Izrael Eyala Litwina

Dyrektor generalny firmy deweloperskiej Adgar Poland przekonuje, że bogactwo zabytków to nie jedyny powód, dla którego warto odwiedzić Izrael.

mMiejsca związane z historią i religiami przyciągają do Izraela rzesze turystów. W 2014 r. odwiedziło ten kraj 3,3 mln zwiedzających, a gospodarka zyskała dzięki nim około 41 mld zł. Wciąż jednak trudno zaklasyfikować Izrael do typowych kierunków turystycznych. Wielu osobom kojarzy się raczej z wieloletnimi konfliktami niż upragnionym wypoczynkiem. W niektórych zakątkach oddziały młodych ludzi z karabinami, odrabiających obowiązkową służbę wojskową, nie są niczym nadzwyczajnym, w innych zaskakuje jednak spokój, z jakim się toczy życie Izraelczyków. Jednym z takich miejsc jest Tel Awiw.

Eyal Litwin
Wyświetl galerię [1/3]

Eyal Litwin

Dyrektor generalny Adgar Poland. Zanim dołączył do spółki, założył i zarządzał firmą szkoleniową Insist Advanced Training, prowadzącą szkolenia i wdrażającą oprogramowanie. Z Adgarem związany od 12 lat, odpowiadał m.in. za zarządzanie i wynajempowierzchni biurowych, a także zastosowanie nowoczesnych technologii we wszystkichbudynkach firmy w Izraelu, Kanadzie, Polsce i Belgii. Urodzony w Izraelu, ma polskie korzenie i na co dzień mieszka w Polsce. Archiwum prywatne

Zabytki i nocne życie. Miasto nie jest pozbawione historycznych zabytków. Na południu ma jeden z najstarszych portów na świecie, czyli Jafę. Przechadzając się wąskimi kamiennymi uliczkami,można niekiedy odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał. Tuż obok, w południowo-zachodniej części miasta, miłośnicy historii mogą zwiedzić Neve Tzedek, czyli pierwszą dzielnicę żydowską powstałą poza Jafą. Mimo to Tel Awiw nie do końca wpisuje się w obraz kraju usianego pamiątkami starożytności. Jest wyjątkowy przede wszystkim dzięki otwartości i różnorodności mieszkańców. Wielu ma korzenie polskie, rosyjskie, francuskie, afrykańskie…

Miesza się tu tak wiele kultur i narodowości, że Tel Awiw bywa nazywany tyglem. Jednym z jego ciekawszych składników jest niewielka amerykańska kolonia powstała w Jafie w 1866 r., kiedy przypłynęło tu 157 mężczyzn, kobiet i dzieci ze stanu Maine. Należeli do grupy chrześcijańskich syjonistów, a ich celem był rozwój tych terenów i przygotowanie ich na powrót Żydów. Przywieźli nie tylko nowoczesne narzędzia farmerskie, ale nawet całe domy.

Problemy z uprawą ziemi, a także targające społecznością kłótnie i choroby spowodowały jednak, że po dwóch latach duża część wróciła do Stanów Zjednoczonych. Pozostały po nich drewniane domy, które, wyremontowane, wciąż stoją przy ul. Auerbach. Od 20-25 lat kwitnie w Tel Awiwie także życie nocne. Nie jest to Paryż ani nawet Jerozolima, ale trudno znaleźć inną metropolię, która tak ożywa po zmierzchu i to każdego dnia. Powszechne jest spotykanie się na obiadach w restauracjach od razu po pracy, ale życie towarzyskie kwitnie też znacznie później. Niejednokrotnie wychodzimy ze znajomymi z restauracji o 1 lub 2 w nocy, a wciąż pojawiają się ludzie, którzy dopiero przyszli coś zjeść lub właśnie wchodzą do klubu. To upodobanie do nocnego życia widać na każdym kroku. Późnym wieczorem, nawet nocą, można spotkać wielu biegaczy, a na oświetlonych boiskach ogólnodostępnych plaż, które rozciągają się na całym wybrzeżu przyległym do miasta, młodzi ludzie grają w siatkówkę.

