Prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenił, że "bardzo ważne wydarzenie", jakim było podpisanie umowy stabilizacyjnej między PiS, Samoobroną i LPR, pozwoliło uniknąć przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Na piątkowej konferencji prasowej Kaczyński powiedział, że pakt umożliwił "stworzenie trwałej większości w parlamencie".
Prezes PiS tłumaczył doniosłość paktu, mówiąc, że jego zawarcie "umożliwiło skuteczne (...) apelowanie do prezydenta o nierozwiązywanie parlamentu". "Czyli mamy uniknięcie wyborów" - dodał.
Kaczyński powiedział, że w czwartek stworzono, "na specyficznych, niekoalicyjnych warunkach, trwałą większość w parlamencie". Ocenił, że zawarcie paktu "powinno jednocześnie umożliwić zrealizowanie wielkiego planu przebudowy naszego kraju".
Według prezesa PiS, prezydent Lech Kaczyński "dzisiaj ma pełną podstawę sądzić, że ten parlament może trwać".
Zdaniem prezesa PiS, "uchwalenie i wprowadzenie w życie" ustaw, których projekty zawarte są w umowie stabilizacyjnej, "oznaczałoby zupełnie inny kształt Polski". Do umowy dołączony jest wykaz 153 projektów ustaw, które ugrupowania zobowiązują się popierać w Sejmie.
J.Kaczyński powiedział, że "architektami" porozumienia PiS, Samoobrony i LPR byli przywódcy tych trzech ugrupowań. Ale, jak dodał, rola dyrektora Telewizji "Trwam" i Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka w stworzeniu warunków do osiągnięcia porozumienia jest "godna podkreślenia".
Prezes PiS ocenił, że podpisanie paktu stabilizacyjnego "to bardzo ważne wydarzenie, które nie zostało przekazane w sposób właściwy opinii publicznej". Kaczyński zaapelował do dziennikarzy, aby "prawda została przekazana i aby sprawy o charakterze trzeciorzędnym, a nawet czwartorzędnym, tej prawdy nie przesłaniały".
W ten sposób Kaczyński odniósł się do okoliczności podpisania paktu. Parafowanie umowy transmitowały jedynie Telewizja "Trwam" i Radio Maryja, byli obecni też dziennikarze "Naszego Dziennika". Na znak protestu większość dziennikarzy innych mediów zbojkotowała zorganizowaną kilka minut później konferencję prasową, podczas której umowa została oficjalnie podpisana.
W ocenie prezesa PiS, zachowanie dziennikarzy podczas podpisania umowy było momentami "zbyt daleko idące". "Wydarzyło się coś niedobrego, jeśli chodzi o porządek w Sejmie być może będą wyciągnięte (konsekwencje)" - ocenił.
"Sądzę, że marszałek Sejmu powinien na to jakoś zareagować. W jakich formach? Będzie to (on) postanawiał, nie ja" - dodał prezes PiS.
Kaczyński tłumaczył, że przed podpisaniem umowy stabilizacyjnej nastąpiła transmisja z jej parafowania, na prośbę - jak przyznał - Telewizji "Trwam". Według niego, "było to czysto techniczna czynność, przy tym nie musiało być żadnej telewizji". "Ja osobiście biorę to na siebie" - powiedział. Dodał jednak, że była "pełna akceptacja innych przywódców".
Lider PiS przypomniał, że "wydarzenie publiczne" - podpisanie umowy - miało nastąpić o 17.30 i trzej liderzy byli wtedy w uzgodnionej sali sejmowej. "A to, że doszło tam do pożałowania godnych wydarzeń, to naprawdę nie była ich wina" - zaznaczył. Odniósł się w ten sposób do bojkotu konferencji przez dziennikarzy i ich okrzyków: "skandal", "hańba".
"To być może była sytuacja z punktu widzenia dziennikarzy niefortunna, ale naprawdę to nie było nic takiego, co by zapowiadało zmianę sytuacji mediów Polsce. Reakcja była bardzo, bardzo grubo przesadna i w pewnych momentach nie do końca mieszcząca się w regułach, które powinny w gmachu Sejmu obowiązywać" - ocenił J.Kaczyński.
Dodał, że wyobraża sobie, iż te relacje będą "ewoluowały w stronę obiektywnego stosunku, który nie był obiektywny, także w tym poprzednim okresie". "Byliśmy atakowani, w sposób często bardzo niesprawiedliwy. A przede wszystkim nie była w mediach opisywana ta podstawowa prawda, że niedojście do koalicji PiS-PO, jest w 100 procentach winą PO. Powtarzam w 100 procentach" - oświadczył szef PiS.
Według niego, wina Platformy w świetle "wypowiedzi i dokumentów" jest tak oczywista, że dziwi go, iż "media tego, jako oczywistej prawdy nie przekazują". "Ale oczywiście jest wolność mediów i my na to nie mamy wpływu" - dodał J. Kaczyński.