inter-Fragrances miał 5 mln zł przychodów i 62 tys. zł zysku, ale już w 2008 r. przy takich samych przychodach zanotował 140 tys. zł straty netto. To skutek m.in. rozbudowy działu handlowego i zatrudnienia przedstawicieli farmaceutycznych.

— To duże koszty. Tym bardziej że dystrybucja farmaceutyczna nas zawodzi. Klient apteki nieznający naszego produktu nie zapyta o niego, a za wyeksponowanie kosmetyków apteki pobierają duże opłaty — mówi prezes.

Producenci toczą walkę o apteczne półki na jak najbogatsze pakiety lojalnościowe, a to gra dla posażnych firm.

Szansa na wizji

Inter-Fragrances próbował ratować się reklamą w gazetach i internecie.

— Przeszła niezauważona. By stanąć w szranki ze znanymi producentami kosmetyków, produkt trzeba pokazać szerokiej publiczności, a taką zapewnia telewizja — mówi Filip Pawluśkiewicz.

I tu koło się zamyka, bo Inter-Fragrances nie ma kapitału na kampanię telewizyjną.

— Potrzebujemy minimum 2-3 mln zł, by wystartować z reklamą w telewizji. Dlatego też poszukujemy inwestora, który pomoże nam sfinansować kampanię. W zamian może on liczyć na 30-50 proc. udziałów firmy — podkreśla prezes.

Czeka zarówno na inwestorów branżowych, jak i finansowych. Obecnie Inter-Fragrances należy do dwóch osób fizycznych, które mają po 50 proc. udziałów.

Anna Bytniewska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inter - Fragrances ma markę i pomysły, szuka inwestora