Inwazja reformatorów

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2003-03-17 00:00

W przededniu rządowej debaty nad projektem reformy finansów publicznych autorstwa ministra Grzegorza Kołodki, Platforma Obywatelska przedstawiła swoją koncepcję nowej ustawy o finansach publicznych. Ekonomistów, nawołujących od lat do przeprowadzenia istotnych zmian, taka nawałnica reformatorskich projektów powinna cieszyć. Pytanie, ile z tej burzy będzie deszczu.

Utarło się, że oczekiwania dotyczące reform kieruje się raczej w stronę ekipy rządzącej, opozycja zaś siedzi cicho. I tak ma niewielkie szanse na przeforsowanie zmian, a poza tym — opozycja zwykła władzę kontestować. Obecnie mamy jednak sytuację wyjątkową. Reformy są potrzebne nie tylko dlatego, że po prostu są potrzebne, ale też dlatego, iż bez nich budżet 2004 — pierwszy w historii Polski budżet „unijny” — może się rozsypać. Grzegorz Kołodko zgłasza więc swoje propozycje także we własnym interesie. Łatwiej mu przekonywać do nich rząd — wszak z rozsypanym budżetem rządzić się nie da. A że od kilku tygodni w rządzie nie ma już domorosłych makroekonomistów z PSL, jest szansa, iż gabinet Leszka Millera poprze reformatorskie zapędy ministra.

Inna sprawa, że wraz z odejściem PSL rząd stracił większość w parlamencie. Chcąc forsować zmiany, musi szukać nowego sojuszu. PO wydaje się naturalnym partnerem do przeprowadzenia tej operacji. Teraz, gdy także jej posłowie mają swoją wizję reformy, wystarczy oba projekty połączyć i poprzeć się nawzajem. To oczywiście wizja idealna. Pozostaje kwestia sympatii, dialogu, wznoszenia się ponad partyjne podziały. Teoretycznie można wyobrazić sobie duet Gilowska-Kołodko jako rodziców prawdziwej reformy finansów publicznych. Pytanie, czy na tyle rozwiniętą wyobraźnię mają sami zainteresowani.

Równie łatwo bowiem wyobrazić sobie czarny scenariusz, w którym i SLD-UP, i PO popierać będą tylko własne pomysły, krytykując i blokując koncepcje politycznych przeciwników. W takiej sytuacji żadnej reformy nie będzie, a politycy będą jedynie narzekać, jak to dobrze chcieli i jak to inni nie wznieśli się ponad podziały. Nikt jednak nie mówił, że reforma musi być półsierotą. Może przecież mieć i ojca, i matkę. Duet Gilowska-Kołodko pasuje do pozytywnego scenariusza jak ulał.