Jak ominąć rafy w inwestowaniu

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2022-06-06 20:00

Rynek akcji nie jest dla każdego, a ci, którzy wypływają w inwestycyjny rejs, muszą mieć plan i poduszkę bezpieczeństwa, radzi Emil Łobodziński, doradca inwestycyjny z Biura Maklerskiego PKO BP

Przeczytaj i dowiedz się:

  • jak stworzyć dobry plan inwestycyjny,
  • czego unikać powinni niedoświadczeni inwestorzy,
  • jak sprawdzić tolerancję na ryzyko,
  • dlaczego trzeba urealnić oczekiwania.
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pandemiczna hossa przyciągnęła na warszawską giełdę kilkadziesiąt tysięcy nowych inwestorów. O zyski przez długi czas nie było trudno, ale teraz wielu graczy notuje straty, bo przyszło im działać w zupełnie nowej rzeczywistości.

- Kiedy rynek jest sprzyjający, to wielu inwestorów gra „na czuja” i krzywdy sobie nie robią. Teraz taka gra prędzej czy później zakończy się źle – uważa Emil Łobodziński, który na konferencji WallStreet 26, zorganizowanej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, przedstawił wykład pt. „Inwestycyjne rafy – jak je ominąć i nie zatonąć”.

Ekspert radzi, by przygotować plan działania, który będzie drogowskazem niezależnie od tego, czy będziemy inwestować na rynku akcji, obligacji czy kryptowalut.

- To, czy ten plan pozwolić zarobić, to już inna kwestia, bo może on być po prostu nieadekwatny. Ale jeśli nie mamy planu, to jest to przepis na katastrofę – mówi Emil Łobodziński.

Od podstaw

Plan powinien uwzględniać trzy kluczowe elementy.

- Musi odpowiadać na pytanie: w co chcemy inwestować? Sprecyzujmy na jakim rynku chcemy być – w Polsce, za granicą, na rynku akcji, obligacji itd. Warto zacząć od jednego rynku, najlepiej niezbyt szerokiego. Może to być np. WIG20 albo mWIG40. Dopiero kiedy nabierzemy wprawy, to poszerzajmy spektrum zainteresowania. Jeśli ktoś chce jednocześnie inwestować w akcje, obligacje, nieruchomości i kryptowaluty, to nie będzie w stanie ogarnąć tego czasowo i szybko się zagubi – uważa Emil Łobodziński.

Drugim ważnym etapem tworzenia planu jest określenie horyzontu inwestycyjnego i w ślad za tym dobranie odpowiednich narzędzi inwestycyjnych.

- Ustalmy, czy będzie to strategia długoterminowa, a transakcji będziemy dokonywać raz na kilka tygodni lub raz na kwartał, czy bardziej chcemy być spekulantem. Oba podejścia wymagają innych narzędzi. W długoterminowym to analiza fundamentalna oraz analiza techniczna, ale na dłuższych interwałach czasowych. W spekulacji analiza fundamentalna ma mniejsze znaczenie, a bardziej pomocna jest analiza techniczna – mówi doradca inwestycyjny z BM PKO BP.

Trzeci element układanki to decyzja o tym, jak chcemy zarządzać portfelem.

- Załóżmy, że decydujemy się na rynek akcji. Ile powinno być ich w portfelu? Czy udział powinien sięgać 100 proc. niezależnie od warunków? Musimy się zastanowić nad tym, jak nasza strategia ma działać: czy chcemy być zaangażowani w dużym stopniu, czy będziemy elastyczni. Każde podejście ma swoje plusy i minusy, niemniej warto pamiętać, że przewidywanie górek i dołków to bardzo trudna sztuka, która w długim terminie rzadko daje pożądany rezultat – mówi Emil Łobodziński

Sprawdzam:
Sprawdzam:
Rynek niedźwiedzia boleśnie zweryfikuje umiejętności inwestorów i przetestuje ich emocje - nie ma wątpliwości Emil Łobodziński, doradca inwestycyjny z BM PKO BP.
Marek Wiśniewski

Radzi, by przy tworzeniu planu nie zapomnieć o… planie B.

