Mimo że spożycie wołowiny w naszym kraju spadło na łeb na szyję (z 16 kg w latach 90. do 1,8 kg obecnie) rodzimy rynek przyciąga kolejnych, zagranicznych graczy. Należy do nich ABP Food, jeden z największych europejskich przetwórców mięsa czerwonego. W Wielkopolsce kupił właśnie drugi zakład — dawną ubojnię trzody chlewnej w Kłosowicach.
![Popyt na wołowinę wysokiej jakości będzie rósł. Potrzebna jest tylko lepsza współpraca między hodowcami bydła i przetwórcami — uważa Jerome Aherne, szef polskiego oddziału ABP Food. [FOT. BLOOMBERG] Popyt na wołowinę wysokiej jakości będzie rósł. Potrzebna jest tylko lepsza współpraca między hodowcami bydła i przetwórcami — uważa Jerome Aherne, szef polskiego oddziału ABP Food. [FOT. BLOOMBERG]](http://images.pb.pl/filtered/dfe85623-9124-4df9-848c-7c5cff51c7a9/eef92755-129d-5af2-bd0d-5c0d601cef71_w_830.jpg)
— Polska to drugi po Irlandii największy eksporter wołowiny w UE, więc wykorzystując wiedzę zdobytą na naszym rynku, chcemy rozwinąć silny biznes eksportowy. Zamierzmy tu zbudować biznes o istotnej skali, więc kolejne akwizycje oznaczają realizację tych założeń. Jeśli znajdziemy inne ciekawe firmy, na pewno rozważymy ich zakup — podkreśla Jerome Aherne, szef polskiego oddziału ABP.
Majątek bankruta
Koncern zatrudnia w brytyjskich i irlandzkich zakładach ponad 7 tys. osób. W wielkopolskich Pniewach ma ponad 100 pracowników. Zatrudnienie w niedawno przejętej ubojni w Kłosowicach ma być na podobnym poziomie.
— To nowoczesny, duży zakład, który wybudowała kiedyś firma Bartex. Zbankrutowała, a ostatni właściciel wykorzystywał tylko część nieruchomości. Irlandczycy zadeklarowali, że surowiec będą kupować na miejscu. Przy koniecznych remontach też chcą współpracować z lokalnymi dostawcami — twierdzi Arkadiusz Świderski, zastępca burmistrza gminy Sieraków, na terenie której leżą Kłosowice.
Wiadomo, że firma będzie tam przetwarzać wołowinę. Jej przedstawiciele nie chcą ujawnić kwoty inwestycji. Jerome Aherne mówi jedynie o „wielu milionach euro”. Grupa nie podaje też wyników. „Irish Times” pisał w 2012 r., że obroty całej grupy przekroczyły 2,2 mld EUR i stała się drugim producentem żywności w Irlandii.
— Popyt na wołowinę rośnie, więc Polska może sprzedawać więcej, jeśli zakłady przetwórcze i rolnicy będą ściślej współpracować, by uzyskać surowiec jak najwyższej jakości — uważa szef polskiego ABP.
Monika Drążek, analityk banku BGŻ, wskazuje na unijne statystyki, w których widać spadek produkcji i konsumpcji wołowiny w 2013 r. Było to odpowiednio 2,7 i 2 proc.
— Prognozy na ten rok zakładają odbicie — wzrost produkcji i konsumpcji o około 0,7 proc. Bardzo dużą różnicę konsumpcji widać między krajami starej „15” unijnej i nowymi członkami. Ci pierwsi zjadają średnio 18 kg na osobę, a nowe kraje członkowskie nieco powyżej 5 kg. Dlatego też takie kraje jak: Włochy, Francja i Holandia, ze spożyciem przekraczającym 20 kg mogą, być ciekawymi rynkami zbytu — wylicza Monika Drążek.
Rolnicy ruszyli w teren
O niewykorzystanym polskim potencjale w hodowli bydła mięsnego mówił podczas ostatniej sejmowej komisji rolnictwa Paweł Dakowski, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego.
„(...) hodowla bydła mięsnego w Polsce się nie rozwija. Teoretycznie jest to bardzo duży rynek do zagospodarowania. W Europie mamy prawie 400 tys. ton niedoboru wołowiny. My eksportujemy z Polski około 330 tys. ton, czyli teoretycznie moglibyśmy podwoić produkcję bydła mięsnego na rynek europejski” — czytamy w sprawozdaniu z prac komisji. Nie tędy droga — odpowiada mu natomiast Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.
