Inwestycja w elektrownię wiatrową nie należy do najtańszych. Przeciętne nakłady inwestycyjne farm prowadzących działalność operacyjną w 2012 r. wynosiły 6 mln zł w przeliczeniu na 1 MW mocy, natomiast przeciętne planowane nakłady farm w fazie rozwoju były na poziomie 6,6 mln zł na 1 MW — wynika z raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce” przygotowanego przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), firmę doradczą TPA Horwath oraz kancelarię prawną BSJP. Fundamenty oraz przygotowanie infrastruktury pochłoną od 5 do 24 proc. nakładów. Przyłączenie farmy do sieci energetycznej kosztuje 100 tys. zł za kilometr, natomiast koszty związane z procesem przygotowania inwestycji mogą sięgać do 400 tys. zł na 1 MW zainstalowanej mocy. Za turbinę wiatrową trzeba zapłacić ok. 910 tys. EUR w przeliczeniu na 1 MW. Na szczęście koszty eksploatacji farmy wiatrowej są niskie (3-4 proc. kosztów inwestycyjnych), a roczne przychody w przypadku takiej o wielkości 20 MW mogą sięgać 19,4 mln zł.
Dotacje, kredyty i leasing
Nie trzeba jednak inwestycji w elektrownię wiatrową finansować z własnych. Można się choćby starać o dotacje — na przykład z pieniędzy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) w ramach programu System zielonych inwestycji GIS, cz. 4, na budowę lub modernizację sieci elektroenergetycznych w celu podłączenia nowych źródeł energii wiatrowej, gdzie do wzięcia jest 147 ml zł dotacji. Ale nabór odbędzie się w listopadzie. To będzie jedyny tegoroczny konkurs. NFOŚiGW niedawno zakończył pomoc finansową do budowy przyłączy energetycznych do wiatraków i obecnie nie ma ofert dla inwestujących w wiatraki. Można jednak skorzystać również z regionalnych dotacji na budowę instalacji wytwarzających energię za pomocą wiatru. Szanse na dofinansowanie pojawiły się ostatnio w województwach pomorskim i opolskim, a pieniądze pochodzą z działań regionalnych programów operacyjnych. W puli na odnawialne źródła energii jest tam odpowiednio 3,6 mln zł i 7,5 mln zł. Kolejna opcja to kredyt. Specjalne propozycje mają m.in. BOŚ Bank i BGŻ. W BGŻ jest to kredyt „Zielona Energia”. Maksymalny okres kredytowania wynosi 15 lat, możliwa jest też karencja w spłacie kapitału dostosowana do okresu osiągnięcia pełnych mocy wytwórczych instalacji OZE. W BOŚ Banku można się starać o Kredyt z Dobrą Energią. Tutaj też okres kredytowania może wynieść 15 lat, a dopuszczalna karencja w spłacie kapitału to 18 miesięcy. Projekty farm wiatrowych finansuje także DnB Nord, dla którego sektor energetyczny, w tym energetyki odnawialnej, jest jednym z kluczowych. Dotychczas bank w Polsce wsparł realizację farm wiatrowych o łącznej mocy 102 MW.
Wiatrak można wziąć w leasing. Ale ta forma finansowania ma mniej zalet niż kredyt. — Przede wszystkim kredyt jest z reguły tańszy dla klienta i daje możliwość dłuższego okresu finansowania. Jest też bardziej elastyczny — nie wszystkie koszty związane z projektem wiatrowym można sfinansować leasingiem — tłumaczy Dawid Galus, ekspert w Departamencie Finansowania Agrobiznesu w BGŻ. Kompleksową ofertę leasingu elektrowni wiatrowych, dla przedsiębiorców i rolników indywidualnych, ma BZ WBK Leasing. EkoLeasing umożliwia finansowanie zarówno nowych, jak i używanych elektrowni wiatrowych oraz transformatorów.
Wszystkie ruchy wstrzymane
Niestety, możliwości finansowania istnieją obecnie głównie w teorii. Powodem jest niestabilne prawo. — Mamy teraz bardzo trudną sytuację na rynku. Wszyscy czekają na ustawę o odnawialnych źródłach energii. Do tego jest nadpodaż zielonych certyfikatów, a w efekcie ich ceny spadają — tłumaczy Anna Żyła, główny ekolog BOŚ Banku.
— Ze względu na nadal niepewną sytuację prawną na rynku wiatraków i ich finansowania w tym momencie nie leasingujemy elektrowni wiatrowych — mówi Sylwia Maj z biura prasowego BZ WBK Leasing.
W BOŚ Banku zdarzają się takie kredyty, ale w dużo bardziej ograniczonym zakresie.
— Projekty dotyczące finansowania elektrowni wiatrowych oceniamy bardzo ostrożnie. Nie oznacza to, że zaprzestaliśmy ich finansowania, wciąż staramy się oceniać indywidualnie konkretne projekty i tam, gdzie jest taka możliwość, dawać szansę przedsiębiorcom. Niemniej jednak wymagamy znacznie wyższego udziału własnych pieniędzy niż standardowo, na poziomie minimum 50 proc. Ponadto, jeśli projekt realizuje spółka celowa, to jej udziałowcami muszą być silne podmioty, które udzielą poręczenia — mówi Anna Żyła. DnB Nord przyznaje, że choć sytuacja legislacyjno-regulacyjna oraz rynkowa nie ułatwia sprawy, to nie wycofał się w pełni z finansowania farm wiatrowych, ale stawia projektom bardziej restrykcyjne wymagania niż jeszcze rok czy dwa lata temu, również pod względem wysokości wkładu własnego.
— Kończy się to tym, iż tylko niewielka część projektów znajduje się w kręgu zainteresowania naszego banku — mówi Marcin Prusak, dyrektor Departamentu Klientów Strategicznych i Finansowania Strukturalnego w DnB Nord. Jego zdaniem, dopiero uchwalenie nowego i stabilnego systemu wsparcia, wraz z odbudową rynku długoterminowych umów na sprzedaż energii i zielonych certyfikatów, spowoduje powrót do struktur finansowania bankowego które będą bardziej atrakcyjne dla inwestorów. Zastój panuje też po stronie inwestorów.
— Wszyscy zainteresowani, nie znając nowego kształtu ustawy o OZE oraz nie mając pewności co do dopłat w certyfikatach, nie chcą ryzykować, dlatego należy spodziewać się pewnych kroków dopiero po wdrożeniu nowej ustawy. Liczymy wówczas na zainteresowanie rynku — mówi Witold Maziarz, rzecznik prasowy NFOŚiGW.
147 mln zł Taka kwota będzie do wzięcia w programie System zielonych inwestycji GIS, organizowanym przez NFOŚiGW.