- Powinien on precyzować to, jak się zachowamy, kiedy na horyzoncie pojawi się burza, przed którą nie będziemy mogli uciec. Trzeba się zawczasu zastanowić, co zrobimy w sytuacji, kiedy nasza spółka spadnie o 10-20 proc., albo rynek tąpnie o 20 proc. Jeśli tego nie przemyślimy, to wtedy bez udziału emocji trudno będzie podjąć dobrą decyzję. U jednych włączy się strach, u innych chciwość – mówi Emil Łobodziński.

Mierz siły na zamiary

Ekspert radzi też, by stworzyć sobie poduszkę bezpieczeństwa na wypadek niepowodzeń inwestycyjnych i życiowych (np. utraty pracy). Jej wielkość to kwestia indywidualna, ale najprostszy przelicznik to odłożenie np. półrocznej pensji.

- Nie inwestujmy tego, czego strata nas mocno zaboli. Warto też popatrzeć na własne aktywa całościowo i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy np. inwestowanie 100 proc. naszego majątku w akcje z WIG20 jest dobrym pomysłem. Klienci czasem źle mierzą siły na zamiary – mówi Emil Łobodziński.

Doradca inwestycyjny dodaje, że większość inwestorów, z którymi się zetknął, w stres z powodu strat wpada wcześniej niż deklarowało.

- Dopóki nie przeżyjemy określonych strat, to tak naprawdę nie jesteśmy w stanie określić, jaka jest nasza na nie tolerancja. Życie i rynek nas weryfikują. Niestety, straty trzeba przeżyć, bo dopiero wtedy będzie w stanie przez długie lata być inwestorami. Ktoś, kto zaczął w hossie, w końcu natknie się na spadki, które go poturbują. Wielu ludzi sukcesu musiało zbankrutować, zanim odniosło sukces. Podobnie jest w inwestowaniu – mówi Emil Łobodziński.

Radzi, by przy kalkulowaniu strat posługiwać się procentami w odniesieniu do wielkości aktywów, a nie wartościami nominalnymi. Patrzenie na wartości nominalne powoduje jedynie większy stres, a nie pomaga w inwestowaniu. Duża nominalna strata może przecież stanowić tylko niewielką część naszych aktywów, rzędu kilka procent, co przecież na rynku akcyjnym nie jest trudne do odrobienia – mówi Emil Łobodziński.

Za rafę, której niektórzy nie będą w stanie ominąć, uważa naszą mentalność.

- Tak jak nie każdy nadaje się na kapitana statku, tak nie dla każdego są akcje. Są one oczywiście dobre dla zdecydowanej większości inwestorów, ale rożny powinien być udział, strategia i rodzaj akcji. Instrumenty i podejście powinny być dostosowane do naszych charakterów. Jeśli tak nie będzie, to będziemy się męczyć i mieć małe szanse na zyski. Niestety, zwykle dowiadujemy się tego dopiero, kiedy sami doświadczymy – mówi Emil Łobodziński.

Specjalista zachęca do czytania książek o inwestowaniu i korzystania ze szkoleń.

- Niestety, odporności psychicznej raczej dzięki temu nie zdobędziemy – zaznacza.

Uczula, by trzymać się wybranej strategii.

- Jest duża różnica między brakiem konsekwencji a tym, że strategia jest po prostu błędna. To, co zdarza się najczęściej, to wcale nie błędna strategia, ale nietrzymanie się jej w krytycznych momentach – dodaje.

Konieczne jest też posiadanie realistycznych oczekiwań.

- Są inwestorzy, którzy oczekują zarobku 20 proc. rok w rok, bez ponoszenia strat. Albo tacy, którzy zarobili dużo na transakcjach IPO i oczekują podobnych efektów w przyszłości. Niestety prawa rynku są nieubłagane. Wydaje się to dość oczywiste, ale wciąż pojawiają się oferty zarabiania po kilkadziesiąt procent rocznie. W takim przypadku zawsze powinna nam się zapalić lampka ostrzegawcza – mówi Emil Łobodziński.