Jak polityka klimatyczna wpłynie na ceny

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-11-09 20:00

Drożejąca energia może obniżyć ceny innych towarów i usług lub trwale podbić inflację. Który scenariusz będzie grany?

Wszyscy chcą być dziś zieloni, spełniać standardy ochrony środowiska, ciąć emisję gazów cieplarnianych, organizować akcje sadzenia drzew. I słusznie. Budowanie pozytywnego przekazu wobec transformacji energetycznej jest ważne. Transformacja ma też jednak brzydszą stronę — bolesny dla konsumentów i firm wzrost cen energii. Doświadcza go teraz cały świat. W związku z tym wagi nabierają pytania, czy ten wzrost będzie trwały, czy może trwale podbić inflację oraz obniżyć realny wzrost dochodów? Jest na pewno ryzyko, że odpowiedź na te pytania będzie brzmiała: tak.

Panel Ekonomistów zadał ostatnio swoim uczestnikom bardzo ważne pytanie: „Czy transformacja energetyczna będzie w średnim okresie oddziaływać proinflacyjnie?”. Panel to inicjatywa założona przez Pawła Dobrowolskiego, głównego ekonomistę Polskiego Funduszu Rozwoju, a przy jej tworzeniu mam przyjemność uczestniczyć. Polega ona na regularnym ankietowaniu ekonomistów akademickich i rynkowych w ważkich tematach dotyczących polityki publicznej i przyszłości gospodarki.

Odpowiedzi ekonomistów — jak widać na wykresie — są bardzo zróżnicowane. To pokazuje, że wpływ polityki klimatycznej i transformacji energetycznej na ceny jest bardzo trudno jednoznacznie określić, a na pytania, które zadałem we wstępie, nie ma łatwiej odpowiedzi.

Zacznijmy od argumentów wskazujących, że polityka klimatyczna będzie trwale podbijała inflację.

Przede wszystkim inwestycje w transformację energetyczną są bardzo kosztowne, podnosząc ceny energii. Na przykład ilość surowców potrzebnych do budowy elektrowni fotowoltaicznej jest około 10 razy większa w przeliczeniu na efektywną ilość produkowanej energii niż w przypadku elektrowni węglowej. W krótkim okresie mamy zatem gigantyczne potrzeby kapitałowe. Wprawdzie koszty zmienne zielonej energii są bardzo niskie, więc ceny energii spadną, jest to jednak perspektywa na razie dość odległa.

Żeby drogie inwestycje w zieloną energię się opłacały, polityka klimatyczna musi podnosić ceny energii pochodzącej z paliw kopalnych, które bez interwencji regulacyjnej byłyby tanie. Temu służą system handlu uprawnieniami do emisji czy podatek węglowy. Do tego dochodzi presja ze strony sektora prywatnego — m.in. banków i funduszy inwestycyjnych — na redukowanie zaangażowania sektora energetycznego w wydobycie paliw kopalnych. Zapewnienie ich podaży jest zatem coraz droższe. Ten efekt ma pewien wpływ na obserwowany obecnie wzrost cen ropy, węgla czy gazu. Wprawdzie nie jest to pewnie czynnik kluczowy, bo ważniejsze są krótkookresowe zmiany w strukturze światowego popytu wywołane przez pandemię, ale polityka klimatyczna wzmaga te krótkookresowe efekty.

Sam wzrost cen energii nie jest jednak jedynym proinflacyjnym kanałem oddziaływania polityki klimatycznej. Innym istotnym kanałem w średnim i długim okresie będzie makroekonomiczne oddziaływanie popytu inwestycyjnego na inflację. Bardzo wysokie potrzeby inwestycyjne sprawiają, że większa część mocy produkcyjnych gospodarki (w ujęciu światowym) musi być kierowana na wytwarzanie dóbr kapitałowych, a relatywnie mniejsza na wytwarzanie dóbr konsumpcyjnych. Jeżeli za tym nie podąży wzrost stopy oszczędności, czyli nie zmienią się preferencje konsumentów odnośnie kupowania i oszczędzania, to presja inflacyjna się podniesie. Popyt na towary konsumpcyjne będzie bowiem rósł mocniej niż ich podaż. Ważną rolę w całej układance odgrywają preferencje konsumentów.

Jednak wcale nie jest oczywiste, że opisane czynniki trwale podniosą ogólną dynamikę cen w gospodarce. Wszystko będzie zależało od preferencji konsumentów.

Przede wszystkim, zmiany podażowe nie powinny trwale wpływać na ogólny poziom cen towarów i usług, lecz jedynie na ceny relatywne, czyli różnice między cenami poszczególnych towarów i usług. Podam przykład, zbyt uproszczony, by traktować go bardzo serio, ale mający na celu zaprezentować mechanizm. Jeżeli gospodarstwo domowe wydaje 150 zł na prąd, 50 zł na subskrybcję Netfliksa i 20 zł na subskrybcję serwisu Spotify, to wzrost cen prądu do 180 zł może sprawić, że zrezygnuje ono z usług Netfliksa, obniżając tym samym istotnie na rynku cenę tej usługi do 20 zł. Ogólny poziom cen się nie zmieni, natomiast zmienią się ceny relatywne. Zdrożeje prąd, co obniży popyt na inne towary i usługi, prowadząc albo do spadku ich cen, albo wolniejszego wzrostu.

Jeżeli konsumenci na świecie, a szczególnie w krajach rozwiniętych, zaakceptują fakt, że odpowiedzialność za klimat musi kosztować, to w średnim i długim okresie wzrost cen energii zmieni tylko ceny relatywne w gospodarce, a nie podniesie trwale inflacji. Oczywiście tak nie musi się zdarzyć, bo konsumenci, choć deklarują poparcie dla polityki klimatycznej, mogą nie akceptować jej kosztów. Na przykład mogą żądać od polityków rekompensat fiskalnych, które podniosą ogólny poziom nominalnego popytu w gospodarce i przez to także poziom cen. Wracając do naszego gospodarstwa — w reakcji na wzrost cen prądu ze 150 do 180 zł może ono zażądać od polityków 30 zł rekompensaty. Nie zrezygnuje wtedy z subskrypcji Netfliksa, a cena tej usługi nie spadnie. Inflacja będzie wyższa, realne dochody pozostaną identyczne. Producentom energii trudno będzie pozyskać zasoby do dalszej transformacji, bo ich ceny relatywne będą wciąż za niskie, więc znów podniosą ceny. Cykl się powtórzy, inflacja będzie trwale wyższa. Wszystko zależy od preferencji, które determinują wybory polityczne.

To są oczywiście tylko bardzo uproszczone kalkulacje, ale wniosek jest jeden. Wpływ polityki energetycznej na inflację będzie zależał od gotowości obywateli świata, szczególnie zamożniejszych, do zmiany struktury popytu i ich akceptacja dla kosztów polityki klimatycznej.