Jak to się rodzi w firmie

Wojciech Surmacz
opublikowano: 2005-12-16 00:00

Biznesowy poród po polsku: szybko, szybko, szybko! Mama menedżer wraca do pracy…

Po dwudziestu latach pracy w Instytucie Matki i Dziecka przeszedł na „prywatną stronę mocy”… Na początku lat 90. stworzył od podstaw oddział położniczy w Centrum Medycznym Damiana przy ulicy Wałbrzyskiej w Warszawie. Jest jednym z najbardziej znanych ginekologów. Rodziło u niego wiele pań z pierwszych stron gazet.

— Akurat zawsze szło gładko — żartuje dr Andrzej Raczyński, który dziś w klinice medycznej Lux Med obsługuje klientów strategicznych i tzw. VIP-ów.

Jak rodzą kobiety biznesu? Z relacji ginekologa Lux Medu:

— Tym, które same coś osiągnęły, ciężko przejść na inny tryb życia. Myślą: „jestem dobra w biznesie, to i tutaj sobie poradzę”. Przychodzą i mówią krótko: „mogę urodzić w określonym przedziale czasu — i już!”. Muszą szybko, stresują się... Wtedy stosuję PMA (z ang. positive mental attitude), czyli pozytywne myślenie. Grunt to spokój — zaznacza doktor Raczyński.

— Rodzące szefowe zwykle opowiadają, że w firmie wszystko ustawiły — każdy wie, co ma robić. Bywa, że tuż po porodzie siadają do laptopów i zarządzają firmą przez internet… — dodaje Tomasz Leszczyk, ordynator położnictwa w klinice Centrum Medyczne Damiana.

Dr Elżbieta Bańkowska, ordynator ginekologii w Medicover, uzupełnia kolegę po fachu:

— Te kobiety potrafią świetnie zaplanować sobie życie — w tym i ciążę. Zwykle doskonale przygotowane, imponują zasobem wiedzy i odpornością psychiczną.

Według niej menedżerki w ciąży są bardzo zdyscyplinowane — gorliwie robią badania, dochowują wszystkich terminów wizyt. Pod tym względem współpraca z nimi jest dużo łatwiejsza niż z innymi pacjentkami. Z drugiej jednak strony taka bizneswoman to twardy orzech do zgryzienia…

— Trudniej z nimi, bo mają naprawdę bardzo wysokie wymagania. Nie wspomnę już o wymaganiach mężów. Kiedyś odwiedziła mnie pacjentka, która wyjęła z torebki listę pytań od męża i szczegółowo ją przeczytała na głos… Dopiero gdy udzieliłam wyczerpujących odpowiedzi, wyraźnie się uspokoiła — opowiada doktor Bańkowska.

Crash test

Filię niemieckiego koncernu BMW otwarto w Polsce na początku stycznia 2003 r. Kilka miesięcy wcześniej Anna Żukowska pomyślnie przeszła rekrutację. Dostała posadę dealer marketing managera. Pod koniec 2002 r. zaszła w ciążę… Zadzwoniła do niemieckiej centrali i lojalnie poinformowała przyszłych pracodawców o sytuacji.

— Koncern na całym świecie szczyci się bardzo bogatym zapleczem socjalnym. Ale nie liczyłam na to, po prostu grałam fair. Od dziewczyn z HR usłyszałam, że nie ma żadnego problemu i w styczniu zaczynam pracę — relacjonuje Anna Żukowska.

W marcu do firmy przyszedł jej bezpośredni szef. Nie przejawiał uprzedzeń do menedżerów w ciąży. Żukowska urodziła w czerwcu 2003 r. Była na macierzyńskim 16 tygodni, po czym od razu wróciła do pracy. Ale w trakcie urlopu pracowała — w domu… Tydzień po wyjściu ze szpitala była już aktywna. Jeździła na zarząd, non stop siedziała w sieci… We wrześniu wróciła do pracy na dobre. Pod koniec roku w rundzie oceniającej pracowników polskiej filii otrzymała wysokie noty. Było super! Jeszcze podczas ciąży uzgodniła z przełożonym, że od czasu do czasu będzie mogła popracować w domu. Przyszły święta Bożego Narodzenia. Przerwa międzyświąteczna to w motoryzacji martwy okres. Menedżer Żukowska zapytała więc szefa, czy w tym czasie mogłaby pracować w domu...

