Jak uchronić się przed bessą

Materiał Partnera
opublikowano: 2015-09-22 10:43

Nie należy dopuszczać do zbyt wielkich strat, bo trudno będzie je odrobić.

      W przypadku funduszy działających na rynkach akcji musimy liczyć się z wystąpieniem bessy, czyli okresu, gdy akcje większości spółek spadają. Dzieje się tak z różnych powodów. Często związane jest to z problemami gospodarki lub innymi wydarzeniami — nawet w skali globalnej — które sprawiają, że inwestorzy po prostu uciekają od akcji, najczęściej w stronę bezpieczniejszych aktywów, takich jak obligacje. Każda bessa wpływa bezpośrednio na wyniki funduszy posiadających w portfelu akcje. Wartości jednostek mogą wówczas spaść o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent. W takiej sytuacji często pękają najtwardsi inwestorzy. Nawet jeśli będziemy mieli odpowiednio do sytuacji, swoich potrzeb i według innych ważnych kryteriów dobrane fundusze, nawet jeśli będziemy znali ryzyko inwestycji, gdy wykorzystamy naszą wiedzę o tym, czy stosować wpłaty jednorazowe, czy systematyczne i zrozumiemy, że czas jest po naszej stronie — będziemy się zastanawiać, czy dobrze robimy, nie sprzedając posiadanych jednostek funduszy akcji.
   Wielu autorów i zwolenników długoterminowego inwestowania na rynkach akcji czy w funduszach akcji nakłania do skorzystania z metody znanej jako „kup i trzymaj”. Opublikowano setki artykułów, których autorzy potwierdzają, że w długim terminie (przy czym są to naprawdę bardzo długie, kilkunasto— lub kilkudziesięcioletnie terminy) taka strategia sprawdza się najlepiej. Dlaczego? Ponieważ nie ma jednoznacznej i prostej odpowiedzi, kiedy kupować i kiedy sprzedawać. Rynki podlegają nieustannym zmianom, pojawiają się na nich nowe elementy, reagują na różne informacje, a niekiedy te same informacje są przez nie ignorowane. Spekulacja to cięż- kie zajęcie. Jednakże wiedząc, jak niestały potrafi być rynek oraz że wartość naszej inwestycji może w pewnych okresach zmaleć nawet ponad 50 proc., trudno przejść nad tym do porządku dziennego. Wyobraź sobie, że zainwestowałeś 100 zł i w wyniku bessy straciłeś połowę. Masz teraz 50 zł. Ile musisz zarobić, żeby wrócić do swojego początkowego stanu posiadania? Proste: musisz zarobić 50 zł, czyli 100 proc. z tego, co obecnie posiadasz. Czy zarobienie 100 proc. jest możliwe? Oczywiście. Tylko czy na pewno jest łatwe?              Wiele osób jest zaskoczonych, gdy dowiaduje się, że aby odrobić 10-procentową stratę muszą zyskać 11,1 proc. Przy stracie 20 proc. muszą zarobić 25 proc., żeby znaleźć się w punkcie wyjścia. Im większy spadek wartości portfela, tym bardziej trzeba się natrudzić. Gdy dopuścimy do 60-procentowego spadku, musimy zyskać aż 150 proc., żeby przywrócić wcześniejszy stan posiadania. Ta wiedza pozwala zrozumieć, że nie należy dopuszczać do zbyt wielkich strat, bo trudno będzie je odrobić. Doświadczeni inwestorzy ustalają przed każdą transakcją plan działania, któ- ry umożliwia im sprawne podjęcie decyzji, kiedy zamknąć nieudaną inwestycję. Są to często bardzo wyrafinowane strategie, a ich szczegóły zależą od stylu działania, od rynków, na jakich się inwestuje i wielu innych czynników. Korzystając z funduszy, czyli z założenia wiążąc się z nimi długoterminowo i raczej biernie, należy również mieć na uwadze tę prostą prawdę — musisz zarobić więcej niż straciłeś, żeby wrócić do wcześniejszego punktu.
   Wiemy z historii, że fundusze akcji potrafią stracić ponad 50 proc. Jeśli wszystkie nasze pieniądze zainwestujemy w taki rodzaj funduszu i nie będziemy mieli planu działania na wypadek niekorzystnych zdarzeń, może się okazać, że czekają nas długie lata, zanim zarobimy nasze 100 proc., żeby odzyskać zainwestowane na początku pieniądze (lub to, co fundusz już wcześniej dla nas zarobił). Warto więc być przygotowanym i mieć swój plan. Nie namawiam do prognozowania, co się zdarzy na rynkach w przyszłości, raczej do reagowania na to, co się na bieżąco na nich dzieje. Zaproponuję bardzo prostą strategię, na podstawie której nie będziesz musiał śledzić doniesień rynkowych, zastanawiać się, czy gospodarka ma się dobrze, czy rynki akcji będą spadały czy rosły. Wystarczy jedynie śledzić własny portfel. Metoda ta w wersji podanej przeze mnie dotyczy raczej jednorazowej inwestycji niż systematycznych wpłat. Dzięki prostym obliczeniom wiemy, że obszar strat 15-20 proc. to właściwie ostatni poziom, przy którym, żeby odzyskać nasze pieniądze, musimy zarobić prawie tyle, ile stracili- śmy. Przy czym odrobienie 18 czy 25 proc. na rynku funduszy akcji jest nieco prostsze i trwa krócej niż zyskanie 100 proc. lub więcej.
   Obszar 15-20-procentowej straty możemy wyznaczyć jako granicę naszej tolerancji dla spadków. Jeśli w przyszłości zainteresujesz się inwestowaniem w akcje bezpośrednio na giełdzie, na pewno spotkasz się z określeniem „poziom stop” lub „poziom ochrony” inwestycji. Ta granica to moment, w którym należy zamknąć inwestycję, akceptując dotychczasowe straty. Ma to na celu zapobieżenie jeszcze większym stratom. Nie wiemy, czy rynek dalej będzie spadał. Jeśli tak się nie stanie— trudno. Popełniliśmy błąd. Ale jeśli mieliśmy rację, ochronimy nasze pieniądze przed zbyt wielkim spadkiem wartości. Osobom początkującym bardzo trudno zaakceptować takie działania. Przyznanie się do błędu wiele osób traktuje jako dowód na własną nieudolność czy wręcz głupotę. Nie ma nic bardziej mylnego. Potraktuj to jako jedną z wielu nieudanych prób na drodze do sukcesu. Znany trener wielu inwestorów, Van Tharp, przyrównuje straty i zyski na rynkach do procesu oddychania. Nie da się oddychać, biorąc wyłącznie wdech. Musisz również wydychać. Inwestycja w fundusze powinna być długoterminowa, dlatego nie zalecam reagowania na codzienne zmiany jednostek. Wystarczy zerknąć raz na tydzień, a czasem raz na miesiąc.

GRZEGORZ ZALEWSKI
ekspert Domu Maklerskiego
Banku Ochrony Środowiska

Fragment e-booka „Inwestuj w fundusze — to prostsze niż myślisz” E-book do pobrania na stronie inwestujwfundusze.bossafund.pl