W 80. rocznicę powstania, LOT-owi grozi bankructwo
Zdaniem przedsiębiorców i analityków LOT mógł być mocną i liczącą się lokalną linią lotniczą. Nie jest. Ma poważne kłopoty.
LOT, nasz narodowy przewoźnik, znajduje się w katastrofalnej sytuacji. Nowy zarząd stara się wyprowadzić firmę z finansowych tarapatów. Wiele wskazuje na to, że bez inwestora się jednak nie obędzie.
Turbulencje
Ostatnie doniesienia o sytuacji LOT-u zatrzęsły rynkiem. Mówiono o fatalnej kondycji finansowej przewoźnika. Zapaść finansową miały spowodować straty na opcjach na paliwo, ale także deficyt na poziomie operacyjnym i przerosty zatrudnienia.
Wyniki finansowe PLL LOT za 2008 rok będą złe. Straty mogą sięgnąć nawet 700 mln zł. Tylko na działalności operacyjnej przewoźnik mógł stracić około 150 mln zł. Największym ciosem dla finansów spółki były jednak transakcje zabezpieczające na paliwo. Latem 2008 roku LOT prognozował, że baryłka ropy podrożeje do 200 dol. i na tym poziomie zabezpieczył sobie ceny.
Pojawiły się również informacje o zaległościach płatniczych LOT-u względem portów lotniczych.
— W styczniu zanotowano 12 proc. spadek liczby pasażerów na polskich lotniskach. Dekoniunktura w branży oznacza mniejsze dochody z działalności operacyjnej. Tę sytuację odczuwa każda firma działająca w branży lotniczej. LOT kontaktuje się na bieżąco ze wszystkimi swoimi partnerami biznesowymi i prowadzi z nimi również rozmowy dotyczące realizacji płatności. Pojawiające się w prasie informacje o zaległościach w bardzo istotny sposób odbiegają od stanu faktycznego — komentował doniesienia prasowe Wojciech Kądziołka, rzecznik LOT.
Stary kryzys
Nasz narodowy przewoźnik przeżywa kryzys od lat. Próbą jego przezwyciężenia było wejście do sojuszu Star Alliance. Wiele to teraz nie pomaga. Kolejna próba to stworzenie taniej linii Centralwings — bez powodzenia.
Rynek spekuluje o możliwych scenariuszach rozwoju sytuacji. Ministerstwo Skarbu Państwa planuje umożliwienie prywatnemu inwestorowi uczestnictwa w akcjonariacie PLL LOT jeszcze w tym roku. Nieoficjalnie mówi się o Lufhansie, oraz liniach lotniczych z krajów arabskich.
— Modne staje się zrzucanie odpowiedzialności za trudną sytuację w przedsiębiorstwach państwowych na kryzys gospodarczy. Podobnie jest w LOT-cie. Kryzys jedynie przyspieszył agonię firmy, która w 2004 r. weszła nieprzygotowana w moment otwarcia polskiego nieba, lekceważąc ofensywne plany tanich przewoźników — uważa Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych TOR.
Dodaje, że o kolejnych planach restrukturyzacji słychać od lat. W czasie wzrostu gospodarczego i znacznego przyrostu liczby pasażerów zafundowano LOT-owi karuzelę stanowisk, zamiast wykorzystać koniunkturę do uzdrowienia firmy.
— Dzisiaj LOT cudem zbiera środki na wypłaty dla pracowników, nie płacąc już za korzystanie z infrastruktury lotniskowej, ani za paliwo. To, przy spadającej liczbie pasażerów i przychodów, doprowadzi do utraty płynności finansowej — przekonuje Furgalski.
Konieczny jest inwestor. Ale — w opinii dyrektora TOR — wycieczki do Emiratów Arabskich to strata czasu.
— Należy szukać partnera w Star Aliance, zwłaszcza, że jego najsilniejszy uczestnik — Niemcy — graniczy z Polską, opanował sporą część województw zachodnich, sięga do Rzeszowa, a po liberalizacji międzynarodowych połączeń kolejowych w 2010 r. zacznie ekspansję na rynku warszawskim — wylicza Furgalski
Wciąż brakuje ustawy pozwalającej na wycofanie się Skarbu Państwa z większościowego udziału w PLL LOT. Istnieje też groźba prezydenckiego weta takiego aktu prawnego.
Zaprzepaszczone szanse
Przykro patrzeć, ale linia, która przez lata pozostawała liderem na rynku przewozów cargo w Polsce, bezpowrotnie traci tę pozycję. Nie da się przy tym ukryć, że dział cargo w LOT-cie jest niemal całokowicie uzależniony od części pasażerskiej.
— Nie dysponuje własną flotą czy połączeniami cargo. Mimo autentycznych wysiłków i wyjątkowo dobrego zespołu, LOT Cargo niewiele może zrobić w zderzeniu z fatalną sytuacją całej firmy — twierdzi Robert Pastryk, dyrektor Air Sea w spółce Diera.
Oczywiście, podstawowym problemem LOT-u jest jego polityczne uwikłanie. Nie można przecież patrzeć na tę firmę jak na zdrowy byt gospodarczy, skoro przy każdej kolejnej zmianie zarządu opisywało się go w zakulisowych rozmowach nie jako "dobry" czy "kiepski" lecz "pisowski", "platformiany" itd.
— W 2008 roku pojawił się projekt otwarcia połączenia cargo Warszawa — Nowy Jork, który ze względu na dużą bazę klientów i zapotrzebowanie mógł być dochodowy praktycznie od pierwszego rejsu. Dlaczego go nie zrealizowano? Wydaje się, że przepadł w gęstwinie zakulisowych, okołopolitycznych rozgrywek i nieznajomości zagadnień cargo wśród wyższego menedżmentu firmy — uważa Pastryk.
Jak ratować LOT?
— Prywatyzować. Ale o tym wiedzą wszyscy od przynajmniej 10 lat. Pierwsze projekty prywatyzacyjne sięgają końca lat 90. Dzięki temu można było zbudować w miarę silną, lokalną linię lotniczą — przekonuje Robert Pastryk
Przez dekadę rynek światowych przewozów lotniczych bardzo się jednak zmienił. Przed fuzjami czy przejęciami nie uchroniły się takie potęgi, jak holenderski KLM czy włoska Alitalia. I zapewne na taką drogę skazany jest LOT. Szkoda tylko, że jako niewydolny i schorowany państwowy moloch, a nie zdrowa, prywatna linia lotnicza.
Marcin Bołtryk