Sytuacja na rynkach akcji od piątku jest niezwykle skomplikowana. W USA wcale nie jest tak jednoznaczna, jak widać to od strony analizy technicznej. Nie ma wątpliwości, że w piątek wystąpił klasyczny, książkowy dzień odwrotu, który powinien wywołać większą korektę, albo nawet zmienić trend. Nie ulega również wątpliwości, że liczba byków jest olbrzymia, co praktycznie zawsze wywoływało duże korekty, albo zmiany trendów. Równie jasne jest to, że wkrótce rozpocznie się sezon ostrzeżeń przed wynikami kwartalnymi, co powinno osłabić koniunkturę. To wszystko zwiększa siłę niedźwiedzi. Poważna korekta już się tworzy, ale to jeszcze nie znaczy, że za chwilę zamieni się w paniczną ucieczkę byków.
Wystąpienie korekty w trakcie sesji piątkowej było zbyt oczywiste. Po pierwsze — sam w czasie naszej sesji pisałem, że nie podoba mi się entuzjazm inwestorów amerykańskich i może się to bardzo źle skończyć. Podobnie myślało zapewne bardzo wielu inwestorów w USA. Po drugie — poziom 1000 pkt na S&P 500 był tak oczywisty do ataku byków, że aż kłuł w oczy. Po trzecie wreszcie — atak niedźwiedzi zaczął się w bardzo wczesnej fazie sesji. Było mnóstwo czasu, by pod koniec notowań doprowadzić do prawdziwego zawału, ale nic z tego nie wyszło. To wszystko są pozytywy dla byków.
Reasumując, trzeba założyć, że inwestorzy będą bardzo ostrożni. Niedźwiedzie zapewne będą chciały mocnym uderzeniem załamać dobre nastawienie rynku. Nie wiemy, jak zareagują byki. Czy odpuszczą i pozwolą na bardzo duży spadek, czy szybko wkroczą ratując rynek. Nawet, gdyby wczorajsza sesja była niezła, można byłoby ją uznać za sygnał, że byki mają otwartą drogę do wzrostów. Byłby to jednak sygnał, że jest możliwe przeciągnięcie walki koło szczytu (np. z lekkim trendem spadkowym). Uważam, że bez ponownego ataku na 1000 pkt na S&P 500 w krótkim okresie się nie obędzie. Dzisiaj na nastroje rynków może wpłynąć planowane wystąpienie Alana Greenspana, szefa Fed. Jak zwykle, reakcja jest nie do przewidzenia.
Na Starym Kontynencie w większości krajów było święto, a tam gdzie giełdy pracowały, obroty były niewielkie. Wcale nie dziwiła realizacja zysków. Poza tym obawiano się, że dziś Nokia obniży prognozy sprzedaży na bieżący rok. Właśnie to dzisiaj może być zagrożeniem dla rynków. Ostrzeżenie Motoroli o słabszych wynikach kwartału też nie pomagało.
W Polsce sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ważność referendum była oczywiście warunkiem koniecznym, ale daleko niewystarczającym, by rynek rósł. Takim warunkiem mogła być wiara zarządzających funduszami zagranicznymi w dalszy ciąg minihossy w USA.
Wczorajsza wypowiedź premiera sygnalizuje głosowanie w sprawie wotum zaufania dla rządu i wyraźnie prowokuje dymisję Grzegorza Kołodki, bo tylko tak może się skończyć przeniesienie całego zarządzania gospodarką do ministerstwa gospodarki. Pytanie, co zrobią teraz fundusze zagraniczne. Możliwych scenariuszy jest dużo.
Ograniczę się do trzech. Pierwszy to realizacja zysków. Ten wydaje się najbardziej oczywisty. Wszak obowiązuje powiedzenie: „kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty”. Poza tym dopiero teraz zaczną się problemy polityczne. Drugi scenariusz to: „prowadzimy rynek do góry, a OFE niech gonią”. Trzeci scenariusz to: „nic się nie stało, czekamy na rozwój sytuacji”. Wczoraj realizowany był pierwszy scenariusz, ale w dalszym ciągu w krótkim terminie możliwe są wszystkie trzy.
Na wielu spółkach powstały formacje techniczne, których wypełnienie wymagałoby wzrostu WIG20 jeszcze przynajmniej o 7-8 proc. Oczywiście wszędzie mogą być fałszywe sygnały, ale to jest mało prawdopodobne. Uważam, że najbardziej prawdopodobne jest połączenie scenariusza numer 2 z 3. Dla byków istotny jest poziom 15 300 pkt na WIG. Przebicie kończyłoby trzecią falę, ale po korekcie powinna jeszcze nastąpić wzrostowa fala piąta.