— Wykrzyczał: chyba zwariowałaś! — wspomina, do dziś zaskoczona nerwową reakcją.

Wtedy po raz pierwszy poczuła, że problemem jest dziecko. Jesienią 2004 r. ponownie zaszła w ciążę… Oczywiście natychmiast poinformowała o tym przełożonego.

— Pogratulował z przekąsem. On ma dziecko, ale wychowują je niańki. Nie potrafił się wczuć.

Przyszedł koniec roku, kolejna runda oceniająca. Tym razem Żukowską oceniono kiepsko. Jej zdaniem bezpodstawnie:

— Typowe czepianie się. Przez cały rok nikt nie miał uwag do mojej pracy — tłumaczy.

W styczniu 2005 r. wzięła się więc ostro do roboty:

— Pomyślałam: dobra, chłopie, udowodnię ci, że daję radę… — opowiada rozsierdzona.

W morderczym tempie wdrożyła duży projekt CRM — bez reakcji. Wszystkie jej pomysły lądowały w koszu… Co ciekawe, gdy wracały opowiadane przez kolegę Żukowskiej, nagle okazywały się genialne.

— Robiliśmy takie eksperymenty, żeby sprawdzić czy celowo jestem dołowana.

Trzy tygodnie przed rozwiązaniem Anna Żukowska wzięła zwolnienie. Atmosfera w pracy ją dobijała.

W kwietniu szczęśliwie urodziła drugie dziecko i poszła na urlop macierzyński. W lipcu zadzwonił do niej szef i wezwał na rozmowę — w trakcie macierzyńskiego.

— Najpierw wytaczał jakieś absurdalne zarzuty. Potem usłyszałam: słuchaj, odejdź z własnej woli. Jak najszybciej! — przypomina niemiłą scenę poirytowana mama.

Poprosiła o sowitą odprawę. Złożyła też wniosek o urlop wypoczynkowy. Dyrektor odmówił… Sprawa dotarła do prezesa.

— Zapytał mnie: Jak śmiesz występować o urlop? Jak spojrzę w oczy twoim kolegom, którzy za ciebie pracują? A przecież wystarczyło powiedzieć: nie ma między nami chemii i cześć! Zastanawiałam się na sądem pracy... Jeszcze nie wiem, czy pójdę na wychowawczy — kończy opowieść Anna Żukowska, wciąż dealer marketing manager.

Diana Poteralska - Łyżnik, rzecznik BMW Polska w imieniu koncernu:

— Trudno nam komentować odczucia Ani. Przykre, że sprawa wyszła poza firmę...

Spełnione

Mama półrocznej Zosi jest senior account managerem w Rowland Communications Poland.

— Gdy powiedziałam, że jestem w ciąży, szefowa bardzo się ucieszyła… Nawet mi dała księgę imion — nie kryje radości Monika Trojan-Stelmach.

Nie miała problemu z wychowawczym. Wraca do pracy bez stresu. Na trzy czwarte etatu, bo tak chciała. Dogadała się z szefową, że po prostu piątki ma wolne. Mówi, że w firmie stęsknione koleżanki czekają na nią…

— Jest kilka matek, będzie o czym gadać… Jak byłam w ciąży, zaproponowano mi, bym zajmowała się mniej stresującymi projektami. Naprawdę jest super, nie zamieniłabym tej firmy na inną — cała w skowronkach opowiada Monika Trojan-Stelmach.

Nie tylko ona mówi o szefowej z dużym szacunkiem i sympatią. Wszystkie dziewczyny w firmie ją chwalą. Bo pani prezes sama ma dwójkę dzieci… To dlatego z taką wyrozumiałością podchodzi do młodych matek?

— Nie sądzę. Szefowa sama jest matką, ale przy tym uwielbia pracować. Bardzo szybko wróciła po dziecku, ale chyba tego potrzebowała… Taki pracoholizm dobrze rozumiany — tłumaczy Monika Trojan-Stelmach.

