Uprawomocniło się zerwanie kontraktu na budowę fragmentu autostrady A4 między Tarnowem a Dębicą przez konsorcjum Hydrobudowy, PBG oraz irlandzkiej firmy SIAC Construction. Spółka z Zielonej Wyspy zapewnia, że jest gotowa wrócić na plac budowy, pod warunkiem że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) ureguluje zaległości, które szacuje na 675 mln zł.
— Mamy potencjał i wiedzę. Możemy wykonać kontrakt w 10 miesięcy — zapewnia Martin Maher, dyrektor zarządzający SIAC Construction.
Tymczasem GDDKiA przygotowuje się do wyboru nowego wykonawcy i jest przekonana, że to ona skutecznie wyrzuciła konsorcjum z przetargu, choć pismo o rozwiązaniu umowy przesłała 26 lipca, dzień później niż wykonawcy. O tym, czyje odstąpienie od kontraktu jest prawnie skuteczne, zdecyduje sąd. Na razie w prawnej batalii jest 1:0 dla Irlandczyków. 8 sierpnia Sąd Okręgowy w Rzeszowie zabronił przejęcia przez drogowców funduszy z gwarancji należytego wykonania, którą dyrekcja próbowała uruchomić 25 lipca. W pierwszej połowie lipca przedstawiciele GDDKiA przekonywali „PB”, że jeśli zechcą uruchomić gwarancje, Irlandczycy wrócą na plac budowy. Przeliczyli się: dyrekcja o gwarancje wystąpiła, ale wykonawcy — zamiast na budowę — poszli do sądu. Wczoraj Urszula Nelken, rzecznik GDDKiA, podkreślała, że dyrekcja musiała uruchomić gwarancję, by spłacić zaległości konsorcjum wobec podwykonawców. Dodała też, że dyrekcja złożyła zażalenie na decyzję rzeszowskiego sądu.
— Sprawdzaliśmy, nie wpłynęło żadne zażalenie. Dyrekcja tak samo nierzetelnie informuje, jak nierzetelnie współpracuje z wykonawcami — ripostuje Wojciech Kozłowski, z kancelarii Salans, reprezentującej SIAC Construction.