Na placu w centrum Bagdadu amerykańscy żołnierze obalili brązowy posąg Saddama Husajna. Mieszkańcy stolicy Iraku entuzjastycznie przyjęli upadek pomnika, po czym zaczęli deptać i kopać symbol dyktatora. Wydarzenia transmitowały na żywo telewizje Fox i Al-Dżasira.
- Ciekawe jak się teraz czują Chirac i Schroeder - skomentował reporter telewizji Fox, obserwując wiwatujące tłumy. Przywódcy Francji i Niemiec od początku sprzeciwiali się wyzwoleniu Irakijczyków spod władzy Saddama.
Wcześniej kilku Irakijczyków próbowało samodzielnie przewrócić pomnik, lecz przekroczyło to ich siły. Paru mężczyzn weszło na wysoki marmurowy postument pięciometrowego pomnika i zarzucili na szyję posągu dyktatora długą linę. Niektórzy zaczęli rozbijać cokół wielkim młotem.
Dopiero pomoc Amerykanów pozwoliła na obalenie posągu, który nie ugiął się pod naporem mieszkańców stolicy Iraku. Żołnierze przywiązali gruby łańcuch do pomnika i przy pomocy transportera przewrócili monument. Jeden z Amerykańskich żołnierzy zarzucił na twarz Saddama amerykańską flagę i wykonał gest, który przypominał ucieranie nosa. Później do posągu żołnierz przywiązał flagę Iraku.
Amerykańskie czołgi dotarły w środę pod bagdadzki hotel "Palestine", w pobliżu którego stał posąg Saddama Husajna. Ponad 20 czołgów Abrams i wozów pancernych wjechało na plac przed hotelem bez żadnego strzału. Według korespondentów Reutera żołnierze piechoty morskiej, idąc w środę przez wschodnie dzielnice miasta, nie napotkali żadnego oporu. Członkowie irackiego rządu, armii i policji najwyraźniej opuścili stolicę lub zaszyli się wśród ludności cywilnej.
Jednak żołnierze USA podkreślają, że jeszcze duża część Bagdadu pozostaje pod kontrolą zwolenników Saddama. Przed aliantami stoi teraz trudne zadanie opanowania całego miasta i zaprowadzenia w nim porządku. Dodatkowo Irakijczycy zabrali się za demolowanie i okradanie siedzib rządowych. Wojska okupacyjne będą musiały zapanować nad anarchią i zaprowadzić w mieście spokój. Dopiero wówczas będzie można mówić o zajęciu Bagdadu.
Część mieszkańców Bagdadu entuzjastycznie powitało marines, co pozwala sądzić, że niektórzy rzeczywiście widzą w Amerykanach wyzwolicieli. Wielu z nich deptało i niszczyło portrety Saddama. Jednak pojawiało się też sporo wrogich okrzyków.
Paweł Kubisiak