Inwestor albo giełda

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 2006-07-18 00:00

Jeżeli osiągniemy porozumienie z partnerem, z którym prowadzimy negocjacje, w ciągu trzech lat podwoimy produkcję — zapowiada Józef Wojciechowski.

„Puls Biznesu”: Od dłuższego czasu trwają spekulacje na temat możliwości sprzedaży udziałów pana firmy zagranicznemu podmiotowi. Kiedy to nastąpi i kim jest ów tajemniczy inwestor?

Józef Wojciechowski: W tej chwili nie mogę na to pytanie odpowiedzieć w wyczerpujący sposób. Wciąż prowadzimy rozmowy na temat sprzedaży mniejszościowego pakietu. Myślę, że wszystko wyjaśni się już w sierpniu.

Wariantem, który również bierzemy pod uwagę, jest wejście na giełdę. To realna perspektywa. Kiedyś już to planowaliśmy, teraz do tego pomysłu wracamy.

Jeżeli nie dojdziemy do porozumienia w sprawie sprzedaży udziałów, prawdopodobnie już w kwietniu przyszłego roku będziemy obecni na giełdzie.

Ostatnio deweloperzy zaprotestowali przeciwko zbyt wysokim cenom mieszkań. Ich zdaniem, może to spowodować załamanie rynku. Czy pan też tak uważa?

Niestety, jest w tym trochę prawdy. Jeżeli ceny będą zbyt wysokie coraz mniej osób będzie mogło kupić mieszkania, co zmniejszy ich dostępność dla przeciętnych ludzi i może zahamować popyt.

W tej sytuacji deweloperzy będą musieli szukać innych form sprzedaży mieszkań. W grę może wchodzić na przykład budowa lokali na wynajem. Aby jednak cieszyły się one powodzeniem, muszą istnieć odpowiednie rozwiązania prawne, które zapewnią bezpieczeństwo deweloperowi. Przede wszystkim należy jasno sformułować w przepisach zasady eksmisji.

Jakie są powody obserwowanego ostatnio ogromnego wzrostu cen mieszkań?

Jest wiele przyczyn. Jedna z nich to na pewno poprawa sytuacji na rynku kredytów hipotecznych, które są dziś nie tylko tańsze, ale też bardziej dostępne. Wpływa to oczywiście na wzrost popytu na rynku mieszkaniowym.

Niestety, w sytuacji niskiej podaży mieszkań, którą mamy obecnie, ich ceny rosną.

Podaż gruntów również jest ograniczona, co skutkuje co najmniej dwukrotnym wzrostem cen w ciągu ostatnich dwóch lat. Dzisiaj cena gruntu stanowi około 10 proc. ceny mieszkania.

Jednocześnie wzrosły ceny większości materiałów budowlanych, np. stal poszła w górę o 50 proc., podrożała także ropa. Jeżeli dodamy do tego jeszcze odpływ kwalifikowanych pracowników za granicę, co wiąże się z podniesieniem stawek tym, którzy zostali w kraju, będziemy mieli gotową odpowiedź.

Co utrudnia dziś życie deweloperom?

Decydując się na zakup określonego gruntu, chcielibyśmy wiedzieć z góry, co można na nim zbudować. Wielokrotnie zaoszczędzilibyśmy dzięki temu dużo czasu. Plan zagospodarowania powinien być jasny i czytelny. Dzięki temu grunty również staną się bardziej dostępne, a tym samym tańsze. To pomogłoby również wyeliminować uznaniowość w podejmowaniu decyzji przez urzędników.

Kolejna sprawa to usprawnienie procedur administracyjnych. Jednak nie oszukujmy się, w tej dziedzinie z dnia na dzień nie zrobi rewolucji. Zawiłe procedury to jednak nie tylko polska specyfika. W każdym kraju urzędnicy są podobni.

Poza tym, u nas w ciągu ostatnich lat bardzo wiele się zmieniło. Jeszcze kilka lat temu korupcja w urzędach była oczywista, dziś jest zupełnie inaczej. To wielki plus.

Wielu inwestorów narzeka dziś na prawo budowlane. Ich zdaniem, jest ono niewydolne i zbyt skomplikowane.

Znam kraje, w których przepisy są jeszcze bardziej restrykcyjne. Uważam, że pod tym względem nie mamy powodów do narzekań.

