Istnieje kilka metod unikania zatorów

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2002-04-03 00:00

Zatory płatnicze dotyczą wszystkich firm. Zdecydowanie groźniejsze są dla podmiotów małych. Istnieje jednak kilka uniwersalnych sposobów zapobiegania ich powstawaniu.

„Puls Biznesu”: Dużo słyszymy o zatorach płatniczych, spółkach, które nie płacą kontrahentom, upadłościach i postępowaniach układowych. Czy to rzeczywiście jest tak poważny problem w polskiej gospodarce?

Paweł Michalski: Zatory płatnicze są problemem istotnym i na pewno narastającym. Trudności związane ze ściąganiem należności i utrzymaniem płynności mają niemal wszystkie przedsiębiorstwa, działające na jakimkolwiek rynku. Można powiedzieć, że każda firma, która sprzedaje coś kontrahentowi nie należącemu np. do tej samej grupy kapitałowej, jest narażona na problemy z zatorami płatniczymi.

Jakie są źródła tego problemu?

Z ekonomicznego punktu widzenia można powiedzieć, że na rynku jest za mało środków, a kredyt jest za drogi. Niektóre firmy z założenia nie chcą płacić kontrahentom na czas. Ponadto polskie firmy nie charakteryzują się nadpłynnością, a wręcz przeciwnie, co ma niekorzystny wpływ na relacje z kontrahentami.

Teoretycznie jedna nie zapłacona faktura może doprowadzić do bankructwa firmy. Czy w praktyce rzeczywiście tak to wygląda?

W zasadzie im mniejsza jest firma i im mniejszą ma płynność finansową, tym łatwiej doprowadzić ją do bankructwa.

Załóżmy, że w pewnym okresie firma miała tylko jeden duży kontrakt i nie otrzymała płatności. Tymczasem trzeba zapłacić ZUS-owi, bankowi czy innym kontrahentom. Wtedy wystarczy kilka dni, aby zbankrutowała.

Istotne jest też, jak duże kwoty firma kontraktuje jednorazowo. Inna jest sytuacja spółki oferującej duże systemy informatyczne, inna producenta mleka. Im mniej pojedynczych kontraktów i im większa ich wartość, tym bardziej firma narażona jest na nagłą katastrofę.

Obecnie w Polsce obserwujemy spory problem na rynku budowlanym. Duże firmy budowlane — generalni wykonawcy kontraktów — mają problemy z płynnością, nie płacą małym podwykonawcom. A mniejsze firmy często mają tylko jednego kontrahenta, i jeżeli nie dostaną pieniędzy, upadają.

Czy jednak istnieją jakieś możliwości zabezpieczania się przed problemami zatorów płatniczych?

W potencjalnie lepszej sytuacji są tu duże firmy, które starają się uzyskać od kontrahentów zabezpieczenia kontraktów, np. gwarancje bankowe lub zabezpieczenia na majątku kontrahentów. Jednak zarówno duże, jak i małe firmy, muszą starać się minimalizować ryzyko powstania zatorów płatniczych

W jaki sposób?

Przede wszystkim badać wiarygodność kontrahentów, zbierać wiadomości na temat ich przeszłości, stanu majątku, z którego można by ewentualnie zaspokoić należności oraz innych czynników wpływających na zdolność do zapłaty za fakturę. Ważna jest także odpowiednia organizacja firmy, pozwalająca na szybkie reagowanie w razie ewentualnych trudności.

I to rozwiązuje problem?

Oczywiście, że nie. Ale zatory były, są i będą. Pytanie, jak firma sobie z nimi poradzi. Czy organizacja spółki pozwala na szybkie informowanie o trudnościach? Czy właściwy jest obieg dokumentów oraz procedury weryfikacji kontrahentów? I wreszcie, czy transakcje są na tyle dobrze udokumentowane, że pozwalają na odzyskanie należności na drodze sądowej?

Czy takie sprawy, opierając się na państwa praktyce, często kończą się w sądzie?

Jeżeli przychodzi do nas klient, który ma problem z konkretnym zatorem płatniczym, rozpoczynamy od negocjacji. Jeżeli w ich wyniku, jak i w wyniku innych działań nie osiągamy zadowalającego rezultatu, wstępujemy w imieniu klienta na drogę sądową.

Coraz częściej pracujemy z klientami, którzy chcą się zabezpieczyć przed problemami związanymi z płatnościami. W takich przypadkach analizujemy sytuację, proponujemy optymalne zabezpieczenia i skuteczniejszy model organizacyjny, pozwalający szybko reagować na trudności i zdecydowanie zmniejszyć ryzyko zatorów oraz poprawić płynność finansową.