Agencja PR Rowland Communications Poland to żeńska firma — pracuje w niej tylko jeden mężczyzna. Spółką zarządza Agata Tyszkiewicz, mama siedmioletniego Mikołaja i trzyletniej Antosi. W przypadku urodzin i pierwszego, i drugiego dziecka wróciła do pracy po dwóch tygodniach. Zadecydowały o tym dwa powody:

— Po pierwsze, poczucie obowiązku, właściciel stawia firmie bardzo wysokie wymagania. Po drugie, po prostu nie potrafię usiedzieć w miejscu… — wyjaśnia Agata Tyszkiewicz.

Pytana o stosunek do podwładnych, od razu przerywa:

— Przede wszystkim to nie podwładni, tylko przyjaciele… Ja wręcz nakłaniam dziewczyny, żeby zachodziły w ciążę — to ważne, by się w życiu spełnić… Ale nie mam nic przeciwko samotnym. Moje poglądy nie mają nic wspólnego z polityką PiS — żartuje pani prezes.

Agata Tyszkiewicz wychodzi z założenia, że z ludźmi w firmie zawsze trzeba grać w otwarte karty — tylko tak można zbudować wzajemne zaufanie…. U niej rozmawia się o wszystkim. Często słyszy od dziewczyn: gdyby nie ta praca, tobyśmy nie przeżyły…

— Chciałabym być autorytetem. Dlatego staram się wykształcić u nich poczucie bezpieczeństwa… Stąd sprawy rodzinne mają w naszej firmie bardzo duże znaczenie. Przy czym wszyscy dobrze wiedzą, że jeżeli chodzi o pracę, nie mam litości…

Zasada równowagi

Tydzień temu miesięcznik „Dziecko” wespół z Polskim Stowarzyszeniem Zarządzania Kadrami ogłosił wyniki plebiscytu „Firma przyjazna mamie”. Wśród zwycięzców znalazły się m.in. ABN Amro Bank i MEMRB International Poland. W ABN Amro Banku kobiety ciężarne mają bezpłatną, całodobową opiekę medyczną w specjalnie rozszerzonym pakiecie (poród ze znieczuleniem w sali o podwyższonym standardzie oraz indywidualna opieka położnej). W siedzibie firmy jest pokój socjalny dla ciężarnej lub karmiącej i dla dzieci. Po porodzie bank wysyła do domu pracownika kwiaty i gratulacje. Każdej kobiecie przysługuje osiem tygodni dodatkowego płatnego urlopu macierzyńskiego. Młode matki i kobiety w ciąży są uwzględniane przy premiach rocznych i podwyżkach pensji. W spółce MEMRB International Poland, trudniącej się badaniami rynku, w tym roku urodziło się czternaścioro dzieci, następnych siedmioro jest w drodze. Wszystkie matki bez problemu wracały do pracy. To typowo żeńska firma — zatrudnia 82 osoby, w tym 59 kobiet. Podczas urlopu macierzyńskiego szef utrzymuje stały kontakt z pracownicą. Po powrocie matki są powoli wdrażane do swoich obowiązków. Zdarza się, że pracodawca opłaca koszt opiekunki. Kobiety w ciąży i matki posiadające dzieci do trzeciego roku życia nie mają dyżurów popołudniowych. Rodzice często przychodzą do pracy z dziećmi. W razie choroby potomka można wynegocjować z szefami korzystne dla matki warunki, np. nie brać zwolnienia i przychodzić na parę godzin do biura, a resztę pracy wykonywać w domu.

Urszula Cholewińska, główna księgowa i kadrowa MEMRB International Poland:

— Polityka względem kobiet nie zmieniła się u nas nagle. Nasza korporacja po prostu tak działa. Jesteśmy przyjaźni rodzinie. Co prawda, nie mieliśmy takiej sytuacji, ale gdyby się okazało, że jakiś mężczyzna zwróci się o urlop macierzyński — nie będzie problemu.

Magdalena Legęć, dyrektor regionalny ds. zasobów ludzkich ABN Amro Banku:

— Nasza stara korporacyjna zasada mówi: jedną z podstaw sukcesu jest równowaga między życiem prywatnym i zawodowym pracowników. Jeśli tatusia trzeba będzie wysłać na „ojcierzyńskie” — nie ma sprawy. Takie otwarcie na rodzinę działa w obie strony i naprawdę się opłaca — nie ma nic lepszego od lojalnego pracownika, który czuje się w firmie bezpiecznie. No i te mamy… One po prostu są spokojniejsze.

