Notowania głównych indeksów na świecie w ostatnich miesiącach przypominają kolejkę górską. Akcje spadają, po czym rosną i… znów spadają. Do tego wagoniku na dolnych stacjach próbują wskoczyć inwestorzy średnio- i długoterminowi, chcąc wykorzystać niższe wyceny do zakupów.
Okazji nie brakuje, pozostaje tylko dobrać spółki do portfela, by zminimalizować ryzyko i pozwolić kapitałowi spokojnie zarabiać. Według ekspertów, mniej ryzykowną inwestycją są spółki, które regularnie wypłacajądywidendy.
Duże przedsiębiorstwa o ugruntowanej pozycji, zamiast realizować kosztowne przejęcia, wolą wypłacić premię inwestorom. Wówczas, nawet w przypadku słabszych notowań, możemy liczyć na dodatkową rekompensatę. — Inwestor stroniący od ryzyka powinien szukać spółek dywidendowych z sektorów mniej podatnych na wahania, np. z branży telekomunikacyjnej. Warto więc zwrócić uwagę na spółki z dobrymi wynikami finansowymi, odporne na zmiany koniunktury — mówi Szymon Ożóg, analityk Espirito Santo.
Złap dywidendę
Coraz więcej spółek z warszawskiej giełdy decyduje się na regularne wypłacanie premiiz zysków. Im wyższa stopa dywidendy, tym lepiej. — Inwestor powinien określić oczekiwaną stopę dywidendy i czekać, aż kurs dojdzie do odpowiedniego poziomu — mówi Marek Świętoń, specjalista ds. funduszy inwestycyjnych.
Szukaj porządnych firm
Kierowanie się samą dywidendą może nie wystarczyć, dlatego warto przejrzeć sprawozdania finansowe spółki, by sprawdzić, czy jest odpowiednio stabilna i wypłacalna. — Podstawowa zasada to analiza bilansu. Trzeba sprawdzić, czy dana spółka ma niskie zadłużenie i wysokie przychody. Warto też zbadać zagrożenia dotyczące podstawowej działalności — mówi Grzegorz Mielcarek, prezes Investors TFI.
Według ekspertów, lepiej przestudiować wyniki z kilku lat. Wtedy można się dowiedzieć, jak przedsiębiorstwo radzi sobie w trudnych momentach. — Należy przeanalizować działalność przedsiębiorstwa na kilka lat wstecz. Inwestor powinien zwrócić uwagę, jak spółka funkcjonowała w poprzednich okresach spowolnienia gospodarczego.
Inne kryteria wyboru to bezpieczny bilans,wypłacalność i stabilność zysków, również w okresie kilku lat — dodaje Marek Świętoń. Duże płynne spółki, których akcje należą do najczęściej handlowanych na giełdzie, uważane są za bezpieczniejsze. Łatwiej je kupić, nie zawyżając kursu, podobnie jak sprzedać, nie zaniżając go. Przy okazji warto zwrócić uwagę na podstawowe wskaźniki.
— Radziłbym poszukać spółek, które są dojnymi krowami, ze wskaźnikiem cena/ zysk poniżej 10. Warto tu zwrócić uwagę, czy zyski są rzeczywiście wynikiem podstawowej działalności, a nie zdarzeń jednorazowych. Zdarza się, że duża część zysku to efekt np. przeszacowania zapasów — tłumaczy Grzegorz Mielcarek. Według ekspertów, bezpieczniejsze są spółki o dobrej płynności finansowej, które mają dużo gotówki w kasie i dodatkowo wypłacają wysoką dywidendę. Takie przedsiębiorstwa poradzą sobie lepiej w sytuacji spadku zamówień, gorszych wyników sprzedaży czy problemów ze ściąganiem należności.
Cierpliwość popłaca
Inwestując średnio- i długoterminowo, nie warto sugerować się chwilowymi zmianami na rynku. Cierpliwa i konsekwentna realizacja strategii w końcu powinna przynieść efekty. — Nie mamy gwarancji, że strategia kierowania się bezpieczeństwem w inwestycji przyniesie sukces lub zabezpieczy przed przejściowymi stratami. Nawet najbogatsi gracze notują spadki na walorach — tłumaczy Marek Świętoń.
Eksperci podkreślają również, że grając zachowawczo, możemy przejściowo notować gorsze wyniki niż indeksy. — Inwestor stroniący od ryzyka musi się pogodzić, że nie gra o taką stopę zwrotu, jaką wypracuje rynek, a jego zyski będą pochodziły głównie z dywidend — mówi Szymon Ożóg. Z drugiej strony — zachowawcza strategia pomoże nam osiągnąć wynik lepszy od rynku, gdy dominują spadki.
Czekaj na narodziny hossy
Robert Nejman, zarządzający MCI Gandalf, twierdzi, że najbezpieczniej wstrzymać się z kupnem akcji aż do trwałej zmiany nastrojów na rynkach. — Moim zdaniem rynek nie doszedł jeszcze do takiej fazy, w której spółki są bardzo tanie i nikt ich nie chce. Mimo gorszych nastrojów w ostatnich miesiącach minie trochę czasu, zanim to nastąpi. We właściwym momencie lepiej zapomnieć o awersji do ryzyka, postawić na spółki małe, dobrze przecenione, o wysokim potencjale wzrostu. Przy odpowiednich nastrojach na rynku takie akcje mogą rosnąć szybciej niż reszta, ale jeszcze nie teraz — tłumaczy Robert Nejman.
Profil polskiego inwestora
Według raportu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych „Profil inwestora giełdowego w 2010 roku” statystyczny polski inwestor jest mężczyzną w wieku 26-35 lat. Ma wyższe wykształcenie, jest singlem i mieszka w dużym mieście.
Najwięcej inwestorów jest w województwach mazowieckim, dolnośląskim i śląskim. Większość graczy jest zatrudniona na podstawie umowy o pracę. Aż 96 proc. polskich inwestorów samodzielnie kupuje papiery wartościowe. 34 proc. posiada fundusze inwestycyjne. 1,4 proc. badanych oddaje pieniądze w zarządzanie instytucjom finansowym (asset management).
Dwie trzecie inwestorów działa na rynku krócej niż 5 lat. Prawie wszyscy
traktują grę na giełdzie jako okazję do dodatkowego zarobku (95 proc.).
Mniej niż połowa inwestorów określa swoje doświadczenie na rynku jako
średnie (44,5 proc.). Dużymi kompetencjami w ankiecie chwaliło się
jedynie 4 proc. Najważniejsze dla polskiego inwestora giełdowego są
informacje z serwisów internetowych, raporty spółek oraz komentarze i
blogi analityków.