Inwestorzy amerykańscy nadal lekceważą złe informacje

Piotr Kuczyński
28-10-2002, 00:00

Z Ameryki

Na Wall Street powróciła mania kupowania na spadkach i lekceważenia złych informacji. Objaw hossy? Raczej zaślepienia. Po złych wynikach i, co dużo bardziej istotne, złych prognozach, kursy spółek spadały tylko przez jeden dzień, albo nawet rosły. Być może jednym z powodów takiego zachowania się giełd jest fakt, że sześć z dziesięciu największych funduszy inwestycyjnych kończy rok obrachunkowy w październiku, co w sposób naturalny działa na korzyść rynku.

Od początku wzrostów piszę, że nie podoba mi się optymizm analityków i zarządzających funduszami. W ostatnim tygodniu według sondażu Investors Intelligence nastroje zmieniły się na „bycze” (38,9 proc. do 35,6 proc. nastawionych „niedźwiedzio”). Główny analityk Elliott Wave International w Atlancie wspomina, że w latach 1994-1995 były całe kolejne tygodnie, kiedy „niedźwiedzie” nastroje przekraczały 40 proc., a kursy rosły po ścianie strachu. Wtedy rzeczywiście zostało osiągnięte prawdziwe dno giełdowej koniunktury.

Dane makro nie pozwalają na optymizm. Raport Fed — tzw. beżowa księga — nie pokazała niczego dobrego oprócz rynku nieruchomości. We wrześniu i październiku gospodarka zachowywała się jak żółw, rynek pracy był słaby, a sprzedaż detaliczna kurczyła się. Zaufanie konsumentów spadało bez przerwy, co pokazuje opublikowany w zeszłym tygodniu przez ABC News/Money Magazine indeks zaufania konsumentów, spadający do poziomu najniższego od 8 lat. Jedynym plusem jest właśnie rynek nieruchomości, ale szybko rosnące rynkowe stopy procentowe muszą wpłynąć na zakończenie hossy i w tym sektorze. Taka sytuacja istnieje teraz, kiedy średni współczynnik C/Z dla S&P 500 wynosi 28. Tym bardziej, że nie jest to realna wielkość, dotyczy bowiem przewidywanych w tym roku zysków. Wniosek jest prosty — nie ma żadnej fundamentalnej podstawy dla ostatnich wzrostów.

Nawet informacja o wzięciu za zakładników widzów teatru w Moskwie nie wywarła wpływu na rynek. Trzeba zauważyć, że kolejny przeciwnik ostrej rezolucji ONZ przeciwko Irakowi został zaatakowany. Niewątpliwie teraz Rosja będzie się mniej opierała amerykańskiej wersji tego dokumentu i dostanie wolną rękę do walki z Czeczenami, może nawet do ataku na Gruzję. Pisałem niedawno, że dla Rosji byłoby najwygodniej, żeby USA uderzyły bez poparcia ONZ (cena ropy plus możliwość rozprawienia się z Gruzją). Sytuacja w Moskwie sporo tu zmieniła — zagrożony jest image prezydenta Putina. Nie wykluczam, iż jakaś rezolucja zostanie uchwalona, szczególnie, że prezydent Bush wyraźnie grozi mówiąc, że jeśli ONZ nie będzie mógł się zdecydować, poprowadzi koalicję aby rozbroić Husajna. Jeśli rezolucja zostanie przyjęta, to i tak nie może doprowadzić do wyjazdu inspektorów. Wielokrotnie już pisałem dlaczego.

Ponieważ najważniejszą przyczyną wzrostów indeksów jest „przesiadka” z obligacji w akcje, spójrzmy, czy załamanie się kursów obligacji to tylko korekta czy trwały proces i koniec hossy. Nawiasem mówiąc, inwestorzy w USA bici są z każdej strony. Zabierali kapitały z funduszy akcji i przekładali do funduszy obligacji. Jak to często bywa, sprzedawali akcje blisko najniższego punktu i kupowali obligacje blisko najwyższego. Wynikiem są olbrzymie straty. Ciekaw jestem, kiedy inwestorzy amerykańscy zupełnie zniechęcą się do rynków finansowych.

