Wzrost euro sprawił, że import szkła sodowego, z którego robi się m.in. szklanki, przestał się opłacać. Korzysta na tym Irena.
Huta Szkła Irena kieruje na eksport mniej więcej trzy czwarte produkcji. Ostatni, skokowy wzrost kursu euro jest więc dla spółki bardzo korzystny.
— Wyższa wartość eurowaluty oznacza oczywiście większe wpływy ze sprzedaży na rynki europejskie, ale to nie jest główny kierunek naszego eksportu — mówi Artur Lewicki, prokurent spółki.
Proporcje są mniej więcej takie, że 55 proc. eksportu Ireny rozliczane jest w dolarach, a 35 proc. w euro.
— Tak naprawdę drogie euro w praktyce rekompensuje nam niezbyt korzystny kurs dolara — wyjaśnia prokurent.
Okazuje się jednak, że osłabienie złotego do waluty europejskiej ma dla Ireny jeszcze inny wymiar, o wiele istotniejszy w ujęciu finansowym. Chodzi o to, że import szkła sodowego stał się tak drogi, że stracił sens ekonomiczny.
— W tym segmencie widzimy wymierne efekty. Notujemy po prostu bardzo duży wzrost zamówień m.in. na szklanki czy kufle. Jest ich tak dużo, że spółka nie nadąża z realizacją zleceń — dodaje Artur Lewicki.
Na wyroby ze szkła sodowego przypada mniej więcej czwarta część sprzedaży inowrocławskiej huty.
Mimo wzrostu zamówień Irena nie planuje żadnych inwestycji w potencjał produkcyjny. Zdaniem Artura Lewickiego, najpierw trzeba się po prostu przyjrzeć, czy skokowy wzrost popytu na tego typu asortyment jest tylko zjawiskiem okresowym, czy też ma szanse utrzymać się w dłuższym czasie.
— Inwestycje w nowe linie produkcyjne są bardzo drogie. Nie można więc dokonywać ich na podstawie kilkumiesięcznych obserwacji — tłumaczy prokurent.