Inwestorzy liczą na pomoc Fedu

Marek Wierciszewski
opublikowano: 2011-08-24 00:00

Świat finansów liczy na kolejne programy pomocowe władz monetarnych. Oby się nie rozczarował.

Ben Bernanke może zapowiedzieć

kolejne kroki wspierające gospodarkę

Świat finansów liczy na kolejne programy pomocowe władz monetarnych. Oby się nie rozczarował.

Odsiecz może nadejść już w tym tygodniu. Oczy inwestorów zwrócone będą na Bena Bernankego, szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed). Czekają na piątkowe przemówienie na corocznym ogólnoświatowym sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole.

— To będzie kluczowe wystąpienie. Jeżeli Ben Bernanke nie powie zbyt dużo, inwestorzy mogą się czuć nie do końca usatysfakcjonowani —mówi Neal Soss, ekonomista banku Credit Suisse na USA, wcześniej ekspert oddziału Fedu w Nowym Jorku.

Brak zgody

Nadzieje inwestorów są tym większe, że właśnie na zeszłorocznym sympozjum w Jackson Hole szef Fedu po raz pierwszy wysłał rynkom sygnał, że kolejna faza programów wspierania gospodarki jest brana pod uwagę. Od tamtego czasu do kwietniowego szczytu indeks SP 500 wzrósł o 28 proc.

— Nieważne, czy śledzisz notowania rynkowe, czy rozmawiasz z klientami, nadzieje na nowy program skupu aktywów są wszechobecne —oceniał w wypowiedzi dla dziennika "Financial Times" Tom Porcelli, główny ekonomista banku inwestycyjnego RBC Capital Markets na Stany Zjednoczone.

Tym razem jednak twórcy amerykańskiej polityki pieniężnej znajdują się w dużo mniej komfortowej sytuacji niż latem zeszłego roku. Wśród członków Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), ciała odpowiedzialnego za podejmowanie decyzji dotyczących polityki pieniężnej, narasta spór.

Na ostatnim posiedzeniu aż troje członków gremium sprzeciwiło się podjęciu deklaracji, że stopy procentowe pozostaną bez zmian przez kolejne dwa lata. Twierdzą oni, że takie posunięcie nie pomoże ożywić wzrostu gospodarczego. Uwagę zwraca fakt, że ostatni raz taki rozłam w Fedzie był 19 lat temu.

Dwa warunki

Jak przypomina Jim Reid, strateg Deutsche Banku, Ben Bernanke już wcześniej jasno sformułował dwa warunki, których spełnienie jest konieczne, by ruszył nowy program skupu aktywów.

Pierwszy z nich to przedłużająca się słabość gospodarki. Co do tego, że jest on spełniony, wątpliwości nie ma chyba już nikt. Ubiegły tydzień przyniósł kolejne fatalne dane z USA. Niespodziewany spadek wskaźnika aktywności gospodarczej przemysłu rejonu Filadelfii do wartości nienotowanych od marca 2009 r. był jedną z przyczyn czwartkowej 4,5-procentowej przeceny na giełdzie nowojorskiej.

Kłopot sprawić może jednak drugi z warunków — jest nim utrzymywanie się presji na spadek cen. Jak jednak pokazały zeszłotygodniowe dane, wzrost cen dóbr konsumpcyjnych niespodziewanie przyspieszył w lipcu do 0,5 proc. w skali miesiąca.

Na domiar złego różnice w notowaniach obligacji indeksowanych do inflacji i konwencjonalnych wskazują, że utrzymania podwyższonego tempa wzrostu cen oczekują inwestorzy. W cenach papierów uwzględniona jest inflacja sięgająca prawie 3 proc. Tymczasem przed podjęciem zeszłorocznej decyzji o skupie aktywów oczekiwania inflacyjne nie przekraczały 2,2 proc.

