INTERNET TO TERAZ ŹRÓDŁO KOSZTÓW

Stasiuk Tadeusz, Wieczorek Karol
opublikowano: 2000-01-14 00:00

INTERNET TO TERAZ ŹRÓDŁO KOSZTÓW

Prezes Softbanku nie uważa działalności w branży internetowej za rokującą szybki zysk. Działalność w sieci wymaga dużych nakładów, dlatego mogą sobie na nią pozwolić firmy dysponujące sporą gotówką. Aleksander Lesz wyprowadza powoli swoją firmę z sektora bankowego, na którym coraz trudniej zarobić. Dywersyfikację tłumaczy jednak chęcią zabezpieczenia się przed zawirowaniami w tej branży.

„Puls Biznesu”: Jaka jest Pańska opinia na temat ogromnych wzrostów kursów akcji notowanych na GPW firm informatycznych wiążących przyszłość z Internetem? Wzrosty te objęły także Softbank, którego jest Pan głównym akcjonariuszem.

Aleksander Lesz: To oczywiste, że wzrost kursu akcji bardzo mnie cieszy. Myślę jednak, że krajowi inwestorzy w dużym stopniu sugerują się gorączką internetową w Stanach Zjednoczonych. Jest to nieuniknione, jednakże warto pamiętać, że amerykańskie firmy internetowe stały się prawdziwymi potęgami i nie można ich porównywać z europejskimi, a tym bardziej polskimi.

Uważam, że działalność internetową w Polsce można rozwijać mając dobre źródła inwestycyjne. Podzielam obawy analityków mówiących, że generowanie wartości poprzez łączenie udziałów kilku firm internetowych może się źle skończyć, bowiem w którymś momencie firmy te muszą znaleźć pieniądze na rozwój. Miejmy nadzieję, że ta działalność wygeneruje wreszcie gotówkę.

Ci inwestorzy, którzy lokują pieniądze w przedsięwzięciach internetowych, powinni liczyć się z tym, że nie przyniosą one zysków w krótkim czasie.

Czy mówiąc w ten sposób nie podcina Pan gałęzi, na której sam siedzi?

— Myślę, że nie. W Softbanku nie zamierzamy budować wielotematycznego portala internetowego, który utrzymuje się głównie z reklam. Źródłem naszych zysków są przede wszystkim usługi bankowo-finansowe i to one będą odgrywały największą rolę w działalności internetowej całej grupy.

Jaką, w takim razie, ma Pan wizję rozwoju działalności internetowej Softbanku i do czego posłuży kupiona niedawno przez Państwa spółka Polska OnLine?

— Chcemy pójść w dwóch kierunkach. Już w tym roku zamierzamy ułatwić klientom instytucji finansowych dostęp do ich rachunków poprzez Internet. W bankach wykorzystujących nasze systemy prowadzone jest ponad 50 proc. wszystkich rachunków dla ludności w Polsce. Chcemy wykorzystać to, że naszej firmie tworzenie interfejsów i uzupełnianie własnych systemów o software do bankowości internetowej przyjdzie znacznie łatwiej niż innym dostawcom.

Dostęp do rachunków zostanie rozszerzony o możliwość wykonywania operacji na rynkach kapitałowych. Podsumowując: chcemy aby klient, który szuka informacji finansowej mógł skorzystać z kompleksowej usługi, polegającej na dostępie do rachunku wraz z możliwością dokonywania operacji na rynku kapitałowym. Elementem tej strategii jest kupiona przez nas spółka Polska OnLine. Wokół tej firmy zamierzamy gromadzić umiejętności internetowe, których głównym elementem będzie właśnie tworzony wyspecjalizowany serwis finansowy.

Na rok 2001 planujemy również uruchomienie platformy handlu elektronicznego dla biznesu. Nie chcemy wchodzić w handel detaliczny. Naszym celem jest natomiast umożliwienie przedsiębiorstwom handlu między sobą. Jednak handel ma być tylko środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest uzyskanie przejrzystości zamówień.

Badania wykonywane na Zachodzie dowodzą, że tego typu systemy pozwalają na bardzo dokładne kontrolowanie zakupów, pozwalające na ograniczenie ich kosztów w ogromnych przedsiębiorstwach nawet o 40 proc. Operatorem tych usług zostanie spółka, którą niebawem powołamy.

Stworzenie serwisu pod względem technologicznym nie stanowi większego problemu. Znacznie trudniej zapełnić go treścią. Jaką receptę ma na to Softbank?

— Podobnie jak inni pracujemy nad tym bardzo intensywnie. Najprostszą a zarazem najpopularniejszą metodą stosowaną przez większość firm internetowych jest kojarzenie się z tradycyjnymi mediami. Chcemy postąpić podobnie.

To może uzasadniać ostatnie pogłoski o tym, że Softbank przejmie kontrolę nad „Gazetą Giełdy Parkiet”. Czy może Pan je skomentować?

— Proszę o następne pytanie.

Ile w takim razie pochłoną całkowite inwestycje internetowe Pańskiej spółki?

— W 2000 roku planujemy inwestycje rzędu 20-30 mln zł. Zakładamy przy tym, że spółki zajmujące się działalnością internetową wyjdą na zero w ciągu trzech lat.