Cynk od facetów

Firma techniczna. Zatrudnia 580 osób — z czego tylko 41 to kobiety. Würth Polska. Budżet socjalny dla pracowników przewiduje prezenty dla każdego m.in. w przypadku urodzin dziecka. Może być dobry wózek albo porządny fotelik do samochodu. Pożyczki mieszkaniowe dla młodych? Żenią się, dzieci im się rodzą — najbardziej potrzebujący dostają…

— Dajemy, co trzeba. W ramach funduszu dofinansowujemy naszym pracownikom leczenie dzieci niepełnosprawnych. Różne są ludzkie problemy, nie będę wchodził w szczegóły… — relacjonuje Robert Karolak, dyrektor marketingu Würth Polska.

Jak w „męskiej firmie” traktowane są mamy?

— Wszystkie, po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego, spokojnie wracają do pracy na wcześniej zajmowane stanowisko. W ostatnich trzech latach jedenaście kobiet urodziło i wszystkie pracują — odpowiada dyrektor Karolak.

Mówi, że właśnie pracuje nad korporacyjnym biuletynem (wyjdzie tuż przed świętami) — na ostatniej stronie pod hasłem „Witamy w gronie Würtha” będą publikowane zdjęcia nowo narodzonych dzieci pracowników firmy.

Prezes Würth Polska Mariusz Śliżewski wyjawia źródła tej firmowej opiekuńczości:

— Wszystko przez naszego ojca — Reinholda Würtha, niemieckiego właściciela koncernu. On początku starał się stworzyć w holdingu bardzo rodzinny nastrój. Wypracował ludzki model przedsiębiorstwa — być blisko każdego pracownika… Opieka przede wszystkim. Efekt? Zyski są do wglądu… Bo naczelne hasło korporacji brzmi: interes firmy ponad wszystko…

Prezes Śliżewski ma już za sobą emocje porodowe. Dzieci rodziły mu się w Polsce Ludowej. Lata 80. Wszędzie kolejki i wszystko na kartki. A w zakładzie? Szkoda słów… Dziś młodzi mężczyźni nie potrafią docenić tego, co dostają od firmy.

Jak pracuje mężczyzna z dzieckiem?

— Dzieci to bardzo istotny element motywacji. Gość, który ma dzieci, potrafi naprawdę ciężko pracować — odpowiada Mariusz Śliżewski.

— Szybciej awansuje, osiąga lepsze wyniki od pozostałych?

— A takich statystyk nie mamy… Trzeba by to zbadać — jeśli tak, to jeszcze becikowe z własnej kieszeni dorzucimy…

Nocne wody

Podstawy prywatnego położnictwa według dr Andrzeja Raczyńskiego: bezpieczeństwo matki i dziecka oraz indywidualne podejście. Tego właśnie oczekują ludzie biznesu wykładając pieniądze za poród…

W dobrej, niepublicznej klinice poród kosztuje 5-7 tys. zł — w zależności od długości i formy. Indywidualne podejście jest tu bardzo istotne, bo — jak mawiają ginekolodzy — większość biznesowych pacjentek to „położnicza geriatria” — zwykle po trzydziestce.

— Dość późno dojrzewają do dziecka. Dlatego lojalnie uprzedzam wszystkie panie robiące karierę: czas szybko leci… Coraz częściej pojawiają się pary z problemami! — ostrzega doktor Raczyński.

Majętne mamy, by czuć się bezpiecznie, muszą mieć stały kontakt z lekarzem prowadzącym. Nieustanne telefony to norma… Kiedy dzwonią?

— To pan nie wie, że wody zawsze odpływają w środku nocy? — żartuje jeden z położników.

A ordynator Leszczyk dolewa oliwy do ognia. Dodaje, że w jego firmie to reguła, że każda pacjentka przed porodem zna swój zespół porodowy (5 osób: ginekolog położnik, położna, anestezjolog, neonatolog i pielęgniarka anestezjologiczna) — i z każdym utrzymuje kontakt.

Wszyscy poznają się na miesiąc przed porodem — znają swoje numery telefonów…

— Uwielbiam narty… Kilka razy odbierałem telefony na lodowcu. Ale nie narzekam. Taka praca — śmieje się Leszczyk.