— Presja inflacyjna może powstrzymać Fed przed składaniem jakichkolwiek istotnych deklaracji już teraz. A to byłby zawód dla tych inwestorów, którzy ich oczekują w ten piątek — stwierdził Jim Reid.

Amunicja jest

Mimo trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się Fed, wielu ekspertów uważa, że zapowiedź wsparcia gospodarki może jednak paść już w tym tygodniu. Przemawia za tym słabnący wzrost, którego dynamika spadła w pierwszym półroczu do 1 proc. Na nastrojach konsumentów i przedsiębiorców zaważyć może obniżenie oceny wiarygodności USA przez agencję SP oraz 18-procentowy spadek indeksów giełdowych od kwietniowych szczytów.

Jak ocenia bank Barclays, obecne notowania obligacji uwzględniają w cenach zakupy papierów przez Fed na kwotę 500-600 mld USD. Podobnego zdania jest Citigroup, które podkreśla, że obserwowany głęboki spadek rentowności (czyli wzrost cen) obligacji mogłoby uzasadniać skurczenie się gospodarki o 2 proc. Właśnie pogarszająca się ocena perspektyw USA zwiększa zainteresowanie obligacjami amerykańskiego skarbu, wciąż uważanymi za jedną z najbezpieczniejszych lokat na świecie. Od początku roku papiery rządowe dały zarobić 7,7 proc., co jest najlepszym wynikiem od 2008 r.

Dlatego Ben Bernanke stara się przekonać rynki, że Fed nie ma związanych rąk. Przed dwoma tygodniami w wystąpieniu przed Kongresem zapewniał, że Rezerwa Federalna wciąż ma możliwość prowadzenia aktywnej polityki. Do opcji, jakie rozważa bank, należą kolejne zakupy aktywów, oraz kupowanie papierów o dłuższych terminach zapadalności za pieniądze pochodzące z wykupu papierów zapadających już teraz.

Inne możliwości to obniżenie oprocentowania rezerw banków komercyjnych, co miałoby je skłonić do zwiększenia ilości udzielanych kredytów, oraz zadeklarowanie terminu, do kiedy bank zobowiązałby się utrzymywać skupione aktywa. Problem jednak w tym, że już poprzednia runda skupu aktywów została uznana za porażkę. W to, że obecne propozycje wystarczą, by pobudzić wzrost, nie wierzy nawet znaczna część przedstawicieli Fedu.

— Nie da się rozwiązać problemów gospodarki amerykańskiej narzędziami, jakie są w gestii polityki pieniężnej. Decydując się na podjęcie działań, które nie przyniosą rezultatów, Fed ryzykuje utratę wiarygodności — uważa Charles Plosser, szef oddziału banku w Filadelfii.

6 sygnałów, że światowa gospodarka wchodzi w recesję

Transport morski zwalnia

Koniunkturę w sektorze transportowym uważa się za papierek lakmusowy stanu gospodarki. Analitycy szczególnie pilnie śledzą kondycję przewoźników morskich. Właśnie tą drogą przewożona jest szeroka paleta towarów, poczynając od ropy naftowej przez ziarna po samochody i maszyny.

Niepokój wzbudziły ostatnie wyniki kwartalne AP Moller-Maersk, potentata branżowego. Choć zysk wzrósł bardziej od prognoz, spółka przyznała, że popyt na jej usługi znacznie spadł. Widać to po notowaniach giełdowych, które od początku roku osunęły się o ponad jedną trzecią.

Niewiele mniej zniżkował w tym czasie indeks Baltic Dry, odzwierciedlający ceny frachtów. To tylko potwierdza, że popyt na transport międzynarodowy mocno kuleje.

SŁabnie popyt na ropĘ

Tegoroczne prognozy zapotrzebowania na surowiec obciął OPEC. Jak stwierdza organizacja w swoim comiesięcznym raporcie, w czerwcu chiński popyt spadł w ujęciu rok do roku po raz pierwszy od marca 2009 r. O słabnącym popycie świadczą spadające ceny surowca. We wtorek za baryłkę płacono niespełna 109 USD, o 18 USD mniej niż jeszcze cztery miesiące temu.