Czy przewiduje Pan w przyszłości wprowadzenie internetowych spółek zależnych na giełdę?

— Wokół Polski OnLine zamierzamy budować umiejętności internetowe. Ale firma ta nie jest ostatnią spółką z tego sektora, jaką zamierzamy kupić. Na najbliższe miesiące przewidujemy dalsze akwizycje. Wprowadzenie Polski OnLine na giełdę nie jest naszym celem. Spółka ta jest jednym z głównych elementów naszej strategii internetowej i nie zamierzamy się jej pozbywać. Wejście na giełdę może się jednak okazać dobrym źródłem finansowania jej dalszego rozwoju w przyszłości.

Zapowiadał Pan, że do połowy 2000 roku pojawi się w Softbanku inwestor strategiczny. Czy rzeczywiście termin ten zostanie dotrzymany?

— Staramy się dotrzymać tego terminu. Jesteśmy teraz w fazie ustalania strategii z kilkoma potencjalnymi inwestorami. Z naszej strony niepodważalnymi wymaganiami w stosunku do inwestora jest dostęp do nowoczesnych technologii. Zależy nam również na zostaniu wyłącznym, albo przynajmniej głównym przedstawicielem lub reprezentantem naszego inwestora w regionie. Istotna jest dla nas możliwość ekspansji zagranicznej we współpracy z partnerem strategicznym. Jednocześnie zamierzamy zachować swoją dotychczasową tożsamość i nazwę. Nie chcemy stać się oddziałem międzynarodowej korporacji.

Ma Pan opcje na wykupienie dalszych 15 proc. akcji firmy od austriackiej grupy CA IB. Czy skorzysta Pan z tej możliwości?

— Tak. Transakcję zamierzamy sfinalizować w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Na jakich klientów z sektora finansowego liczy Pan najbardziej w tym roku?

— Będziemy kontynuować prace w PKO BP. Wybierany obecnie system centralny będzie jeszcze przez kilka lat pracował równolegle z naszym oprogramowaniem. Nasz udział w procesie przenoszenia poszczególnych usług z Zorby do nowego systemu będzie znaczny. Poza tym w dalszym ciągu obsługujemy Bank Zachodni, BIG Bank Gdański, część Pekao SA oraz wiele mniejszych projektów.

Jak będzie się przedstawiać w tym roku współpraca Softbanku z BGŻ?

— Liczymy na dobrą współpracę z tym bankiem w 2000 roku. Mamy wiele wspólnych planów i projektów.

Zapowiadał Pan rozwijanie działalności Softbanku w innych sektorach gospodarki. Czy na obsłudze bankowości rzeczywiście nie da się już urosnąć?

Planujemy, że w 2000 roku około 20 proc. przychodów Softbanku będzie pochodzić z działalności poza sektorem finansowym. Dlaczego? Po pierwsze doszliśmy do wniosku, że wiele posiadanych przez nas umiejętności jest wspólne, dla wszystkich branż. Nasza wiedza w tym zakresie, sprzęt i rozwiązania nie odbiegają od tego, co oferują inni integratorzy. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wejście w nowe sektory nie będzie łatwe. Do dywersyfikacji działalności skłoniła nas również chęć zminimalizowania ryzyka związanego z działalnością w jednej branży.

Jak wiadomo, minusem uzależnienia od jednej branży jest to, że zachwianie koniunktury w tym sektorze wpływa na kondycję takiego dostawcy jak nasza firma. Mimo to przez najbliższe lata będziemy nadal skoncentrowani na bankach i instytucjach finansowych. Sądzę, że zadowolimy w ten sposób analityków giełdowych i inwestorów, lubiących firmy o choć trochę zdywersyfikowanej działalności.

W 1999 roku tematem numer 1 w sektorze IT były przymiarki do fuzji, z których ostatecznie nic nie wyszło. Teraz fuzje zostały wyparte przez Internet. Na długo?

— Uważam, że szansą dla polskiej informatyki jest stworzenie kilku naprawdę silnych podmiotów z tej branży. Zainteresowanie fuzjami kolegów prezesów jest duże, jednak nie są oni jeszcze gotowi na podjęcie praktycznych działań.

Sądzę, że wytłumaczeniem tego zjawiska jest fakt, że na razie polskim firmom IT powodzi się nieźle. Taka sytuacja nie będzie jednak trwać w nieskończoność. Polska jest zbyt małym rynkiem, aby móc utrzymać tak wiele firm. Kiedy myślimy o swoich firmach w długiej perspektywie czasu, musimy zdawać sobie z tego sprawę. Lepiej się łączyć w silne grupy przed nasileniem się konkurencji zachodnich korporacji niż być mądrym po szkodzie.

"Działalność internetową w Polsce można rozwijać mając dobre źródła inwestycyjne. Podzielam obawy analityków mówiących, że generowanie wartości poprzez łączenie udziałów kilku firm internetowych może się źle skończyć, bowiem w którymś momencie firmy te muszą znaleźć pieniądze na rozwój. Miejmy nadzieję, że ta działalność wygeneruje wreszcie gotówkę. Ci inwestorzy, którzy lokują pieniądze w przedsięwzięciach internetowych, powinni liczyć się z tym, że nie przyniosą one zysków w krótkim czasie".