Jest jedno pytanie — czy rentowność obligacji będzie nadal rosła, zagrażając gospodarce i rynkowi nieruchomości oraz hamując proces refinansowania. czy nie. Wydaje się, że ten wzrost jest ograniczony. Geopolityka i bardzo niepewna gospodarka nie powinny dać możliwości wzrostu rentowności obligacji 30-letnich powyżej 5,5 proc. (obecnie 5,08 proc.). Poza tym, jeśli Goldman Sachs ma rację, że fundusze emerytalne są już w pozycji neutralnej i nie będą robić dalszej relokacji (firma zmniejszyła prognozę przepływu kapitałów z obligacji w akcje w bliskim terminie z 32 mld USD do 10 mld USD) to spadki cen obligacji będą bardzo ograniczone.

To i dobrze, i źle. Dobrze, bo nie będzie nadmiernie hamowało gospodarki, chociaż zmniejszy proces refinansowania, bo nie oczekuję w krótkim terminie powrotu do hossy w obligacjach. Źle dla giełd, bo zahamuje proces relokacji kapitałów z obligacji w akcje, ale jest jeszcze na to trochę miejsca. Jednak jest i inna możliwość. Przed Wojną w Zatoce w 1991 r. rynek nieruchomości też zachowywał się znakomicie a rentowność obligacji zaczynała spadać. Jednak wojna wywołała wzrost cen ropy, wzrost rentowności obligacji i stóp procentowych i załamała rynek nieruchomości. Szkoda, że administracja amerykańska nie chce o tym pamiętać.

W tym tygodniu rynek dostanie bardzo ważne dane makro. Przede wszystkim będą to indeksy aktywności gospodarki, dane o bezrobociu w październiku i indeks zaufania konsumentów. Nie należy sugerować się tym, że na razie na inwestorów złe dane nie działają. Jeśli będzie trwała korekta, będą działały. Jak ten bardzo niejasny obraz sytuacji można podsumować? Ten tydzień poprzedza posiedzenie FOMC, gdzie możliwe jest cięcie stóp ze względu na bardzo słabą sytuację w sektorze przemysłowym. To w połączeniu z ogólnym przekonaniem o wzrostach cen akcji w czwartym kwartale nie powinno pozwolić na zdecydowane przeceny. Jednak analiza techniczna ostrzega, że korekta powinna jeszcze potrwać. Ze względu na układ wolumenu byłbym za realizacją podwójnych szczytów (sygnałem byłoby przełamanie 880 pkt na S&P 500) i kontynuacji korekty. Gdybym się mylił, przełamanie 910 pkt otworzyłoby jednak drogę dużym wzrostom.

Z Polski

Tydzień rozpoczął korektę na GPW. Na razie bardzo niewielką. Agresywny popyt zagraniczny nie jest widoczny, ale na dużych spółkach widać wyraźną akumulację.

Istotny, a do tego agresywny popyt występuje tylko w sektorze bankowym. To akurat dobra informacja, bo banki zazwyczaj rozpoczynają hossy. Sektorowi temu z całą pewnością pomoże informacja przekazana przez Bogusława Grabowskiego, członka RPP, że NBP wykupi w 2003 r. obligacje o wartości 5,2 mld zł, które sprzedał bankom w 1999 r.

Poza tym mieliśmy same dobre informacje. Po pierwsze sprzedaż detaliczna wzrosła we wrześniu o 4,7 proc. r/r. Po wzroście produkcji to kolejna dobra informacja sugerująca, ze sytuacja w gospodarce poprawia się. Nic dziwnego, że Dariusz Rosati z RPP twierdzi, że PKB w trzecim kwartale wzrósł o 1,5 proc. a w czwartym powinien wzrosnąć o 2 proc.

Po drugie, prawdziwym zaskoczeniem dla rynku była decyzja RPP o obniżeniu stóp procentowych. To bardzo dobra decyzja. Pozostaje tylko zapytać, czy trzeba było tak długo czekać i obniżać stopy małymi kroczkami? Czy nie lepsze było szybsze i głębsze obniżenie na początku roku, dające gospodarce mocny bodziec? To już jest jednak płakanie nad rozlanym mlekiem. Bardzo ważne jest to, że zakończyła się wojna między RPP a rządem, co potwierdził prezes NBP, Leszek Balcerowicz. Niespodziewana obniżka nie wywołała żadnej reakcji na giełdzie, ale wyłącznie dlatego, że nastąpiła w czasie korekty światowych indeksów oraz przed ważnym dla nas szczytem UE.

