Inwestorzy źle odebrali wyniki i prognozy Intela

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-01-16 00:00

Amerykanie mają takie powiedzenie: „nothing to write home about”, co oznacza, że nie było wydarzeń, o których warto pisać. Tak właśnie wyglądała przedwczorajsza sesja w USA.

Początek zdominował niepokój po oświadczeniu Hansa Blixa twierdzącego, że inspektorzy wykryli ślady przemytu broni w Iraku. Dzień był bogaty w pogłoski, bo po parkiecie krążyła informacja, że Saddam Husajn ma zrezygnować i opuścić Irak. Podobno zasygnalizował taką możliwość wysyłając do Kairu wysłannika, który ma przedyskutować „sprawy osobiste” — to oznaczałoby, że dyktator szuka azylu w jakimś kraju Bliskiego Wschodu. Ponieważ nie było ciągu dalszego sprawy przemytu (nikt się nad tym nie rozwodził i nie było oświadczeń administracji), a reszta pogłosek wydawała się mało prawdopodobna, to rynek wszedł w wyczekiwanie na wyniki Intela i dlatego utrzymywał się ciągle lekki optymizm na spółkach sektora TMT, co pomagało indeksom. Dzięki temu opory techniczne zostały naruszone.

Wyniki Intela wprowadziły rynki w konfuzję. Mam wrażenie, że rzucona moneta nie pokazała ani orła, ani reszki, tylko stanęła na sztorc. Były lepsze od prognoz, ale spółka obniżyła prognozy przychodów w tym kwartale i poinformowała, że obcina wydatki inwestycyjne (z 4,7 mld USD w 2002 roku do 3,5 - 3,9 w tym), a na to Wall Street jest teraz bardzo wrażliwa. Dlatego mocno spadały kursy Applied Materials i KLA-Tencor (dostawcy Intela). Poza tym dyrektor finansowy spółki powiedział, że nie widzi w 2003 roku szans wzrostu gospodarczego. Co do wyceny akcji to inwestorzy nie mogli się zdecydować — kurs wahał się w okolicach wczorajszego zamknięcia i zakończył handel posesyjny na +0,8 proc. Dziś znowu wyniki podaje wiele firm — te bardziej ważne po sesji. Między innymi: Bank One, Delta Air Lines, Capital One Financial, Ebay, General Motors, IBM, Microsoft, AMD, Sun Microsystems i Juniper Networks.

Wczorajszy raport o cenach produkcji (PPI) był znowu niepokojący. Ceny spadły i powrócił strach przed deflacją. To mogło mieć wpływ na przebieg sesji. Dzisiaj też rynek otrzyma dane makro, ale nie wierzę, by te, które zostaną podane w czasie naszej sesji (14.30), miały jakiś wielki wpływ na koniunkturę. Z pewnością nie należy oczekiwać, że taki wpływ będzie miała inflacja (CPI). Prognoza mówi o wzroście o 0,2 proc. i inflacji bazowej o 0,1 proc. Chyba żadna odchyłka od prognoz rynku nie poruszy. O tej samej porze dowiemy się ile było nowo zarejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu (prognoza 395 tys.), ale i te dane zostaną przytłoczone przez oczekiwania na wyniki spółek. Być może nieco większy wpływ będzie miał raport Fed z Filadelfii. Prognozowany jest spadek indeksu aktywności gospodarczej w tym regionie z 11,3 do 9,0 pkt, ale to dopiero o 18.00.

Sesje w Europie zaczęły się od wzrostów, ale szybko inwestorzy doszli do podobnego wniosku jak ja: wyniki Intela nie stanowią impulsu wzrostowego. Indeksy trzymały się blisko wtorkowego zamknięcia, ale po południowej stronie, a po negatywnym otwarciu w USA zaczęły się osuwać. Podobna sytuacja wystąpiła na naszym rynku, ale u nas indeksy w czasie sesji lekko wzrastały. Szczególnie pomagał rosnący kurs Pekao SA (prawdopodobnie gra przed sprzedażą Pol-cardu). Rynek po prostu czekał na rozwój sytuacji, a obroty były bardzo małe — wzrostu na takim obrocie nie można było i tak traktować poważnie.

W środę miał być opublikowany raport Fed zwany Beżową Księgą opisujący stan gospodarki (mógł wpłynąć na notowania w USA i dzisiaj w Europie), ale przede wszystkim wpływ będą miały wyniki spółek. Na naszym rynku strategia jest prosta: kupno powyżej 1250 pkt, a sprzedaż, jeśli WIG 20 zejdzie poniżej 1230 pkt.