Inwestorzy z GPW boją się politycznych zawirowań

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-03-26 00:00

W środę w USA nadal panował strach przed ciemnością i trudno się temu dziwić, kiedy co chwila zamykano ulice w Nowym Jorku lub znajdowano bomby na torach kolejowych we Francji, a dane makro były niejednoznaczne. Rynek zmierzał w ostatniej godzinie ku przecenie, ale końcowy kwadrans przyniósł zamykanie krótkich pozycji i sesja skończyła się neutralnie.

Idzie ku panice, ale panika byłaby końcem spadku. Taka panika występuje, kiedy ludzie przestają wierzyć we wzrosty. Coraz więcej inwestorów jest jednak przekonanych, że odbicie jest tuż, tuż. Kiedyś w sprzyjających okolicznościach (może wczoraj) takie odbicie stanie się faktem, ale zakładam, że to nie byłby koniec spadków, a jedynie korekta.

Dzisiaj, w ostatnim dniu burzliwego tygodnia rynki dostaną ważne dane makro. Zaczniemy od indeksu niemieckiego instytutu Ifo. Prognozy mówią, że pokaże on pogorszenie koniunktury w największej gospodarce strefy euro, i tak powinno być. Pozostaje pytanie, jak duże ono będzie, bo ostatnie wydarzenia powinny znacznie zmniejszyć optymizm. Zazwyczaj dane europejskie tylko nieznacznie wpływają na rynki, ale tym razem może być nieco inaczej — nastroje są złe i byle impuls może wywołać spadki. Ważniejsze będą dane amerykańskie.

Bardzo prawdopodobne, że BLS poda opóźnione dane o PPI w lutym. Jeśli zobaczymy duży skok inflacji (tak powinno być), będzie to zła informacja dla giełd, która podniesie rynkowe stopy procentowe. Ważne będą również dane o wydatkach Amerykanów. Problemy na rynku pracy wywołują obawy, że konsumenci zaczną mniej wydawać.

Gdyby dane były dobre, inwestorzy odetchnęliby z ulgą. Musiałyby być jednak naprawdę doskonałe, by mieć wpływ na rynek. Największy problem mam z indeksem nastroju Uniwersytetu Michigan. Prognozy mówią, że w marcu nieznacznie spadł, ale tak naprawdę rynek oczekuje dużego spadku. Może się więc okazać, że duży spadek jest już w cenach.

Dla byków najlepsze byłyby... bardzo złe dane. Mogłyby wywołać panikę i szybki ruch ku średnim 200-sesyjnym, a tego niedźwiedzie by już nie wytrzymały. Inwestorzy zaczęliby zamykać krótkie, bardzo zyskowne pozycje, za tym poszedłby obóz byków i na zamknięciu mógłby powstać sygnał kupna. Oczywiście przy założeniu, że odbicia nie było wczoraj. To prawdopodobne rozwiązanie i dlatego nie należy pochopnie reagować na to, co zobaczymy na giełdach w USA.

Wczorajsza sesja na GPW była bardzo ważna. Indeks cenowy naruszył w środę linię podwójnego szczytu, więc wzrost na wczorajszej sesji znacznie zwiększyłby szanse pozytywnego scenariusza. Mocny spadek zwiększał szanse niedźwiedzi. Podobnie było na WIG i WIG20. Obie strony miały o co walczyć. Bykom pomagały mocno rosnące indeksy na giełdach Eurolandu, dla których najważniejsze było ciągle słabnące euro i oczekiwanie na obniżkę stóp, ale do tego dochodziły dobre wyniki spó- łek. Poza tym DAX był tuż nad średnią 200-sesyjną i oczywiście nadal polowano na odbicie w USA. Jednak na nasz rynek działało to dosyć wybiórczo, bo większość kursów rosła niechętnie.

Podaż zwiększały czynniki polityczne — zwłaszcza decyzje, które mogą być podjęte podczas weekendu. Jednak, jeśli przyjrzeć się, co robią zagraniczne fundusze na rynkach całego regionu, trudno rezygnować z kupowania akcji i u nas. W Pradze indeks PX-50 od dwóch dni ustanawia rekord za rekordem, a węgierski BUX próbował zrobić to wczoraj. Gra spekulacyjna pod wejście do UE skończyłaby się jednak wielką przeceną, gdyby fundusze przestały wierzyć w kontynuację hossy w USA. Wynik sesji nie do końca był sukcesem byków. Indeks cenowy co prawda zanegował formację podwójnego dna i wyraźnie tworzy prowzrostową flagę, ale WIG20 jedynie naruszył linię trendu, a dzisiaj będzie trudno o wzrost z powodu politycznej niepewności przed weekendem.