Inwestorzy mogą liczyć na wyższe odsetki

  • Emil Szweda
opublikowano: 20-01-2019, 22:00

Perspektywy kolejnego roku na rynku obligacji korporacyjnych nie są dobre, choć oczywiście wiele zależy od punktu widzenia. Inwestorom mogą one odpowiadać, trudniejsze będą za to dla emitentów i oferujących.

Rynek trapi przede wszystkim nadmiar regulacji, które weszły w życie w krótkim okresie. Część z nich jest efektem afery GetBacku, inne natomiast pojawiły się wcześniej. Chodzi głównie dyrektywę MiFID II, która ograniczyła w zasadzie do zera oferowania obligacji korporacyjnych klientom banków, którzy sami nie wyrazili zainteresowania tego typu inwestycjami. Rynek został też ograniczony rekomendacją Komisji Nadzoru Finansowego nakazującą, aby obligacje podporządkowane banków miały nominał nie niższy niż 400 tys. zł, oraz quasi rekomendacją, zgodnie z którą banki nie powinny „proaktywnie” oferować obligacji korporacyjnych klientom, którzy nie zgromadzili przynajmniej 100 tys. EUR aktywów (równowartości). W efekcie inwestorzy indywidualni, którzy są zainteresowani obligacjami korporacyjnymi, powinni udać się do niezależnego domu maklerskiego wyspecjalizowanego w oferowaniu tego rodzaju papierów. Inną drogą jest wyszukiwanie publicznych emisji obligacji na własną rękę, ale tych może być w tym roku znacznie mniej, niż w i tak słabym roku 2018. Gwoli przypomnienia — w 2018 r. wartość 13 emisji publicznych przeprowadzonych na podstawie prospektów emisyjnych wyniosła 910 mln zł, z czego 600 mln zł przypadło na trzy emisje PKN Orlen. Rok wcześniej ofert było 31, a ich łączna wartość sięgnęła 1,85 mld zł. W tym roku wartość nielicznych ofert publicznych szacujemy (na podstawie ważnych programów publicznych emisji) na około 400 mln zł i to w wariancie optymistycznym. Jeśli natomiast aktualne nastroje miałyby się utrzymać, wówczas nawet 200 mln zł może okazać się wynikiem trudnym do osiągnięcia.

Po stronie inwestorów instytucjonalnych sytuacja nie przedstawia się lepiej. Fundusze obligacji korporacyjnych zmagają się z odpływami (3 mld zł od wybuchu afery GetBack do końca listopada), co oznaczać będzie mniejszy apetyt na dług i już IV kwartał 2018 r. był pod względem emisji adresowanych do tej grupy inwestorów praktycznie martwym okresem. A warto zdawać sobie sprawę, że w tym roku zapadają obligacje korporacyjne (notowane na Catalyst) warte 13,2 mld zł — to (pomijając papiery BGK) dwa razy więcej niż przed rokiem. Nie licząc banków i ubezpieczycieli jest to 6,5 mld zł wobec 4,5 mld zł rok wcześniej. Wielu emitentów liczy na refinansowanie zapadających papierów, ale żaden nie ma pewności, że znajdzie się odpowiedni popyt. Jeśli szukać dobrych stron tej sytuacji, to są nią warunki nowych emisji. Tendencja jest wyraźna — kto chce uplasować dziś obligacje, musi zaoferować wyższy kupon niż np. w 2017 roku. Nie ma też mowy o wydłużaniu okresu spłaty. Rosną także inne wymagania wobec emitentów. Ponownie mile widziane są zabezpieczenia, amortyzacja, ciasne kowenanty — w ciągu roku przeszliśmy z rynku emitenta do rynku, na którym warunki dyktują inwestorzy. Niemniej i w tym wypadku nie wszystko jest jednoznaczne.

