Inwestorzy wierzą w m-commerce

Karol Wieczorek
opublikowano: 2002-02-13 00:00

Obecnie większość nowych inicjatyw wspieranych przez fundusze inwestycyjne typu venture capital, skierowana jest do sektora rozwiązań przenośnych (m-commerce). W Polsce, przynajmniej na razie, inwestycje tego typu nie są popularne. Stąd w naszym kraju rolę quasi-inwestorów przejmują telekomy, zainteresowane wykorzystaniem pomysłów małych integratorów telekomunikacyjnych.

Doświadczenia z Europy Zachodniej wskazują, że operatorzy sieci telefonii komórkowej szukają dodatkowych źródeł przychodów w momencie, gdy nasycenie telefonami sieci wynosi około 50 proc. Wydaje się, że w przypadku Polski ten moment nastąpił nieco wcześniej, bo już pod koniec 2001 r., kiedy penetracja rynku sięgała 25 proc. Stało się tak głównie za sprawą spadającego przychodu z abonenta oraz znacznie większego nasycenia telefonami komórkowymi na rynku korporacyjnym, co zaostrza walkę w tym sektorze.

— W ciągu pierwszych 5 lat swojej działalności krajowi operatorzy GSM właściwie nie interesowali się możliwościami współpracy z innymi podmiotami w zakresie usług dodatkowych, i to zarówno dla rynku konsumenckiego, jak i biznesowego. Wszelkie inicjatywy wychodzące od nas w tym kierunku spełzały na niczym. Dopiero od niedawna telekomy zmieniły swoje podejście do tej kwestii — wspomina Tomasz Czechowicz, prezes firmy MCI Management.

— Tak naprawdę niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że operator sieci telefonii komórkowej jest przede wszystkim maszynką do ściągania na wielką skalę drobnych pieniędzy z rynku, czego przykładem są chociażby SMS-y o podwyższonej wartości. Moim zdaniem jest to jedna z głównych różnic, poza mobilnością, pomiędzy nami a operatorami telefonii stacjonarnej — uważa Jacek Szostak, dyrektor departamentu wsparcia sprzedaży produktów w PTC, operatorze sieci Era.

Jednocześnie nasz rozmówca zaznacza, że sukces w dziedzinie różnego rodzaju usług dodatkowych, których udział w ogólnych przychodach operatorów systematycznie rośnie, zależy przede wszystkim od partnerów.

— Uważam, że sytuacja na współczesnym rynku telefonii komórkowej przejdzie ewolucję podobną do tej, jaką pod koniec lat 80. przeszła branża informatyczna. W latach 70. i 80. duże firmy informatyczne zajmowały się produkcją wszystkiego, czyli zarówno sprzętu, jak i oprogramowania. Dopiero błyskotliwy sukces firmy Sun Microsystems, która dawała zarobić partnerom, pokazał, że robienie wszystkiego przez jedną firmę nie daje najlepszych efektów. Dlatego zamierzamy kierować się sprawdzoną amerykańską koncepcją, w której małe pomysłowe i elastyczne podmioty, działające na zasadach outsourcingu na rzecz wielkich operatorów, będą w stanie lepiej reagować na potrzeby klientów — mówi Jacek Szostak.

O ile korzystanie przez operatorów telekomunikacyjnych z usług różnego rodzaju i wielkości firm zewnętrznych — w tym integratorów telekomunikacyjnych — nie jest zjawiskiem nowym, o tyle zasady tej współpracy nie były, zdaniem naszego rozmówcy, efektywne.

— Do tej pory integratorzy telekomunikacyjni traktowani byli przez operatorów jako „nieprzeszkadzający”. My z kolei pracujemy nad wdrożeniem modelu, w którym będziemy wspólnie integrować rozwiązania na potrzeby naszych klientów — mówi Jacek Szostak.

Podobnego zdania jest też Michał Faber, prezes firmy BiznesNet.

— Porażka pierwszego podejścia do usług opartych na protokole WAP pokazała, że wszelkie rozwiązania narzucane operatorom przez dostawców sprzętu mają niewielkie szanse powodzenia. Jeśli dodać do tego powolność działania, która cechuje duże przedsiębiorstwa, w tym operatorów GSM, widać wyraźnie, iż współpraca z mniejszymi, wyspecjalizowanymi podmiotami w zakresie opracowywania usług jest wręcz niezbędna — mówi Michał Faber.

