Inwestorzy w Turcji przejdą kolejny test cierpliwości

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-06-09 00:00

Do czasu utworzenia rządu na stambulskiej giełdzie będzie nerwowo. Inwestorzy zaczną szukać alternatywy, ale GPW raczej nie wybiorą — uważają eksperci.

Po raz pierwszy od 2002 r. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) nie będzie miała większości parlamentarnej, co oznacza, że musi zawiązać z kimś koalicję. Pojawić się więc może problem z utworzeniem stabilnego rządu, tym bardziej że pozostałe ugrupowania już dziś sygnalizują niechęć do łączenia sił.

I mimo że sondaże w ostatnich tygodniach sygnalizowały spadającą popularność AKP, to jednak inwestorzy chłodno przyjęli wyniki niedzielnych wyborów. Giełda w Turcji zanurkowała o prawie 6 proc., a lira traciła do dolara i euro nawet 4 proc.

— Kolejne 2 miesiące mogą być bardzo nerwowe. Nad rynkami będą ciążyły informacje o przebiegu rozmów koalicyjnych, dlatego można się spodziewać bardzo dużej niepewności, co rzadko sprzyja inwestycjom w akcje — uważa Robert Burdach, zarządzający funduszem UniAkcje Turcja.

Z deszczu pod rynnę

Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI, wyjaśnia, że najpóźniej do sierpnia zmaterializować się może jeden z trzech wariantów — koalicja, rząd mniejszościowy lub przyspieszone wybory. Zwraca równocześnie uwagę, że mniejsze poparcie dla AKP zniwelowało ryzyko wprowadzenia systemu prezydenckiego oraz utrwalenia monopolu władzy Recepa Erdogana, a to był dla Turcji najgorszy ze scenariuszy w długim terminie.

— Osłabienie pozycji obecnego prezydenta może więc pozytywnie przełożyć się na bank centralny, którego niezależność nie powinna być obecnie podważana. Potencjał do dalszego osłabienia liry jest ograniczony. Jeśli utrzyma się presja na turecką walutę, bank centralny będzie miał dużo większą swobodę w interwencjach bezpośrednich bądź poprzez podwyżkę stóp procentowych — dodaje Marek Buczak.

Eksperci zgodnie uważają, że do czasu utworzenia rządu Giełda w Turcji zanurkowała o prawie 6 proc., a lira traciła do dolara i euro nawet 4 proc. sytuacja na arenie politycznej będzie kotwicą dla tureckiego rynku akcji. Część globalnych graczy może przenosić kapitał na inne giełdy. Są jednak marne szanse, aby pieniądze te popłynęły na GPW. Powód? Nasz rynek też jest obciążony ryzykiem politycznym.

— Warszawski parkiet mógłby być postrzegany przez niektórych jako tymczasowa, bezpieczna przystań, ale my też borykamy się z podwyższonym ryzykiem politycznym, które nie pozostaje bez wpływu na wyceny spółek, przede wszystkim banków — uważa Robert Burdach. Podobnego zdania jest Adam Łukojć ze Skarbca TFI, który zwraca uwagę, że GPW nie jest skorelowana z turecką giełdą, a więc spadki na tamtejszym rynku nie oznaczają spadków nad Wisłą.

— Niemniej nie liczyłbym, że inwestorzy zaczną przenosić kapitał z Turcji do Polski. Jeśli ktoś obawia się ryzyka politycznego, to byłaby to ucieczka z deszczu pod rynnę — dodaje Adam Łukojć.

Dla długodystansowców

W funduszach akcji tureckich krajowi inwestorzy ulokowali łącznie 0,5 mld zł. Dla nich niepewność polityczna w Turcji to kolejny test cierpliwości, bo giełda w Stambule już nie raz miała kaprysy i w krótkim czasie indeksy nurkowały o 30 proc. (jak w 2013 r.), ale równie dynamicznie te straty odrabiały. W tym roku ISE100 jest 10 proc. pod kreską.

Tym razem jednak oprócz ryzyka politycznego zaczęły pojawiać się też problemy strukturalne. Do najważniejszych zagrożeń eksperci zaliczają zbyt silne uzależnienie wzrostu gospodarczego od skali akcji kredytowej. Wskaźnik kredytów do depozytów w sektorze bankowym przekracza obecnie 125 proc. Spółki przemysłowe są natomiast drogie, co ogranicza potencjał do dalszych zwyżek.

— Dodatkowo Turcja jest historycznie podatna na oczekiwaniaco do polityki pieniężnej w USA ze względu na wysoki deficyt na rachunku bieżącym. Kolejnym elementem są ceny ropy. Ich spadek sprzyja Turcji, która jest importerem tego surowca, ale w ostatnim czasie widać odwrócenie ubiegłorocznej tendencji spadkowej cen ropy — tłumaczy Mikołaj Stępniewski, zarządzający z Investors TFI.

Nie oznacza to jednak, że trzeba się z Turcji wyprowadzać na stałe. Eksperci tłumaczą, że wciąż można zapolować na perełki z segmentu mniejszych firm. Nie zmieniają się też pespektywy kraju w długim terminie. Gospodarka nadal będzie wspierana przez inwestycje infrastrukturalne i korzystną demografię.

— Turcja jest na ścieżce silnego wzrostu i choć w gospodarce tej istnieją nierównowagi, to nie należy się raczej spodziewać nagłego odwrócenia tego trendu. Przydałyby się jednak strukturalne reformy, ale paradoksalnie pewnym przyspieszeniem tego procesu może być utworzenie koalicyjnego rządu — uważa Mikołaj Stępniewski.