Do redakcji nadszedł list, a nawet faks. W korespondencji tej John O’Rourke, wysoki przedstawiciel Komisji Europejskiej informuje, że nas nie kocha, nie lubi, nie szanuje i w związku z tym zabiera swoje zabawki i przenosi się do innej piaskownicy. Nie ma co ukrywać, że ten krótki faks czytaliśmy kilka razy. Niektórzy szczypali się w nosy dla upewnienia się o swojej poczytalności, inni — sobie niedowierzając — prosili kolegów o głośne odczytanie. Wszyscy natomiast zgodnie orzekli, że ostatni raz z taką argumentacją spotkali się w przedszkolu i już o niej zapomnieli. Stąd konsternacja.
Bo było tak. Opublikowaliśmy tekst o nie do końca jasnych kulisach przetargu na system ochrony polskich granic. Otrzymaliśmy, znacznie dłuższe od tekstu, wyjaśnienie Przedstawicielstwa KE w Polsce. Opublikowaliśmy je z niewielkimi skrótami, w wyjątkowo dużej objętości. A później dostaliśmy opublikowany obok faks. Czy ktoś coś z tego rozumie?
Chyba że John O’Rourke za wszelką cenę, co teraz przecież jest trendy, stara się zachować jak najwięcej dziecka w sobie i stąd taka nerwowa reakcja o „zmianie piaskownicy”. Jakoś przeżyjemy tę straszną decyzję Pierwszego Radcy w Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Polsce (chociaż łatwo nie będzie), Huzarów nie odwołamy, no i w ogóle damy sobie radę. Niemniej nie tracimy nadziei i będziemy czekali. Na co? Na ponowną gotowość do merytorycznej dyskusji.