Z kolei Tomasz Czechowicz, prezes firmy MCI Management, uważa, że w chwili obecnej największą przeszkodą w rozwoju rynku m-commerce na świecie jest niedoskonałość elementów nowoczesnej infrastruktury teleinformatycznej.

— Większość inwestorów z całego świata, z którymi miałem okazję ostatnio rozmawiać, zgadza się, że m-commerce ma duże szanse rozwoju. Na razie jednak za główną przeszkodę w rozwoju tego rynku uznają oni ułomność nowinek technologicznych — mówi Tomasz Czechowicz.

Z opinią Tomasza Czechowicza nie zgadza się Jacek Szostak, którego zdaniem, na technologiczne walory rozwiązań wspierających m-commerce zwracają uwagę przede wszystkim specjaliści oferujący je.

— Moim zdaniem, możliwości technologiczne są przez specjalistów przeceniane. Tak naprawdę główną barierą hamującą wdrażanie mobilnych rozwiązań informacyjnych w przedsiębiorstwach jest nieprzygotowanie firm pod względem organizacji procesów biznesowych. Obecna sytuacja na tym rynku bardzo przypomina połowę lat 90. i boom na rynku systemów informatycznych klasy ERP. Również wtedy firmy powoli uczyły się wykorzystania nowych narzędzi, z początku podchodząc do nich sceptycznie — twierdzi Jacek Szostak.

Dlatego uważa on, że upowszechnienie się mobilnych rozwiązań informacyjnych wymaga czasu i zależeć będzie w dużym stopniu do pracy, jaką wykonają doradcy biznesowi.

— Technologia we współczesnym świecie, szczególnie mobilna, wymusza pewne rozwiązania z zakresu funkcjonowania firm i zarządzania nimi. Z jednej strony rodzi to problemy, ponieważ przedsiębiorstwa nie są przygotowane do szybkiego wykorzystania nowych technologii, jednak z drugiej strony, jeśli już poradzą sobie z ich implementacją, mogą wydatnie poprawić efektywność i zmniejszyć koszty funkcjonowania — twierdzi Piotr Szeliga z Giełdy Papierów Wartościowych.

Tymczasem, zdaniem Magdaleny Syczuk z firmy m-Soft, trudności gospodarcze naszego kraju spowodowały, że firmy zaczęły dostrzegać, iż telefony komórkowe, a właściwie mobilne terminale, w które wyposażono pracowników, mogą służyć do czegoś więcej niż tylko do sprawowania kontroli nad zatrudnionymi. Dotyczy to w szczególności firm handlowych i usługowych, które zaczynają wykorzystywać możliwości oferowane przez telefonię komórkową w zakresie rozwiązań informacyjnych.

— W Europie Zachodniej panuje przekonanie, że usługi m-commerce będą już w niezbyt odległej perspektywie bardzo opłacalne. Stąd nowe inwestycje funduszy venture capital, które przetrwały pęknięcie „internetowej bańki”, skierowane są do sektora rozwiązań mobilnych — mówi Tomasz Czechowicz.

Jednak dobre czasy dla ludzi z pomysłami na szybki interes internetowy, w tym mobilny, już się skończyły. Inwestorzy nauczeni nie najlepszymi doświadczeniami z dwóch ostatnich lat są bowiem znacznie bardziej sceptyczni. W praktyce więc pozyskanie inwestora dla nowego przedsięwzięcia m-commerce w Polsce jest co najmniej trudne, jeśli nie niemożliwe.

— Wejście na rynek z nowym rozwiązaniem mobilnym wymaga dużych nakładów. Najwięcej pieniędzy trzeba przeznaczyć na marketing. Jest to ciężar ponad siły małych firm. Sytuację komplikuje fakt, że na razie nie ma co liczyć na wsparcie inwestorów typu venture capital. Dlatego obecnie najlepszym rozwiązaniem jest ścisła współpraca z operatorem, który bierze na siebie dużą część kosztów wprowadzenia usługi — uważa Magdalena Syczuk.