Po trzecie, usunięte zostały kolejne przeszkody na drodze do naszego wejścia do UE. Rząd holenderski został zobowiązany przez parlament do popierania rozszerzenia Unii, ale pod warunkiem, że nowi członkowie zostaną pozbawieni prawa głosu we wszystkich dziedzinach, w których nie spełnią kryteriów akcesyjnych. Z Brukseli nadeszły ważne i pozytywne dla nas informacje. Francja i Niemcy osiągnęły porozumienie w sprawie ograniczenia wydatków na rolnictwo, aby pozyskać fundusze na sfinansowanie poszerzenia Unii, co umożliwiło pozytywne dla nas zakończenie całego szczytu. Oczywiście pozostają trudne negocjacje, ale widać wyraźnie, że do Unii w 2004 r. wejdziemy.

Były też złe informacje. Oczekiwania na dalsze obniżki stóp i na decyzje o wejściu Polski do UE umaczają złotego. Na wykresie złoty/euro widać, że nastąpiło wyjście dołem z trójkąta, co wywołało ruch powrotny do linii szyi podwójnego dna (3,93). W dłuższym terminie ta formacja zapowiada spadek złotego do 4,45 w stosunku do euro. Być może nastąpi to w wyniku przygotowań do zastąpienia naszej waluty przez euro. Na razie jednak złoty wzmacnia się, co będzie hamowało eksport i ożywienie gospodarki, a to z kolei jest szczególnie niekorzystne w sytuacji, kiedy gospodarka Niemiec, największego partnera Polski, jest tak niepewna. Sześć wiodących niemieckich instytutów ekonomicznych obniżyło swoją prognozę niemieckiego wzrostu gospodarczego w 2002 r. do 0,4 proc. z wcześniej szacowanych 0,9 proc. Niemcy to najpoważniejszy kandydat w Eurolandzie do powtórnego wejścia w recesję.

Muszę wspomnieć o poniedziałkowym posiedzeniu Sejmu. Można oczekiwać, że będzie nerwowo, ale myślę, że zarówno PiS jak i PO wyciągną naukę z olbrzymiego spadku poparcia, który był wynikiem ich reakcji na sejmowe awantury. Uważam, że z tej strony zagrożenie dla rynku akcji nie nadejdzie.

Pisałem w ostatnim komentarzu, że to dobrze, iż na drodze do Unii mamy liczne przeszkody. To tworzy odpowiednią atmosferę niepewności i jest niezbędnym warunkiem dla sensownego wzrostu indeksów. W ostatnim tygodniu ścierały się potężne siły, szczególnie na bankach. Widać wyraźnie, ze jedne fundusze kupują akcje, licząc na hossę konwergencyjną, a inne uważają, że wejście Polski do UE jest już w cenach, a podstaw fundamentalnych do wzrostu nie ma (tu akurat się nie mylą) i sprzedają. Poza tym trwa gra pod wyniki kwartalne spółek, które muszą być opublikowane do 15 listopada.

Wydaje się, że na razie na drugi plan zeszła perspektywa wejścia do UE, szczególnie, że na świecie trwa korekta. Nie ulega jednak wątpliwości, że są fundusze, nasze i zagraniczne, które przygotowują się do tego wejścia i akumulują akcje. Pytanie tylko, czy pierwsza fala wzrostowa nastąpi już teraz, czy nadal będzie trwała akumulacja w trendzie bocznym. W tym tygodniu trzeba bardziej grać spółkami (wyniki) niż całym rynkiem. Losy indeksów będą zależały od tego, czy w USA rynek wejdzie w dalszą korektę, czy ruszy ku nowym szczytom. Spadek WIG 20 poniżej 1110 pkt ostrzegałby przed powrotem do trendu bocznego. Wzrost powyżej 1170 pkt otwierałby drogę do 1300 pkt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Inwestorzy amerykańscy nadal lekceważą złe informacje