Inwestorów interesuje też polityka

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2003-04-16 00:00

Choć inwestorzy chłodno kalkulują i wybierają kraj, w którym mogą tanio działać, to polityka przenika do biznesu. Polska powinna wyciągnąć ręce do Europy — uważa Sebastian Mikosz, dyrektor Francuskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

„Puls Biznesu”: Czy europejskich, a zwłaszcza francuskich i niemieckich inwestorów, może zniechęcić do Polski jej twarde opowiedzenie się za USA w wojnie z Irakiem?

Sebastian Mikosz: Inwestorzy dokonują chłodnej kalkulacji. To jak konkurs Eurowizji: za wszystko są punkty. Jest droga — jeden punkt, nie ma drogi — zero, jest tania siła robocza — jeden punkt, nie ma — zero itd. To te kalkulacje powodują, że wygrywa z nami np. Słowacja. Warunki, jakie Polska oferuje inwestorom — brak dróg i niestabilność polityki podatkowej — są fatalne. Niestety, Polacy zrzucają odpowiedzialność za niepowodzenia na kwestie polityczne. Przecież rezygnację PSA z budowy fabryki w Polsce tłumaczono wyborem amerykańskiego F-16 zamiast Mirage. A chodziło o infrastrukturę.

Czy to oznacza, że kwestie polityczne w ogóle nie wpływają na decyzje inwestorów?

— Niestety, mają wpływ. Atmosfera jest w tym momencie nieszczególna. Polska powinna wyciągnąć do europejskich inwestorów rękę, zrównoważyć poparcie dla USA poparciem dla Europy. Nie odnotowałem wprawdzie spadku zainteresowania rynkiem polskim, ale Francuzi zawsze zaczynają teraz rozmowy od pytań: dlaczego Polska nie wybrała Mirage’a i dlaczego tak popiera USA w wojnie z Irakiem.

Jak będzie z inwestycjami w tym roku?

— Za dwa lata wzrosną, bo Polska wejdzie do UE. W tym roku, o ile nie nastąpi szybkie odbicie gospodarcze, inwestorzy mogą przyjąć postawę wyczekującą. Bardzo wiele pozostaje w rękach ministra skarbu. Jestem prze-konany, że wartość inwestycji wyniesie 4-8 mld USD.