Tym razem zaczynam komentarz dotyczący sesji w USA normalnie, od danych makroekonomicznych. Były praktycznie zgodne z prognozami i choćby dlatego zostały zlekceważone. Zapewne gorsze też nie miałyby wpływu na nastroje. Inwestorzy nie mogli się przecież przejąć tym, że indeks zaufania konsumentów spadł w marcu do poziomu najniższego od 1993 roku, ani tym, że ilość sprzedanych istniejących domów wyraźnie się w lutym zmniejszyła, skoro w Basrze trwało powstanie przeciwko Saddamowi Husajnowi. Trochę ironizuję, ale cóż nam pozostało? Takie czasy.
Tym razem telewizja nie pokazywała jeńców i poległych. Zresztą amerykańska telewizja w odróżnieniu od europejskiej pokazuje takie obrazy bardzo oszczędnie. To już był plus dla rynku. Poza tym prezydent George W. Bush obiecał w telewizji zwycięstwo, chociaż nie określił, kiedy ono nastąpi. Ma rację. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że wcale nie chodzi o to, czy USA wygrają z Irakiem, tylko o to, jakim kosztem i co będzie potem. To wystąpienie prezydenta przypomniało Amerykanom, że są potęgą i że warto kupować akcje dyskontując przyszłe zwycięstwo. Amerykanie przekroczyli Eufrat i idą na Bagdad. W jaki sposób to uczynili, tego opisywać nie będę, ale muszę wspomnieć, że zostawili za sobą niezniszczone punkty oporu. No i ta Basra... Telewizja Sky News podała, że wybuchło tam powstanie. Może tak, może nie, bo potwierdzenia nie ma. Sam Irak temu zaprzeczył. Poza tym, jeśli nawet do tego doszło, to powstanie miało wybuchnąć już na samym początku walk, bo w Basrze większość stanowią szyici, którzy zawsze byli niszczeni i dyskryminowani przez Husajna. Im dalej na północ, tym więcej jest sunnitów, więc nie można tam oczekiwać podobnych wydarzeń. Ale dla przeciętnego inwestora, szyita czy sunnita to jedno i to samo, więc indeksy rosły...
Rynkowi pomagała również zapowiedź pomocy, którą Kongres ma udzielić liniom lotniczym. Po dużych spadkach w poniedziałek, kursy równie mocno rosły. Wzrosty rozwijały się w najlepsze, aż do momentu, kiedy na rynek dotarła informacja o tym, że zdominowany przez republikanów Senat podjął decyzję o tym, żeby zmniejszyć proponowany przez prezydenta Busha program cięć podatkowych z 726 do 350 mld USD. To znacznie obniżyło optymizm inwestorów.
W Eurolandzie indeksy na początku sesji lekko spadały, bo inwestorzy nie byli zachwyceni sesją w USA. Nie poprawił nastroju indeks klimatu panującego w niemieckim biznesie Ifo, który w marcu spadł nie potwierdzając podobnego indeksu instytutu ZEW podanego w minionym tygodniu. Szybko jednak nastroje się poprawiły, a indeksy zaczęły wzrastać. Po wtorkowej sesji widać było wyraźnie, że spadek o 3 proc. i zakończenie na plus 3 proc. nie jest niczym niezwykłym, więc ciężko prognozować, jak sesja się zakończyła.
Dane makro, jakie zostaną dzisiaj opublikowane, nie będą miały wielkiego wpływu na rynek, ale dla porządku trzeba o nich wspomnieć. O godzinie 8.45 dowiemy się, jaki był w marcu indeks klimatu w biznesie (prognoza zakłada poziom 95 pkt.). O 14.30 jak zwykle we czwartek dostaniemy z USA raport o ilości nowo rejestrowanych bezrobotnych w minionym tygodniu (prognoza mówi o 420 tys.). O tej samej porze na rynek dotrze komunikat o wzroście PKB w czwartym kwartale. To już kolejne przybliżenie i nie powinno być niespodzianki (prognoza zakłada 1,4 proc.).
Nasz rynek do ostatnich 30 minut wczorajszej sesji rósł i próbował atakować opór techniczny na wysokości 1131 pkt, ale obrót był stanowczo za mały. Brak przełamania zniechęcił inwestorów, a negatywne otwarcie w USA postawiło kropkę nad i. Końcówka była spadkowa i w ciągu 15 minut indeks oddał cały, wypracowany w czasie sesji, wzrost. Nic nie pomogła decyzja RPP, która obniżyła stopy. Wspominałem, że w końcu kwartału OFE powinny dostać duży przekaz z ZUS. Wczorajszy transfer był śmiesznie mały, ale być może dzisiaj przelane zostaną naprawdę duże pieniądze, co rynkowi może pomóc. Sytuacja techniczna rynku jest nadal prowzrostowa, ale sygnału wejścia na rynek nie ma i trzeba czekać na zakończenie konsolidacji.