Emitenci, dla których obligacje są tylko uzupełnieniem finansowania dłużnego, mogą — w obliczu nowych warunków rynkowych — zwrócić się do banków, które także są wymagającymkredytobiorcą, ale za to tańszym. No i rozmowy o np. przedłużeniu linii kredytowej prowadzone są z jedną instytucją, a nie kilkunastoma. Zwrot emitentów w stronę banków obserwowaliśmy już w ubiegłym roku i jest całkiem do pomyślenia, że zjawisko to będzie przybierać na sile. Także w powodu niewygodnych dla emitentów rozwiązań prawnych. Od lipca wszystkie emisje obligacji trafią do jawnego rejestru prowadzonego przez KDPW, które zajmie się także ewidencją wszystkich emisji. Z kolei Ministerstwo Finansów zgłosiło projekt nowelizacji ustawy o ofercie publicznej, zgodnie z którą wszystkie emisje musiałyby być publiczne (zainteresowani zyskaliby dostęp nie tylko do informacji o przeprowadzeniu emisji, ale także o jej szczegółowych warunkach), a jeśli dany emitent chciałby przeprowadzić więcej niż jedną emisję w roku, memorandum musiałoby zostać zatwierdzone przez KNF. Zapisy te mogą znacznie ograniczyć krąg emitentów zainteresowanych pozyskiwaniem finansowania emisjami obligacji.

Autor jest założycielem portalu Obligacje.pl

KOMENTARZ PARTNERA

Polski dług stał się drogi

Paweł Gołębiewski, zarządzający portfelami dłużnymi TFI PZU

W 2018 r. rentowności polskich obligacji spadły o ponad 40 pkt. baz. i był to kolejny bardzo dobry rok dla ich posiadaczy. To sukces, bo na większości rynków wschodzących zbyt duże oczekiwania dalszych cięć stóp procentowych, zbyt wysoki optymizm uczestników rynku po wyjątkowym 2017 r. i powszechne oczekiwania słabnącego dolara zostały brutalnie zweryfikowane. W rezultacie obligacje rynków wschodzących zakończyły 2018 r. na minusie. Rok 2019 zaczynamy ze znacznie „pokorniejszym” spojrzeniem na rynek, niższymi oczekiwaniami wzrostu i mniejszą skalą spozycjonowania, czyli myślenia „stadnego”.

Dominującym determinantem wycen polskich obligacji pozostaną nastroje na rynkach bazowych. W tym kontekście obserwować będziemy skalę spowolnienia gospodarczego w USA oraz Europie oraz reakcje władz monetarnych na napływające dane. W 2018 r. w USA stopa podstawowa została podwyższona czterokrotnie, bilans banku centralnego zmniejszył się o 370 mld USD, indeksy giełdowe tąpnęły, a spready kredytowe rozszerzyły się. Zmiany te w istotny sposób powinny schładzać gospodarkę w 2019 r. Ze statystyk wypadnie również reforma polityki podatkowej prezydenta Donalda Trumpa. Nie oczekujemy, że w takim środowisku Rezerwa Federalna podtrzyma chęć podwyższania stóp procentowych. Stopy w Polsce pozostaną na niezmienionym poziomie. Według naszych prognoz inflacja nie przekroczy 2,5 proc. W rocznych dynamikach zmian cen zobaczymy efekty gwałtownego spadku cen ropy naftowej.

Gospodarka spowolni do niecałych 4 proc. Taki zestaw danych powinien wspierać rodzimy dług. Ewentualne ryzyko polityczne może zostać zdyskontowane w drugiej połowie roku. Naszym podstawowym scenariuszem są stopy procentowe na zbliżonym do dzisiejszych poziomach w przypadku obligacji średnioi długoterminowych, przy większej niż obecnie zmienności. Wśród rynków wschodzących Polska stała się rynkiem dosyć drogim i warto zastanowić się nad dywersyfikacją. Niektóre z banków centralnych rynków rozwijających się nie próżnowały i podnosiły stopy procentowe, czy to w efekcie lepszych danych makro, czy rosnącej inflacji, czy po prostu podążając za Rezerwą Federalną. W przypadku kiedy spowolnienie globalne powstrzymałoby banki centralne przed podwyżkami stóp, ale nie powodowałoby obaw recesyjnych, to generalnie te rynki powinny przynieść wyższe stopy zwrotu niż rynek polski. Taki scenariusz ochłodzenia gospodarczego powinien ustabilizować też ceny ropy, co stosunkowo pozytywnie przełoży się na spready kredytowe całej klasy obligacji rynków rozwijających się denominowanych w USD i EUR.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy