Inwestorzy leczą kaca

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2009-06-23 16:51

Głębinowe, poniedziałkowe nurkowanie WIG20 zdezorientowało bycze bractwo, które najwyraźniej zapomniało o pompowaniu indeksu w piątek, kiedy rozliczano czerwcową serię kontraktów terminowych.

Wtorkowa nadzieja na odbicie indeksów po tak silnym ciosie spełniała się tylko przez pierwszą godzinę handlu. Później znów zaczerwieniło się. Tym razem jednak stosunkowo delikatnie. Na świecie brak było zdecydowania inwestorów, a sentyment zagranicznych inwestorów do naszego rynku mógł popsuć Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który ściął roczne prognozy i zaleca zwiększenie zadłużenia państwa. To zresztą ogłosił nasz rząd, który spodziewa się jedynie 0,2-procentowego wzrostu PKB w tym roku.

Rzut oka na analizę techniczną, która ostatnio się sprawdzała. Padły ważne poziomy wsparcia (1900-1920 pkt na WIG20), a sygnały sprzedaży nadeszły również ze strony wskaźników technicznych i średnich kroczących. Na wykresie WIG20 można doszukać się nieforemnej formacji głowy i ramion, która daje potencjał spadku WIG20 do 1802-1803 pkt. To zresztą dolne ograniczenie trendu bocznego, z jakim indeks blue chipów zmagał się w maju. Przełamanie tego wsparcia otworzyłoby drogę do 1630-1680 pkt., czyli marcowego szczytu i kwietniowych dołków. Poziom 1600 pkt wydaje się silnym wsparciem ewentualnej mocniejszej korekty, bo właśnie tam wypada 61,8-procentowe zniesienie całej czteromiesięcznej zwyżki (wg teorii Fibonacciego). Mocne cofnięcie popytu w poniedziałek sugeruje, że większość uczestników rynku obstawia spadki cen. Rzadko jednak większość ma rację, więc należy podchodzić do tego sygnału z dystansem. To nastroje na Zachodzie będą nadawały kierunek naszym indeksom.  

Pierwsza większa korekta na rynkach wschodzących, które stały się głównymi beneficjentami czteromiesięcznego odbicia, staje się faktem. To nie dziwi, bo rynek nie może długo poruszać się w jednym kierunku. Ci, którzy sprzedają akcje, często realizują wysokie i szybkie zyski. Kupujący liczą na kolejną falę wzrostów, więc łatwo nie oddadzą „upolowanych” papierów. Tym bardziej, że część kursów spadła już od wiosennych szczytów o 20-40 proc.

Większość graczy wciąż stoi jednak z boku. Dobrze obrazuje to stosunkowo nieduże zainteresowanie papierami Mispolu (kurs wzleciał „tylko” o 12,6 proc.) na wtorkowej sesji. A przecież w spółce pojawił się wreszcie znaczący akcjonariusz (twórca Hoopa), który dysponuje zarówno pieniędzmi jak i doświadczeniem w branży spożywczej. Zamierza zwiększać zaangażowanie w spółce. W czasie rynkowej euforii byłby to zapewne impuls do mocniejszego wybicia kursu. Sporym powodzeniem cieszyły się za to papiery finansowej Ipopemy i deweloperskiego Orco, które jest coraz bliżej zebrania pieniędzy od inwestorów.

Po silnej przecenie z poniedziałku inwestorzy zabrali się za zakupy papierów deweloperów. I to pomimo tego, że brokerzy z reguły nie widzą w ich przypadku wyraźnego potencjału. Tymczasem o 15,5 proc. przeceniono papiery SkyEurope (w poniedziałek kurs spadł o 10 proc.). Inwestorzy najwyraźniej nie wierzą w dobre perspektywy spółki, która musiała poprosić sąd o ochronę przed wierzycielami.