Irlandczyk jak Szkot oszczędny

Agata Hernik
opublikowano: 2006-09-07 00:00

Ryanair zwiększa liczbę połączeń, ale omija Warszawę. Dlaczego? Bo za droga!

Irlandzki niskokosztowy przewoźnik Ryanair ogłosił, że w sierpniu 2006 r. przewiózł 4 miliony pasażerów. To rekordowy wynik w historii. Przy okazji ujawnił część swoich planów na nadchodzące miesiące.

Nowe połączenia

Ryanair obsługuje obecnie 371 tras. Tomasz Kułakowski, odpowiedzialny w firmie za sprzedaż i marketing, zapowiada, że do końca września będzie ich około 400.

— We wrześniu i w październiku mniej więcej co tydzień będziemy ogłaszać wprowadzenie nowych połączeń — dodaje.

O otwarciu nowej, dwudziestej siódmej trasy z Polski poinformowano w tym tygodniu. Będzie to połączenie Wrocław — Mediolan Bergamo. Od 31 października maszyny przewoźnika będą pokonywać tę trasę trzy razy w tygodniu.

— Trochę obawialiśmy się uruchamiać połączenie z Włochami po wakacjach, ale liczymy na narciarzy — śmieje się Tomasz Kułakowski.

Przewoźnik chce też założyć dwie kolejne bazy. Pod uwagę bierze Rzeszów i Rygę.

Ryanair oblicza, że w tym roku na wszystkich swoich trasach przewiezie 42 mln pasażerów. Plany na przyszły rok są o wiele ambitniejsze — 51 mln pasażerów.

Pustka na mapie

Irlandzki przewoźnik nie realizuje na razie połączeń z Warszawy i Mazowsza, i jeśli nic się nie zmieni w sprawie lotniska dla stolicy, to nadal nie będzie tego robić. Jak twierdzi Tomasz Kułakowski, Ryanair złożył konkretną propozycję władzom Mazowsza. Na razie odpowiedzi nie ma, a minęło już parę tygodni.

— Okolice Warszawy są na razie białą plamą na mapie naszych połączeń. W ciągu kilku lat chcielibyśmy to zmienić, ale nie mamy takiej możliwości. Negocjacje z Okęciem w ogóle nie wchodzą w grę, to lotnisko jest za drogie. Tak długo jak Warszawa nie będzie miała innego portu lotniczego, nie będziemy latać z Mazowsza. A szkoda, bo to naprawdę duży, ważny i chłonny rynek — tłumaczy Kułakowski.

Jego zdaniem, w Polsce jest więcej takich białych plam, których wypełnienie byłoby dla przewoźników opłacalne.

— Jest taka linia — od Gdańska przez Warszawę po Rzeszów. Na wschód od niej już nikt nie lata, a przecież na Mazurach czy Podlasiu na pewno są chętni do podróżowania samolotem — dodaje Tomasz Kułakowski.