Inwestor nie jest ryzykantem

  • Marta Bellon
31-03-2015, 00:00

Fundusz decyduje się na inwestycję wtedy, gdy ze strony naukowców widzi otwartość do współpracy i konkretny plan.

We współpracy nauki i biznesu tkwi ogromny potencjał — to hasło powtarzane jak mantra przez kilka ostatnich lat zarówno przez przedsiębiorców, inwestorów, naukowców, jak i przedstawicieli wspierających ich instytucji czy rządowych decydentów. W Polsce nadal jest on niewykorzystany, bo kontakty reprezentantów świata biznesowego i naukowego są wciąż rzadkie, a po obu stronach wciąż brak zrozumienia i zaufania.

O tym, jak zbliżyć do siebie te środowiska oraz jak powinien wyglądać tzw. rynek innowacji w Polsce, debatowano pod koniec ubiegłego tygodnia w Gdyni na Kongresie E(x) plory zorganizowanym przez Fundację Zaawansowanych Technologii. Eksperci podkreślali, że dystans między biznesem a nauką się nie zmieni, nie zobaczymy efektów tej współpracy. Tymczasem przykłady takich krajów jak Izrael czy Stany Zjednoczone pokazują, że mogą być one spektakularne.

Współpraca się opłaca

Odsetek start-upów, które odniosły sukces w spin-offach akademickich, jest o wiele większy niż w pozostałej części start-upów. To według ekspertów jasny sygnał, że naukowcompowinno być łatwiej angażować się w innowacje.

— Zawsze było, jest i będzie tak, że spora część naukowców nie będzie chciała wychodzić z laboratoriów. Ale z nimi też trzeba nauczyć się pracować i zachęcać do komercjalizacji projektów — mówi Paweł Bochniarz, dyrektor ds. innowacji w PwC.

Jego zdaniem, część polskich firm średnich rozmiarów zaczyna interesować się innowacjami i tym, jakie mogą mieć przełożenie, jeżeli zostaną zaimplementowane w przedsiębiorstwie.

— Ta grupa przedsiębiorców najpierw była skoncentrowana na budowaniu swoich udziałów w rynku, aż w pewnym momencie zdecydowała, że bez własnego produktu nie będą dalej rosnąć i zaczęła inwestować we własne laboratoria. Na przykładzie sektora telekomunikacyjnego widać, że firmy muszą być trochę przyparte do ściany — znaleźć się w punkcie, w którym muszą wybrać kierunek: innowacja lub stagnacja, by zacząć się rozwijać — mówi Paweł Bochniarz.

Potrzeba zrozumienia

Na rynku innowacji jest miejsce i dla inwestorów prywatnych, funduszy venture capital oraz państwa. Ale Paweł Szydłowski, dyrektor inwestycyjny JCI Venture, funduszu powiązanego z Uniwersytetem Jagiellońskim, który powołał dotychczas 16 spółek, zwraca uwagę, że komercyjne fundusze VC często stawiają projektodawcom zaporowe warunki, które w przypadku spółek działających w takich branżach jak biotechnologia czy wyroby medyczne stanowią bariery nie do przejścia.

— Tymczasem widzimy, że pieniądze zalążkowe, które inwestowaliśmy, wystarczą do tego, by zrobić prototyp i zorganizować sprzedaż, ale później przychodzi czas na kolejnych inwestorów — takich, którzy mają wiedzę branżową i kapitał w postaci dotacji unijnych czy zasobów państwowych — mówi Paweł Szydłowski.

Tomasz Poniński, prezes funduszu inwestycyjnego Orenore, tłumaczy taką postawę inwestorów tym, że transakcja inwestycji to w rzeczywistości transakcja sprzedaży, dlatego zapisy np. o przesunięciach udziałowych jako sankcji za niezrealizowanie celów zawsze będą w umowie. — Oczywiście to kwestia wzajemnego zrozumienia. „Sprzedający” musi mieć pewność, że to, co mówi, że zrobi, jest realistyczne, a „kupujący”, że tworzenie produktu naukowego to nie budowa hurtowni — podkreśla Tomasz Poniński.

Zdaniem Anny Hejki, anioła biznesu, prezesa Heyka Capital Markets Group, tym, co blokuje rozwój rynku innowacji i VC w Polsce są nadmierne obwarowania biurokratyczne.

— Skazują one działalność takich funduszy na porażkę. Tylko podejście komercyjne sprawi, że będą one skuteczne. Jeżeli nie chcemy w naszym krajowym grajdołku budować średnich firm ze średnim potencjałem, to musimy iść tą drogą. 30 proc. wszystkich inwestycji VC w Stanach Zjednoczonych dokonują fundusze emerytalne, u nas KNF nie pozwala takim funduszom na podejmowanie tego typu ryzyka. 20 proc. inwestycji za oceanem przeprowadzają firmy ubezpieczeniowe, u nas tego nie robią. KNF sprawdził a się świetnie w systemie bankowym, ale kompletnie nie rozumie VC — uważa Anna Hejka.

m.bellon@pb.pl %

22-333-97-33

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Inwestor nie jest ryzykantem