Wczorajszy poranek nie zapowiadał nic dobrego na rynkach akcji. Przeważali pesymiści, a indeksy czerwieniły się ze złości. W przypadku GPW indeksy rosły, ale była to zasługa lepszych, niż prognozowano, danych z krajowej gospodarki. W południe chiński bank centralny rozluźnił politykę pieniężną, obniżając stopę rezerw obowiązkowych o 0,5 pkt proc., a przez światowe giełdy przetoczyła się fala zwyżek. Najlepsze miało jednak dopiero nadejść.
Zaskakująca akcja
Dwie godziny później na agencjach gruchnęła wiadomość dnia, tygodnia a może i miesiąca: sześć głównych banków centralnych świata przeprowadziło globalną interwencję. Amerykański Fed, w porozumieniu z Europejskim Bankiem Centralnym i bankami Japonii, Kanady, Szwajcarii i Anglii, obniżył o 0,5 pkt procentowego oprocentowanie dolarowych linii swapowych.
Cel: zwiększyć płynność sektora bankowego i dostęp do amerykańskiej waluty. „Skoordynowana akcja banków centralnych ma złagodzić negatywny wpływ napięć na rynkach finansowych dla dostępności kredytów dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych” — brzmiał komunikat bankierów.
Giełdy szybują
Reakcja inwestorów była natychmiastowa. W jednej chwili mocno podrożały surowce (dolar jest główną walutą, w której są notowane). Gwałtownie umocniło się euro, a z sił opadł dolar (nad Wisłą potaniał o 4 grosze). Złoty też zyskał, choć jakby bez przekonania — za euro wciąż trzeba płacić około 4,5 zł (więcej o kondycji naszej waluty piszemy na stronie 21). Najmocniej zareagowali jednak inwestorzy giełdowi. Globalne indeksy rosły o nawet 4-5 proc.
— Główne banki centralne świata wracają, aby wesprzeć rynek. To krok we właściwym kierunku. Szczególnie dlatego, że akcja jest skoordynowana. Może ona wesprzeć globalny wzrost gospodarczy i nie pozwolić, aby Europa wpadła w recesję — komentował dla agencji Bloomberg Mark Bronzo, który pomaga zarządzać 24 mld USD w nowojorskim Security Global Investors.
Warszawa ruszyła
Euforia udzieliła się również inwestorom z warszawskiego parkietu. Akcje blue chipów (m.in. PKO BP, Lotosu czy PGNiG) drożały o 5-6 proc. Główne indeksy obrały jeden kierunek: północ i już do końca dnia podążały w tę stronę. Na rynku kontraktów terminowych na WIG20 optymizm był tak duży, że giełda zawiesiła na chwilę ich handel, aby inwestorzy ochłonęli.
— Traktuję tę interwencję jako wyraz niepokoju, a nie superpomoc. Poprawa nastrojów jest czysto psychologiczna, bo interwencja nawet minimalnie nie zmienia sytuacji w Europie. Inwestorzy dzięki interwencji wiedzą, że banki centralne obserwują sytuację i troszczą się o nich — komentował dla PAP Piotr Kuczyński, analityk Xelionu.
S&P 500 czeka mocne wybicie
Amerykański JP Morgan Chase z optymizmem patrzy na końcówkę roku na Wall Street. Thomas Lee, główny strateg ds. akcji, przewiduje, że do końca roku wskaźnik S&P500może zyskać nawet 13 proc., dochodząc do 1350 pkt. Zwyżkę mają napędzać wysokie zyski spółek. Ekspert dodaje, że obligacje skarbowe wskazują, iż rynek akcji jest tani.
Obligacje korporacyjne z rentownością rzędu 4 proc. wskazują z kolei, że wskaźnik cena do zysku (P/E) jest zbyt niski. „Narody europejskie są bardziej zaangażowane w unię gospodarczą, niż zdaje sobie z tego sprawę większość Amerykanów” – komentuje Thomas Lee. [PB.PL]