Intuicja menedżera bez badań to za mało

Jan Kaliński
opublikowano: 12-12-2006, 00:00

Krajowy rynek badawczy jest jeszcze stosunkowo młody. Ale od początku lat 90. do dziś zaszło na nim wiele zmian.

Wzrost. To słowo najlepiej charakteryzuje sytuację na polskim rynku badawczym. W 2004 r. jego wartość porównaniu z poprzednim rokiem wzrosła o 8 proc. W 2005 r. dynamika była jeszcze większa i wyniosła 16 proc. Według audytu Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku, w 2005 r. całkowita szacunkowa wielkość rynku badawczego przekroczyła 481 mln zł.

Choć branża rozwija się pomyślnie, to nie jest wolna od problemów. Według Ryszarda Pieńkowskiego, zastępcy prezesa PBS DGA, nie są to żadne specyficzne problemy dla Polski.

— Na całym świecie badacze borykają się z barierą wizerunku branży. Często posługujemy się znacznie bardziej wyrafinowaną wiedzą i narzędziami od branży konsultingowej, ale nie mamy szans uzyskania za nasze usługi porównywalnych cen. To sprawia, że trudniej jest nam pozyskać utalentowanych młodych ludzi, którzy wybierają właśnie konsulting, gdzie szybciej można dojść do wysokich zarobków — opisuje Ryszard Pieńkowski.

W badaniach też można nieźle zarobić, ale profesjonalne szlify zdobywa się dłużej — branża jest trudniejsza i osiągnięcie odpowiedniego poziomu profesjonalizmu wymaga czasu. Inna bariera to zrozumienie przez klientów istoty i wartości badań.

— W wielu sektorach, szczególnie tych, w których obecny jest kapitał zagraniczny, kulturę korzystania z badań zaszczepiono już dawno. W wielu natomiast firmach rodzimych, które mogłyby na badaniach wiele skorzystać, ciągle jeszcze wydatki na nie nie są traktowane jak inwestycje, które zwrócą się znacznie szyb- ciej niż zakupy maszyn czy budynków — tłumaczy Ryszard Pieńkowski.

Z potencjałem, ale...

Przyczyną większości problemów, z którymi boryka się branża, jest jej młody wiek. Firmy badawcze, podbnie jak w pozostałych krajach regionu, pojawiły się na początku lat 90. Nie oznacza to jednak, że jakość usług krajowych firm jest niższa. Pod tym względem szybko branża nadrabia zaległości. Ze względu na wielkość rynku, trudno Polskę porównywać z Czechami czy Słowacją. Pod tym względem zdecydowanie nam bliżej do większego rosyjskiego podwórka. A potencjał wzrostu wciąż jest duży.

— Wraz z rozwojem rynku i konkurencji na nim coraz liczniejsze grono zarządzających przedsiębiorstwami będzie rozumieć, że profesjonalnych badań nie zastąpi intuicja menedżera — podkreśla Ryszard Pieńkowski.

Poza tym polska kultura badawcza nie jest tak rozwinięta jak w krajach zachodnich, w których z badań korzysta się od dawna. Poawiają się też specyficzne dla Polski problemy.

— Trudną kwestią jest odwrócenie się od środowisk akademickich — nie są one zainteresowane ciekawymi eksperymentami czy niestandardowymi danymi, z których można by korzystać w badaniach komercyjnych — przytacza Arkadiusz Wódkowski, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku i Opinii (PTBRiO).

Nie oznacza to, że nasz ry- nek badań na tle innych krajów nie wyróżnia się niczym pozytywnym.

— Mamy zintegrowane środowisko badaczy komercyjnych. Działają dwie prężne organizacje branżowe: OFBOR (Organizacja Firm Badania Opinii i Rynku) i PTBRiO. Uzupełniają się, a inicjatywami można by obdzielić kilka krajów. My tego nie doceniamy, bo jesteśmy w środku. Z naszych informacji wynika, że Kongres Badaczy to jedna z większych imprez tego typu na świecie. System szkoleniowy PTBRiO jest praktycznie jedyny w Europie. Od dziesięciu lat ukazuje się katalog, systematyzujący wiedzę o rynku, firmach i ludziach zajmujących się badaniami — wylicza Arkadiusz Wódkowski.

Wzrost w planach

Według Ryszarda Pieńkowskiego, nic nie zahamuje zapotrzebowania na badania, a więc rozwoju tej branży. A wzrost przychodów już dziś imponujący. W 2005 r. największy odnotowały firmy: ABR Sesta — 52 proc., 4P Research Mix — 39 proc., PBS Sobot — 37 proc., Fundacja CBOS — 31 proc. i TNS OBOP — 26 proc.

Zapotrzebowanie na informacje będzie rosło proporcjonalnie do PKB.

— Na rozwiniętych rynkach wydaje się na badania znacznie więcej niż u nas, i to licząc proporcjonalnie do PKB — dodaje zastępca prezesa PBS DGA.

Dla trzech najbardziej rozwiniętych krajów w Europie: Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji średnio jest to 0,1 proc. PKB. Przykładowo na Wyspach Brytyjskich w 2005 r. wydano na badania 2,5 miliarda USD, przy PKB 1,8 biliona. W Polsce w tym samym roku — 150 mln USD, przy PKB 500 mld USD, czyli 0,03 proc.

— To porównanie pokazuje przestrzeń dla rozwoju badań rynku. Potencjalnie powinien on być — przy obecnym PKB — mniej więcej trzy razy większy. Nie jest, bo oczywiście w polskiej gospodarce nie ma takiej konkurencji jak w brytyjskiej czy niemieckiej — twierdzi Ryszard Pieńkowski.

Na horyzoncie niestety mogą pojawić się nowe problemy, m.in. ustawodawstwo o ochronie danych osobowych.

— Istotne pogorszenie warunków realizacji badań może w dłuższym okresie przyczynić się do istotnego wzrostu cen badań. Jeśli do tego dojdzie, gospodarka może się podzielić na tych, których na badania będzie stać, i na pozostałych. Do pierwszej grupy wejdą koncerny i korporacje ponadnarodowe, które operują na rynku światowym czy paneuropejskim. A nie wyobrażam sobie skutecznego funkcjonowania na rynku krajowym bez badań i analiz rynkowych — podsumowuje Ryszard Pieńkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jan Kaliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu