Jak przetrwać sezon na misia?

pb.pl
opublikowano: 2007-11-12 23:46

Portal pb.pl zapytał specjalistów, co ma zrobić Kowalski, gdy kursy akcji tracą. Odpowiedzi były różne. Fundusze hedge, produkty strukturyzowane, waluty, kontrakty terminowe, spółki defensywne, nieruchomości, opcje… Przewijała się jedna rada: dywersyfikować. W dowolnym tłumaczeniu: nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Zobaczmy, co radzą fachowcy!

Maciej Kossowski, Wealth Solutions

Przeciętny inwestor ma już do dyspozycji kilka sposobów zarabiania na spadkach - może sprzedawać kontrakty terminowe na akcje lub indeksy, kupić opcje put czy - teoretycznie - stosować krótką sprzedaż. Jeśli ktoś ma jednak zamiar bawić się tymi klockami, ryzyko ponosi takie samo jak obstawiając wzrosty - po prostu zamiast spaść może wzrosnąć i wtedy tracimy. Kolejna korekta (bessa?) powinna być lekcją, że swoje pieniądze trzeba - chociaż częściowo - trzymać z daleka od giełdy. Oczywiście giełda w długim terminie daje zarobić ale kto myśli "długoterminowo"? Na swoje pieniądze patrzymy w perspektywie kilku lat, a wówczas korekty mogą być bardzo bolesne. Dlatego inwestujmy część środków w rozwiązania oderwane od bieżącej sytuacji na giełdzie. Mogą to być fundusze hedge, lokaty strukturyzowane, wybrane surowce, nieruchomości - zawsze jednak sprawdzajmy na "cyferkach" czy rzeczywiście nasz nowy element portfela ma mało wspólnego z giełdą. Może się okazać, że fundusz hedge wiernie śledzi WIG, a "nieruchomości" to tak naprawdę akcje spółek z branży deweloperskiej - jak najbardziej wrażliwe na to co się dzieje na parkiecie. Zaawansowani inwestorzy mogą pytać o tzw. współczynnik korelacji między danym funduszem a indeksami giełdowymi (powinien być bliski zeru). Humaniści powinni poprosić o wykres notowań instrumentu finansowego na tle np. WIG czy S&P 500 - wtedy wszystko będzie jasne. Po zbudowanie odpowiedniego portfela nie będziemy musieli przy kolejnej korekcie czytać porad o tym jak zarabiać na spadkach.

Marek Rogalski, First International Traders DM

Przede wszystkim nie powinno inwestować się wszystkich swoich oszczędności w jeden rodzaj aktywów. Po drugie nie podejmować decyzji na podstawie emocji. Dlatego też nie sprzedawałbym wszystkich akcji, bo w naszym portfelu mogą być takie spółki, które będą zyskiwać także w okresie dekoniunktury. Warto jednak rozważyć dywersyfikację w kierunku innych aktywów, tak aby rozłożyć ryzyko inwestycji. Ciekawą ofertę stwarza rynek walutowy. Nie zna on pojęcia dekoniunktury, bo można grać zarówno na zwyżkę jednej waluty względem drugiej lub odwrotnie. Decyzja zależy wyłącznie do zarządzającego naszym portfelem. Rynek ten może jednak stwarzać wiele pułapek dla niedoświadczonych inwestorów. Warto zatem korzystać z usług sprawdzonych instytucji, posiadających licencję domu maklerskiego. Przed podjęciem decyzji warto też zapoznać się ze stosowaną strategią i jej dotychczasowymi wynikami.

Tomasz Ray-Ciemięga, Xelion. Doradcy Finansowi

Najlepszą metodą zabezpieczenia się przed ryzykiem jest odpowiednia dywersyfikacja portfela inwestycyjnego. Należy tak konstruować portfel swoich aktywów, aby w razie wystąpienia niekorzystnych sytuacji na rynkach finansowych poziom aktywów nie tracił tyle co rynek. Oczywiście będzie to działało i w druga stronę - w przypadku silnych wzrostów na giełdach, nasz portfel będzie rósł wolniej. Jednak taka konstrukcja da inwestorowi komfort psychiczny i spokój ducha. W przypadku spadków na giełdzie warto dokupić jako pewną część portfela kontrakty terminowe na spadki indeksów. W momentach dekoniunktury nie będziemy musieli zamykać portfela i zarobimy na kontrakcie co pomniejszy nam stratę. Ponadto strategia jaką można przyjąć, aby zabezpieczyć się przed spadkami to wybieranie spółek, których działalność nie podlega, lub podlega w niewielkim stopniu cyklom koniunkturalnym. Mogą to być np. szeroko pojęte spółki użyteczności publicznej. Bez względu na to, czy jest hossa czy bessa, śmieci muszą być wywożone, ulice sprzątane, itp.
 
Katarzyna Siwek, Expander

Jest kilka możliwości zabezpieczenia przed spadkami na giełdzie. Najprostszym rozwiązaniem są oczywiście inwestycje bezpieczne typu lokaty bankowe czy fundusze pieniężne. Problem jednak w tym, że Polacy przyzwyczaili się do ponadprzeciętnych stóp zwrotu i w tym kontekście zyski rzędu 4-5% nie brzmią zachęcającą. Inne rozwiązanie to fundusze nieruchomości, które mają szanse zarabiania kilkunastu procent rocznie. Możliwości ulokowania pieniędzy w takich funduszach (faktycznie inwestujących w lokale, a nie spółki budowlane) są obecnie ograniczone i sprowadzają się do konieczności zakupu certyfikatów na giełdzie. Z drugiej jednak strony, spekulacja certyfikatami może dać nawet kilkadziesiąt procent zysku w kilka miesięcy.
Dla osób gotowych podjąć nieco większe ryzyko dobrym pomysłem może być zakup kontaktów na złoto czy kurs jena albo znalezienie funduszy inwestujących w takie instrumenty. Złoto i jen zwykle drożeją w okresie niepewności na rynkach akcji.
Dynamicznie rozwija się też rynek tzw. produktów strukturyzowanych, które obstawiają określone scenariusze rozwoju sytuacji na giełdzie czy rynku walutowym. Umożliwiają one osiąganie ponadprzeciętnych stóp zwrotu, chroniąc jednocześnie przed utratą kapitału. Zyski można osiągać zarówno na wzrostowym, jak i spadkowym rynku. Trzeba jednak pamiętać, że instrumenty te nie są pozbawione elementu spekulacji.


Marcin R. Kiepas, X-Trade Brokers DM

Pomijając dywersyfikację portfela, która co najwyżej chroni przed niewielkimi korektami,  najprostszym sposobem obrony jest oczywiście sprzedaż akcji. Nic tak bowiem nie cieszy czasie bessy lub silnej korekty, jak zrealizowany zysk i gotówka w portfelu.
Gotówka to jednak dość pasywna obrona. Aktywniejszą formę zabezpieczenia przed przeceną, ale również i możliwość zarabiania w czasie dekoniunktury, zapewnia cały wachlarz instrumentów pochodnych dostępnych na polski rynku. Od najbardziej popularnych notowanych na GPW kontraktów terminowych na indeks WIG20, poprzez oferowane przez niektóre domy maklerskie kontrakty CFD (contract for differences), aż do opcji. Oczywiście to wymaga znajomości tych instrumentów. To się jednak podwójnie opłaca. Inwestycja w wiedzę jest często bardziej opłacalna niż w akcje.

Łukasz Mickiewicz, Open Finance

Najprostszą metodą ograniczenia ryzyka przy spadających giełdach jest wycofanie części kapitału z akcji i ulokowanie ich w bezpieczne lokaty lub zamiana jednostek funduszy akcyjnych na jednostki funduszy mieszanych, czy stabilnego wzrostu. Oba rozwiązania są wobec siebie komplementarne, inwestor musi więc policzyć, które okaże się tańsze. Oczywiście można próbować zabezpieczać się przed spadkami wykorzystując instrumenty pochodne (kontrakty terminowe i opcje), jednak bez odpowiedniej wiedzy i sporej ilości czasu jest to zajęcie karkołomne. Lepszą alternatywą dla lokat wydają się produkty strukturyzowane. Tak zwane "struktury" są produktem inwestycyjnym umożliwiającym zarabianie na określonych trendach (takich jak osłabienie dolara, wzrosty cen surowców, czy lepsze zachowanie głównych indeksów europejskich od ich amerykańskich odpowiedników), mogą więc przynosić dodatnie stopy zwrotu - nawet gdy ceny akcji spadają. Co więcej, z reguły dają 100-proc. gwarancję kapitału. Dodatkowo -jeśli mają formę polisy ubezpieczeniowej - zysk zwolniony jest z podatku od dochodów kapitałowych.