Inwestorzy nie panikują

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2006-09-28 00:00

Aferą taśmową bardziej ekscytują się politycy niż inwestorzy. Reakcja była, ale słaba. Ale polityka rynkom nie pomaga.

Wyemitowane przez telewizję TVN rozmowy posłanki Renaty Beger z ministrami Adamem Lipińskim i Wojciechem Mojzesowiczem wywołały polityczną burzę. Nagrany ukrytą kamerą materiał ujawnia kulisy rozmów, które miały doprowadzić do „wyciągnięcia” przez PiS posłów Samoobrony. Opozycja nazwała tę sprawę korupcją polityczną na miarę afery Rywina.

Lekko w dół

Rynek finansowy zareagował na te wydarzenia umiarkowanymi spadkami złotego i obligacji.

— Złoty stracił na otwarciu, jednak wielkiej wyprzedaży nie było. Paniki nie ma, inwestorzy raczej wstrzymywali się z decyzjami. Ryzyko wcześniejszych wyborów systematycznie rośnie i wszyscy powoli się do tej myśli przyzwyczajamy — mówi Marcin Bilbin, analityk Pekao.

Choć dodaje, że gdyby nie polityka, nastroje na naszym rynku byłyby lepsze.

Zdaniem Macieja Grabowskiego z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR), rynki — uczone doświadczeniami ostatnich lat — czekają na konkretne decyzje, np. dotyczące ostatecznego kształtu budżetu.

— Ostatnie doświadczenia wskazują, że zapowiedzi polityków dotyczące ryzykownych zmian w polityce gospodarczej ostatecznie nie są wprowadzane w życie. Inwestorzy nie zajmują się opiniami, a ostatnie perturbacje polityczne będą miały na nich ograniczony wpływ — uważa ekspert IBnGR.

Prowokacja...

Reakcje polityków były zdecydowanie bardziej wybuchowe. Zaczęły się jeszcze w nocy, a komentarze, wystąpienia i briefingi trwały w Sejmie przez cały dzień. Marek Kuchciński, szef klubu PiS, nazwał całą sprawę „potężną prowokacją polityczną”, która ma na celu uderzenie w politykę zmian prowadzoną przez rząd.

— Uczestniczą w niej ci sami ludzie, którzy uczestniczyli w „nocnej zmianie” w 1992 roku, gdy doszło do odwołania rządu Jana Olszewskiego: lewica, postkomuniści i liberałowie. Dziś mówimy o nich centrolewica — uznał Marek Kuchciński.

Krzysztof Putra z PiS stwierdził natomiast, że mówienie o korupcji politycznej w kontekście rozmów Adama Lipińskiego jest śmieszne, a dziennikarze wprowadzają opinię publiczną w błąd.

...czy korupcja

Tymczasem opozycja zwiększyła szansę na odsunięcie od władzy PiS. SLD złożył wniosek o samorozwiązanie Sejmu (podobny PO złożyła dzień wcześniej), żądał też postawienia przed Trybunałem Stanu premiera Jarosława Kaczyńskiego. PO żądała od Marka Jurka, by natychmiast zwołał prezydium, by przegłosować wniosek o samorozwiązanie i umożliwić przedterminowe wybory. Dymisji Jarosława Kaczyńskiego zażądał Andrzej Lepper. Rzecznik rządu zapowiedział, że dymisja nie jest rozważana. O 20.00 premier miał wygłosić orędzie do narodu (szczegóły na www.pb.pl).

Przedstawiciele PiS zapowiedzieli, że będą kontynuowali rozmowy w celu utworzenia większościowej koalicji. Tymczasem posłowie PSL, których głosy są PiS do tego niezbędne, zapowiedzieli, że rozmowy są wstrzymane.

Zdaniem Ryszarda Petru, głównego ekonomisty Banku BPH, ludowcy nie zgodzą się wesprzeć koalicji.

— Mają zbyt dużo do stracenia po kompromitacji rządu. Czeka nas rząd mniejszościowy, bo PiS bardzo boi się teraz wyborów. Będzie więc czekało, choć nie może to trwać w nieskończoność. Wybory odbędą się najpewniej wiosną — uważa ekonomista BPH.

Zdaniem Jacka Wiśniewskiego, głównego ekonomisty Raiffeisen Banku, prawdopodobieństwo wcześniejszych wyborów, które mogłyby zostać ogłoszone do miesiąca, wzrosło do 50 proc.

— Po 25 proc. prawdopodobieństwa daję jednak koalicji większościowej i trwaniu rządu mniejszościowego — dodaje Jacek Wiśniewski.

Może się nie udać

Zdaniem Macieja Relugi, głównego ekonomisty BZ WBK, ryzyko wcześniejszych wyborów rośnie.

— Na taką informację rynek zareagowałby negatywnie, choć byłaby to reakcja bardzo krótkotrwała. W perspektywie następnych miesięcy niewiele by to jednak zmieniło — sytuacja nie będzie mniej stabilna niż w ostatnim roku. Jeśli zwyciężyłaby pozytywnie postrzegana przez inwestorów PO, być może byłaby szansa na lepsze rozdanie — uważa Maciej Reluga.

Zaznacza jednak, że mimo obaw także zwycięstwo i rządy PiS nie przestraszyłyby inwestorów. Według Jacka Wiśniewskiego, rynki najlepiej odebrałyby po wyborach samodzielną władzę PO, a najgorzej wspólne rządy PiS i Samoobrony.

— Jednak żadna z możliwych opcji nie jest tragiczna — uspokaja ekonomista Raiffeisen Banku.

Bartosz Krzyżaniak Ļ

[email protected] % 022-333-98-12