JW. Construction jest największym deweloperem w kraju, ale dotychczas spółka była kojarzona głównie z rynkiem warszawskim. Teraz buduje m.in. w Łodzi i Gdańsku. Czy należy się spodziewać ekspansji na inne miasta?

Jeżeli dojdziemy do porozumienia z naszym potencjalnym partnerem, to w ciągu najbliższych trzech lat podwoimy produkcję. Będziemy obecni nie tylko w Warszawie, ale także we wszystkich głównych miastach Polski. Takie są również oczekiwania naszego przyszłego partnera.

Jesteście obecni również na rynkach zagranicznych, w Rosji i Hiszpanii. Czy planujecie w najbliższych latach więcej budować za granicą?

Na razie testujemy tamtejsze rynki. Sprawdzamy, jak buduje się na innych szerokościach geograficznych. I wcale nie jest tak kolorowo. Dlatego uważam, że narzekanie na obowiązujące w Polsce prawo niekoniecznie jest uzasadnione. Wszędzie są przepisy, których trzeba przestrzegać. Jeżeli ktoś tego nie robi, ma kłopoty.

Dziś najbardziej obiecujący wydaje nam się rynek rosyjski. Podobnie uważają nasi ewentualni udziałowcy, którzy również są zainteresowani obecnością JW. Construction na tamtejszym rynku.

Rozpoczęliście budowę kilku kameralnych osiedli pod Warszawą. Czy to oznacza, że będziecie odchodzić od dużych inwestycji mieszkaniowych?

Staramy się przygotować ofertę dla każdego rodzaju klienta, ale nadal będziemy realizować duże projekty, czyli osiedla mieszkaniowe powyżej 500 jednostek. Projekty mniejsze są raczej uzupełnieniem naszej głównej polityki.

Dziś projektują dla was znane nazwiska — m.in. architekt Stefan Kuryłowicz. Czy dobra architektura sprzedaje się lepiej?

Wszyscy dorastamy do lepszej jakości. Inne są również oczekiwania naszych klientów. Mamy wprawdzie własne biuro, ale ma ono ograniczone możliwości.

Dziś stawiamy przede wszystkim na dywersyfikację jakości. Dlatego oddaliśmy głos innym projektantom, co przynosi nam pożytek.

Stefan Kuryłowicz zaprojektował dla nas już trzy osiedla. Podpisaliśmy również umowę z innym znanym biurem architektonicznym, pracownią JEMS Architekci, która zaprojektuje dla nas liczące 1000 mieszkań osiedle na ul. Górczewskiej w Warszawie. Pod koniec roku wystąpimy o pozwolenie na jego budowę.

Dla każdej inwestycji powołujecie osobne spółki celowe, dlaczego?

Tego wymagają od nas banki. Gwarantuje to bezpieczeństwo zarówno nam, jak i klientom, a to jest dziś dla nas najważniejsze.

Od roku wprowadziliśmy również specjalny program skierowany przede wszystkim do młodych ludzi. Kupujący może na początku wpłacić tylko od 10 do 20 proc. wartości mieszkania, a po zakończeniu budowy dopłacić resztę. Cała inwestycja trwa zwykle od 1,5 roku do dwóch. Jednak na początku młody człowiek nie ma często zdolności kredytowej, bo dopiero zaczyna karierę zawodową. Sytua-cja zazwyczaj ulega zmianie pod koniec realizacji inwestycji. Ten model sprawdza się zwłaszcza w przypadku osób, które dopiero kończą studia i rozpoczynają życiowy start. To dla nich szansa.

Obecnie mamy rynek dewelopera. Mieszkania sprzedają się na etapie przysłowiowej dziury w ziemi, a i tak ustawia się po nie kolejka. Czy może powtórzyć się scenariusz z początku lat 90.? Wtedy sytuacja była podobna. Wykorzystały to nieuczciwe firmy deweloperskie, których klienci nigdy nie ujrzeli swoich mieszkań.

Podobne sytuacje niestety mogą mieć miejsce. Ogromny popyt na rynku i powszechny brak mieszkań sprawia, że dzisiaj każdy chce być deweloperem. Dlatego chciałbym przestrzec kupujących przed takimi firmami.