Inwestorzy pozbywają się walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących, kupując jednocześnie dolara i japońskiego jena, w reakcji na ponowny wzrost awersji do ryzyka. Aktualnie obawy rynku budzi już nie tylko stabilność Strefy Euro (ten temat odgrzała wczoraj informacja o przejęciu zarządu przez hiszpański bank centralny nad tamtejszą kasą oszczędnościową CajaSur), ale także wzrost napięcia geopolitycznego na Półwyspie Koreańskim, co jest pokłosiem zatopienia przed dwoma miesiącami południowokoreańskiego statku wojskowego (jak się przypuszcza przez Koreę Północną).
W sytuacji globalnej ucieczki od ryzyka, na drugi plan schodzą inne czynniki.
Dlatego nie zaskoczył brak wyczekiwania, a później reakcji rynku walutowego na
decyzję Rady Polityki Pieniężnej, która zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła
wysokości stóp procentowych (obecnie główna stopa kształtuje się na poziomie 3,5
proc.). Nie było też reakcji na słowa premiera Donalda Tuska, że w związku z
powodzią nie zwiększy się deficyt budżetowy (to pozytywna informacja dla
polskiej gospodarki). Prawdopodobnie bez echa przejdzie też konferencja prasowa
po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (godz. 15:00), o ile tylko w tych
trudnych dla Europy, a pośrednio dla polskiej waluty czasach, nie będzie ona
kolejna odsłoną narastającego politycznego konfliktu pomiędzy Zarządem
Narodowego Banku Polskiego i większością członków Rady.
Silnemu osłabieniu
złotego z pewnością przygląda się Ministerstwo Finansów. Jednak podobnie jak to
miało miejsce w poprzednim tygodniu, ewentualna sprzedaż walut na rynku za
pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego będzie wchodziła w grę dopiero, gdy
kurs EUR/PLN osiągnie poziom 4,20 zł. Odnosząc to w prosty sposób do kursów
USD/PLN i CHF/PLN, takie ryzyko interwencji pojawić może się wraz z wybiciem
odpowiednio powyżej 3,44 zł i 2,95 zł.
Marcin Kiepas
[email protected]
X-Trade Brokers
DM