Inwazja, jakiej nikt nie mógł przewidzieć

Dorota Gąsowska
opublikowano: 2005-09-15 00:00

O ruchu pasażerskim na lotnisku decyduje atrakcyjność regionu, w którym jest położone, aktywność operatora i przewoźników.

O rewolucyjnych zmianach w transporcie lotniczym w Polsce mówi się już przynajmniej od roku i nie bez racji. Nasz kraj znalazł się na światowej liście rynków o najlepszych perspektywach rozwoju. Polskie lotniska — zarówno te, które od lat zajmują się obsługą pasażerów na dużą skalę (Warszawa i Kraków), jak i właśnie „przebudzone” porty regionalne — budują, modernizują, projektują. Że pewnego dnia nastąpi rozwój komunikacji lotniczej, wiadomo było od dawna, ale nikt się nie spodziewał, że będzie on tak dynamiczny. Teraz zarządzający lotniskami na gwałt zwiększają ich przepustowość i podnoszą standard obsługi. A fala pasażerów nie przestaje napierać.

Co przyciąga?

O skali zjawiska dużo może powiedzieć przykład lotniska w Katowicach, przez które w ciągu całego 1991 r. przewinęło się około 5 tys. pasażerów. Teraz port obsługuje taką liczbę podróżnych w ciągu jednego dnia! Choć katowicki port jest specyficznym przypadkiem, bo rozwija się w dużo szybszym tempie od innych, to szefowie pozostałych lotnisk również nie narzekają.

Niewątpliwie pasażer wybiera przede wszystkim linie lotnicze i konkretne połączenie, a nie port lotniczy, w którym chce zaczynać lub kończyć podróż.

— Podstawowe znaczenie przy wyborze lotniska ma jego lokalizacja oraz potencjalna liczba pasażerów w zasięgu jego oddziaływania. Rozwijający się gospodarczo i atrakcyjny turystycznie region jest podstawowym czynnikiem stymulującym wzrost ruchu lotniczego w danym porcie. Ponadto duże inwestycje zagraniczne (jak w przypadku Dolnego Śląska, gdzie ulokowały się Hewlett-Packard, Volvo, Whirlpool, Toyota czy Fagor) przyczyniają się do zwiększenia ruchu o charakterze biznesowym — mówi Leszek Karwowski, wiceprezes ds. marketingu i organizacji Portu Lotniczego Wrocław.

Istnieje wiele czynników, których znaczenie będzie rosło w miarę wyrównywania się oferty połączeń dostępnych z poszczególnych portów: dogodność połączeń komunikacyjnych z miastami, centrami gospodarczymi i turystycznymi, jakość i zakres usług dostępnych w terminalu (np. restauracje, sklepy, wynajem samochodów, szybkość i jakość odprawy) czy wreszcie kampanie marketingowe.

Podporą portów regionalnych są tani przewoźnicy. Biznesmeni, dla których podstawowe znaczenie ma czas i wygoda, coraz częściej wybierają loty tanimi liniami. Mimo wszystko przewoźnicy niskokosztowi raczej nie zdołają zdobyć dużej części tej klienteli, a ich główny segment odbiorców tworzą turyści. Regionalne porty lotnicze zauważają tę zależność.

Turyści z różnych półek

— Lotniska konkurują przede wszystkim o pasażerów podróżujących w celach turystycznych. Dla takich podróżnych większe znaczenie ma koszt przelotu i dlatego mogą wybierać lotniska położone nawet dalej od miejsca zamieszkania lub celu podróży, ale oferujące tańsze połączenia. Podstawowym czynnikiem wpływającym na konkurencję między portami lotniczymi o pasażera-turystę jest więc obecnie dostępność połączeń — podróżny wybiera najczęściej lotnisko oferujące najdogodniejszy (bezpośredni) i najtańszy przelot do celu podróży. Duża liczba miast, do których można polecieć z danego portu, a szczególnie tych obsługiwanych przez tanie linie, może przyciągnąć podróżnych nawet z obszarów nie leżących bezpośrednio w tzw. strefie oddziaływania portu — mówi Leszek Karwowski.

Koniec letargu

Lotniska regionalne wciąż pozostają w tyle za Warszawą, jeśli chodzi o liczbę obsługiwanych pasażerów. Jednak biorąc pod uwagę tempo wzrostu, to Okęcie może brać z nich przykład. Próby otwarcia lokalnych lotnisk podejmują miasta, po których mało kto by się tego spodziewał. Przykładem są białostockie Krywany czy olsztyńskie Dajtki. Aktywność wykazują też lotniska dotąd „uśpione”.

— Rozbudowujemy infrastrukturę, bo chcemy pokazać przewoźnikom, że jesteśmy w stanie obsłużyć duży ruch. Niech linie lotnicze zaczną nas uwzględniać w swoich rozkładach lotów. W Bydgoszczy jest miejsce dla wszystkich, ale mamy swoje warunki. Po pierwsze przewoźnik, który chciałby operować z naszego portu, musi być firmą stabilną. Po drugie nie chcemy, by wszyscy obsługiwali tylko jeden kierunek — Londyn, ale by przewoźnicy tworzyli szeroką siatkę połączeń. Poza tym chcemy rozwijać przewozy czarterowe. Według naszych szacunków w 2006 r. bydgoski port obsłuży 150-160 tys. pasażerów. Przewidujemy, że kolejny wzrost zainteresowania Bydgoszczą nastąpi w związku z planami utworzenia centrum szkolenia wojsk NATO, które ma powstać w Bydgoszczy za 2 lata — mówi Tomasz Makowski, prezes Portu Lotniczego Bydgoszcz.

Z polskich lotnisk można dolecieć samolotami przewoźników sieciowych bezpośrednio do 35 krajów i 53 miast w Europie, na Bliskim Wschodzie, w północnej Afryce i Ameryce Północnej. Segmentem rynku lotniczego, który rozwija się w naszym kraju najdynamiczniej, są przewozy niskokosztowe. Polska wciąż jednak pozostaje w Europie rynkiem o znaczeniu lokalnym.