Jeszcze w miniony poniedziałek wydawało się, że najważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia będzie zablokowanie kraju przez sympatyków Andrzeja L., kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej oraz półfinały piłkarskich mistrzostw świata. O nieudanej akcji Samoobrony nie warto nawet wspominać. Rada zrobiła to, czego rynek oczekiwał. Tradycyjnie już przedstawiciele koalicji rządzącej uznali redukcję za niewystarczającą, a swoje opinie prezentowali przy pomocy współpracy OPZZ, organizując jeszcze we wtorek manifestację przed siedzibą Narodowego Banku Polskiego.
Jednak żadne z tych wydarzeń nie wstrząsnęło rynkiem kapitałowym tak, jak środowe informacje o amerykańskiej spółce telekomunikacyjnej WorldCom. Kolejna afera związana z kreatywnym księgowaniem na kwotę — bagatela — 4 mld USD potężnie zachwiała indeksami kolejno w Azji, Europie i USA. Jak można się było domyślać, sprawa Enronu była tylko wierzchołkiem góry lodowej, która staje się coraz bardziej okazała. Amerykański SEC prowadzi coraz więcej spraw związanych z oszustwami zarządów. Kolejne afery potęgują równocześnie spadek zaufania inwestorów do zarządów spółek, audytorów oraz polecających kupno „pewnych papierów” analityków. Okazuje się, że drobni akcjonariusze nie mogą wierzyć już nikomu i bardzo trudno będzie przekonać ich do lokowania środków w akcje, a przecież rynek bez inwestorów nie istnieje.
Niezbędne wydaje się wprowadzenie międzynarodowych standardów, uniemożliwiające skandaliczne manipulowanie raportami finansowymi i ograniczające apanaże zachłannych zarządów, których wynagrodzenia częstokroć rosną proporcjonalnie nie do zysków, ale wielkości zadłużenia spółki.