Biznesowa stolica. Tel Awiw nie zawsze był taki. Kiedy byłem dzieckiem, było tam bardzo nudno. Turyści przyjeżdżali ze względu na piękne plaże, ale poza tym miasto nie wyróżniało się niczym szczególnym. Mieszkaliśmy pod miastem i do centrum jeździliśmy tylko w niektóre weekendy. Jedyną atrakcją był niewielki park rozrywki na szczycie Shalom Meir Tower, jedynego wówczas wieżowca — 36-piętrowego.

Dzisiaj w panoramie Tel Awiwu dominują wieżowce mieszkalne i biurowe, które powstają w każdej jego części. Dynamiczny rozwój nastąpił jednak dopiero na początku lat 90. Miasto zyskało miano stolicy biznesowej kraju, powstawały kolejne budynki mieszkalne i biurowe. Ceny nieruchomości zaczęły szybko rosnąć. Dzisiaj mało którego Izraelczyka stać na nieruchomość w Tel Awiwie, z reguły właściciele albo dziedziczą mieszkania, albo są bardzo majętni.

Wraz z nowymi inwestycjami otwierano także wiele restauracji, klubów i barów. To wtedy zaczęło się rodzić nocne życie miasta i wciąż się rozwija. Co roku powstają setki nowych miejsc. Przylatuję do Tel Awiwu mniej więcej pięć razy w roku i za każdym razem znajduję nowy ciekawy punkt, do którego chciałbym się udać z przyjaciółmi. Moje ulubione miejsce? Niewielki plac tuż obok Wielkiej Synagogi. Są tam cztery restauracje (Port Sa’id, The Thai In Har Sainai, Shishko i Santa Katarina) — każda specjalizuje się w innej kuchni. Odnajdą się tam miłośnicy dań tajskich, śródziemnomorskich i bułgarskich.

Około 20 km od centrum znajduje się las Ben Shemen, największy w centralnej części Izraela. Warto tam pojechać rowerem. Natomiast już kilkadziesiąt kilometrów na południe od miasta miłośnicy mocniejszych wrażeń mogą jeździć po pustyniach. Jedną z zalet Tel Awiwu jest też bliskość innych ciekawych miejsc. Dojazd do Jerozolimy samochodem zajmuje mniej więcej godzinę.

Do największych atrakcji tego miasta zalicza się m.in. sławna Ściana Płaczu, czyli jedyny zachowany fragment Świątyni Jerozolimskiej i jednocześnie najświętsze miejsce judaizmu. Jerozolima nabiera uroku zwłaszcza wieczorem, kiedy słońce powoli zachodzi i oświetla starożytne budynki, powodując, że mienią się złotem. Dlatego miasto nazywane jest właśnie złotym.

Ci, którzy chcą się dowiedzieć nieco więcej o żydowskiej historii, mogą się udać trochę dalej na południowy-wschód, w okolice Morza Martwego, gdzie znajduje się Masada. To fortyfikacja, w której Żydzi schronili się w trakcie wojny rozpoczętej w 66 roku n.e. przeciwko Rzymianom. Po upadku Jerozolimy Masada była ostatnim przyczółkiem walczących Żydów. Kiedy wojska rzymskie rozbiły mury fortyfikacji, obrońcy podpalili ją i popełnili zbiorowe samobójstwo... Historyczny wypad warto zakończyć w dobrej knajpie w Tel Awiwie. Dwie ulice za Wielką Synagogą, na samym początku alei Rothschilda, jest Da Da & Da — restauracja głównie śniadaniowa.

Często kończymy tam ze znajomymi nasze rowerowe podróże. Wpadamy na dobrą kawę i — moim zdaniem — najlepsze brioszki w mieście. Potem warto się przejść bulwarem Rothschilda w części Tel Awiwu zwanej Białym Miastem. Tę przechadzkę z pewnością docenią miłośnicy architektury, bo właśnie tutaj można podziwiać największe na świecie skupisko budynków modernistycznych. Ich spokój tylko gdzieniegdzie zaburzają kolejne budowy… To prawda, odbierają miastu nieco uroku, ale poza nimi zmieniłbym tylko jedno: ceny nieruchomości. Gdyby spadły, to może w końcu byłoby mnie stać na mieszkanie w Tel Awiwie. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAFAŁ FABISIAK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Izrael Eyala Litwina