"Obawy o wysokie zadłużenie krajów strefy euro i USA oraz oznaki spowalniającego wzrostu w Chinach i Indiach mają wpływ na nastroje rynkowe, zwiększając prawdopodobieństwo wystąpienia podwójnego dna kryzysu — wynika z raportu OPEC.

WyprzedaŻ na rynkach akcji

Gwałtowna przecena akcji nie ominęła żadnego z ważniejszych rynków. O ile w lokalnych walutach relatywnie mniej stracili inwestorzy z Kanady, Australii, Szwajcarii i Meksyku, o tyle (za sprawą osłabienia lokalnych walut) żadnemu z większych rynków nie udało się ograniczyć strat poniżej 10 proc., jeśli stopy zwrotu wyrazimy w euro.

Dane wskazują, że mocno zwalnia kluczowa dla strefy euro gospodarka niemiecka. Wskaźnik zaufania inwestorów zanurkował w sierpniu do -37,6 punktu, wyraźnie mocniej od prognoz. Koniunktura w przemyśle i usługach balansuje tuż nad granicą oddzielającą wzrost od spowolnienia. Nieprzypadkowo zatem DAX zanotował od początku miesiąca najgorszy wynik z indeksów wszystkich głównych rynków. Akcjonariusze spółek notowanych we Frankfurcie stracili w trzy tygodnie aż 23 proc. kapitału.

Pesymizm bankÓw

Instytucje finansowe bardziej niż inne branże są zainteresowane dobrymi nastrojami konsumentów, przedsiębiorców i inwestorów. Ich zarobki zależą w ogromnej mierze od aktywności gospodarczej i koniunktury na rynkach finansowych.

Teraz coraz więcej z nich przyznaje, że perspektywy gospodarki nie malują się wcale w różowych barwach. Prognozy wzrostu światowej gospodarki obcięły m.in. banki Morgan Stanley oraz Goldman Sachs.

"USA i strefa euro niebezpiecznie balansują na krawędzi recesji" — twierdzi Morgan Stanley.

CiĘcia budŻetowe

Wzrost gospodarczy w Europie zależy w dużej mierze od wydatków rządowych. Tymczasem kryzys zadłużeniowy zmusił wiele z krajów Starego Kontynentu do zaciśnięcia pasa w najmniej korzystnym momencie. Gdy koniunktura w przemyśle zaczęła słabnąć, a konsumenci coraz mniej chętnie wydają pieniądze.

Do tej pory cięcia zadeklarowały lub przyjęły Grecja, Portugalia, Włochy, Hiszpania i Wielka Brytania. W ich ślady wkrótce pójdzie największa gospodarka świata, Stany Zjednoczone. Pierwsze decyzje o oszczędnościach mają wejść w życie najpóźniej w październiku.

PowrÓt ubÓstwa

Jak donosi Organizacja Narodów Zjednoczonych, liczba ludzi, którzy żyją poniżej granicy ubóstwa, znacznie wzrosła od początku roku. Główną przyczyną jest droga żywność. Stoją za tym niedostateczne zdolności produkcyjne w rolnictwie i niesprzyjająca pogoda.

"Od czerwca 2010 r. wzrost cen żywności sprawił, że ubóstwo dotknęło 44 mln mieszkańców krajów rozwijających się" — głosił opublikowany na początku roku raport Banku Światowego.

Jednym ze skutków są wojny domowe i rewolucje. Przewrót w Egipcie podkopał podstawy gospodarki tego kraju, skutkując przerwami w działalności wielu przedsiębiorstw i zmniejszeniem sprzedaży innych. Gospodarka znad Nilu zajmuje 40. miejsce pod względem PKB na świecie. Jeżeli do tego dodamy Libię i Syrię, to kłopoty regionu mogą nie pozostać bez wpływu na gospodarkę światową.