— Ten niedobór UE pokrywa bezcłowym importem m.in. z Argentyny i Brazylii. Tamtejsza wołowina jest lepszej jakości i tańsza dzięki znacznie niższym kosztom produkcji. Nie jesteśmy więc w stanie zająć jej miejsca — mówi Witold Choiński. Jego zdaniem, polska wołowina ma przyszłość, ale na rynkach trzecich.
— Arabia Saudyjska, Liban czy Turcja to kraje, z którymi moglibyśmy robić duże interesy. Blokuje nas zakaz uboju rytualnego [obowiązuje od stycznia 2013 r. — red.], który jest efektem złej interpretacji prawa unijnego. Dlatego złożyliśmy skargę do organów UE i czekamy na odpowiedź — deklaruje prezes Polskiego Mięsa. Rynek uboju rytualnego był wart nawet 2 mld zł (wołowina łącznie z drobiem). Z inicjatywą ustawodawczą, by ponownie go otworzyć, będą występować rolnicy.
— Nasi ludzie już ruszyli w teren. Nie interesuje nas zebranie tylko 100 tys. podpisów, bo chcemy pokazać, że zakaz dotyka znacznie większą grupę ludzi — rolników, przetwórców, konsumentów i ich rodziny — mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.
Problemy ze zbytem mogłaby częściowo rozwiązać większa krajowa konsumpcja. — Zależy od rosnących dochodów ludności, więc spodziewamy się, że w kolejnych latach będzie się zwiększać — uważa Jerome Aherne.
Przesyt drobiem
Monika Drążek oczekuje w najbliższym czasie stagnacji, a Witold Choiński delikatnego ożywienia.
— Przedsiębiorcy opowiadają o zmęczeniu drobiem i konsumentach, którzy zaczynają szukać czegoś nowego. Sprzyja nam też rozwój kanału HoReCa. Polacy coraz częściej jedzą poza domem, a skoro stać ich na wizytę w restauracji, również na lepsze i droższe mięso — twierdzi prezes Polskiego Mięsa.
Tak czy owak, jesteśmy ciekawym miejscem do robienia wołowych biznesów. Na produkcję wołowiny zdecydował się w ostatnim czasie Romano Pini. Włoska rodzina Pini wybudowała już u nas największą ubojnię trzody chlewnej. W ubiegłym tygodniu otworzyła zakłady w Końskowoli. Wołowina ma być drugą — nie mniejszą — nogą ich polskich biznesów.
— Karty na polskim rynku wołowym wciąż nie są rozdane. Jest kilka czołowych firm i około 15 średniej wielkości. To one będą w kolejnych latach brały udział w konsolidacji — twierdzi Witold Choiński.
Zdaniem Moniki Drążek, polskim atutem są nie tylko niższe koszty pracy na etapie uboju i rozbioru.
— Obserwujemy odbudowę pogłowia, a więc większy dostęp do surowca. Jednocześnie nasza przeciętna cena jest niższa niż referencyjna na rynku UE, a że od lat specjalizujemy się w wywozie, posiadamy rozbudowane relacje handlowe z firmami zagranicznymi — dodaje analityk banku BGŻ.
OKIEM EKSPERTA
Więcej nie zjemy
DOROTA PASIŃSKA
Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej
Po akcesji Polski do UE wysokie ceny wołowiny wpłynęły na spadek spożycia wołowiny z 5,3 kg do 2,1 kg na osobę w latach 2004-11. Spożycie mięsa wołowego w 2012 r. wyniosło 1,6 kg na osobę. Przewiduje się, że konsumpcja wołowiny w Polsce w 2013 r. nie zmieniła się. Podobnie będzie w 2014 r. Polska ma ugruntowaną pozycję na rynku wołowiny w UE. W I półroczu 2013 r. eksport mięsa wołowego chłodzonego i mrożonego wyniósł 139,8 tys. ton. W Europie współczynnik samowystarczalności w produkcji wołowiny zmalał ze średnio 99 proc. w latach 1995-97 do 92 proc. w latach 2011-13. Natomiast w Polsce zwiększył się z 108,1 proc. w latach 1995-99 do 185 proc. w latach 2004-11.
JUŻ PISALIŚMY
„PB” z 16.09.2013 r.
O ABP pisaliśmy w kontekście europejskiej afery z koniną, która była dodawana do mięsa wołowego i sprzedawana w największych sieciach handlowych, w tym m.in. w Tesco. Tam miał też dostarczać irlandzki koncern poprzez spółkę Silvercrest (którą później sprzedał). Ta natomiast twierdziła, że odbierała mięso od polskiej firmy, która przekonywała o swojej niewinności.