Na giełdzie istnieją spółki różnej maści – wzrostowe, dywidendowe, defensywne, „value”, cykliczne, groszowe lub w restrukturyzacji. Wybór jest duży, ale morał z tej wyliczanki jest inny: nie wystarczy kupić akcji, trzeba wiedzieć jakie.
Z Andrzejem Lisem, zarządzającym Rockbridge TFI, postaramy się wyjaśnić każdą z tych kategorii, podamy też konkretne przykłady. Sam specjalista nie ukrywa, że jest wielkim zwolennikiem dywersyfikacji i lubi trzymać różnego rodzaju spółki w portfelu – od wzrostowych obiecujące ogromne zyski, po spółki typu „value”, czyli przynoszące wartość i wypłacające dywidendę. Nie stroni też od spółek defensywnych, które regularne osiągają zyski bez względu na to, czy gospodarka rośnie, czy maleje.
Każdy z Was pewnie słyszał o cyklach gospodarczych - najpierw gospodarka się rozpędza, popyt rośnie, co ostatecznie kończy się wzrostem cen. Gdy inflacja rośnie za mocno, bank centralny podnosi stopy procentowe i wywołuje spowolnienie gospodarcze, a nawet recesję. Później koszt pieniądza spada, a aktywność gospodarcza wzrasta.
Zrozumienie, na którym etapie cyklu jesteśmy jest równie ważne, co wybór spółki – przekonuje mnie Andrzej Lis. W teorii brzmi to łatwo, w praktyce różnie z tym bywa. Dlatego porozmawiamy też o spółkach cyklicznych, które przeważają w składzie indeksu WIG i jak on wpływa na atrakcyjność naszej giełdy.
