Jakość życia chorych zależy od ministra zdrowia

Rozmawiała Małgorzata Konaszczuk
opublikowano: 14-11-2014, 00:00

Mimo ogromnego postępu w terapii cukrzycy typu 2, polscy pacjenci są od 30 lat leczeni tymi samymi lekami.

ROZMOWA Z PROF. DR. HAB. N. MED. LESZKIEM CZUPRYNIAKIEM, PREZESEM POLSKIEGO TOWARZYSTWA DIABETOLOGICZNEGO

W jaki sposób można przesunąć w czasie leczenie insuliną chorych na cukrzycę oraz zapobiec jej powikłaniom?

Oczywistością w diabetologii jest twierdzenie, że utrzymywanie dobrej kontroli glikemii od chwili rozpoznania cukrzycy skutecznie chroni naczynia krwionośne i pozwala uniknąć przewlekłych powikłań. Kluczowe jest jednak stwierdzenie „od chwili rozpoznania cukrzycy”, jeżeli bowiem zaczniemy intensywnie obniżać glikemię u osoby z wieloletnią chorobą i już rozwiniętymi powikłaniami naczyniowymi (np. po zawale serca czy udarze mózgu), wówczas korzyści w postaci zmniejszenia ryzyka zgonu są niewielkie, a nawet można w ten sposób pacjentom zaszkodzić. To powoduje, że nowoczesna diabetologia zakłada daleko posuniętą indywidualizację strategii i celów leczenia w cukrzycy. Od początku stosowane dobre leczenie, redukcja masy ciała i zwiększenie aktywności fizycznej pozwolą wydłużyć ten okres choroby, w którym nie jest konieczne leczenie insuliną. Szczególnie korzystne jest tu działanie leków inkretynowych, nadal bardzo drogich dla pacjentów w Polsce.

Jak oceniłby pan poziom leczenia chorych na cukrzycę w Polsce w porównaniu z innymi krajami europejskimi?

W Polsce istnieją drastyczne różnice między jakością leczenia chorych na cukrzycę typu 1 (główne dzieci i młodzieży) i chorych na cukrzycę typu 2. Pacjenci z cukrzycą typu 1, zwłaszcza w wieku poniżej 26 lat, mają dostęp do refundowanych osobistych pomp insulinowych, obecnie najbardziej nowoczesnej, ale i kosztownej metody insulinoterapii. Od niedawna też dla wszystkich osób korzystających z pomp do podskórnego wlewu insuliny wprowadzono refundację osprzętu, czyli wkłuć itp. Dzięki tak prowadzonej polityce zdrowotnej około 80 proc. dzieci i młodzieżyz cukrzycą typu 1 (ich liczba nie przekracza 20 tys.) otrzymuje obecnie terapię pompową. To oczywiście cieszy, chociaż pojawiają się też pytania: czy w świetle wielu niedoborów finansowych w ochronie zdrowia stać nas na tak wysoki poziom terapii. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja wielosettysięcznej grupy dorosłych chorych na cukrzycę typu 2. W 2005 r. wprowadzono do leczenia tych chorych leki inkretynowe, stanowiące niewątpliwie przełom w farmakoterapii. Po niemal dziesięciu latach ich obecności na rynku i bardzo dynamicznym rozwoju tego obszaru terapeutycznego żaden z leków tej grupy nie doczekał się w Polsce choćby minimalnej refundacji. W ostatnich 3 latach wprowadzono kolejne grupy leków na cukrzycę typu 2 — inhibitory SGLT-2 (gliflozyny), ultradługo działające insuliny, pojawił się generyczny pioglitazon. Doczekaliśmy jednak czasów, kiedy to większość leków przeciwcukrzycowych jest w naszym kraju nierefundowana. To kuriozum w skali europejskiej, bo w wielu krajach leki na choroby przewlekłe (np. w pogrążonej w kryzysie Irlandii) są niemal bezpłatne, gdyż wiadomo, że systematyczne leczenie stanów przewlekłych pozwala uniknąć ich powikłań, hospitalizacji itp. A zatem postęp w terapii cukrzycytypu 2 jest ogromny, ale „nasza chata z kraja” i podążamy własną — jak to już kiedyś było — drogą do socjalizmu, czyli ogólnej szczęśliwości, stosując niezmiennie te same leki od 30- 40 lat.

Czy Polska jest jedynym krajem w Europie, który nie refunduje leków inkretynowych?

O lekach inkretynowych, a także inhibitorach DPP-4 (gliptynach) już nam się nie chce pisać ani mówić. Wszystkie argumenty były przez środowisko diabetologiczne przytaczane wielokrotnie, pozytywnie o tych lekach wypowiedziała się także wiele razy AOTM. Są to skuteczne środki doustne, pozbawione typowych dla leków tradycyjnych działań niepożądanych, tzn. nie wywołują hipoglikemii, bólów brzucha, przyrostu masy ciała. W Danii i Finlandii, ale także w krajach południowej Europy 30-40 proc. chorych z cukrzycą typu 2 jest leczonych gliptynami. Najnowsze dane prezentowane w tym roku na zjazdach ADA i EASD wskazują, że stosowanie tych leków już po 4 latach pozwala w sposób znamienny statystycznie odsunąć w czasie konieczność rozpoczynania insulinoterapii. Czy to nie dość argumentów? Ministerstwo Zdrowia po prostu musi chcieć podjąć działania dla poprawy jakości leczenia chorych na cukrzycę typu 2. Póki nie zechce, póty nic się nie zmieni.

Jakie są konsekwencje tego stanu rzeczy dla polskich pacjentów?

Chorzy są leczeni tradycyjnie, czyli metforminą i pochodnymi sulfonylomocznika, a następnie stosunkowo wcześnie rozpoczynają insulinoterapię. To leczenie oczywiście także pozwala kontrolować metabolicznie cukrzycę, ale przy określonych kosztach ze strony pacjenta (niedocukrzenia, przyrost masy ciała, trudności w osiąganiu pożądanego wyrównania glikemii spowodowane lękiem przed hipoglikemią — ten problem dotyczy wielu chorych leczonych insuliną), a także budżetu NFZ, bo insulinoterapia jest bardzo kosztowną metodą leczenia. Opierając się na argumentach czysto merytorycznych, nie da się uzasadnić tak prowadzonej polityki zdrowotnej w zakresie diabetologii. Argumentów niemerytorycznych czy politycznych nie ma co przytaczać, gdyż zwykle nie da się z nimi dyskutować, są one bowiem jedynie emanacją interesów określonych osób, a nie mają oparcia w danych naukowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała Małgorzata Konaszczuk

Polecane