Jakubas kusi białoruski Orlen

Paweł Janas
opublikowano: 2011-06-29 00:00

Biznesmen ma już pozwolenia na budowę rurociągu na Wschód i list intencyjny z białoruskim gigantem paliwowym.

Biełorusnieft ma pomóc w imporcie diesla

Biznesmen ma już pozwolenia na budowę rurociągu na Wschód i list intencyjny z białoruskim gigantem paliwowym.

Nabierają rumieńców plany Zbigniewa Jakubasa dotyczące budowy rurociągu paliwowego na Białoruś. Zajmuje się nią Energopol Warszawa z jego grupy Multico.

— Niedawno kupiliśmy od prywatnego inwestora — spółki Polnaftrans trzy rury pod Bugiem wraz z dokumentacją techniczną. Staliśmy się też właścicielami pozwoleń na budowę. Musimy jeszcze zebrać pozostałe zezwolenia, np. na przekroczenie przez rurociąg drogi wojewódzkiej. Wtedy będziemy mogli ruszyć z inwestycją — informuje Adam Świetlicki, prezes Energopolu Warszawa.

To kolejny krok ku budowie rurociągu, o której pisaliśmy w "PB" w kwietniu. Po stronie polskiej będzie miał 11 km długości, po białoruskiej — 700 m i dotrze do bazy paliw w Biernadach.

Potężny partner

Zbigniew Jakubas chce czerpać zyski z opłat za tłoczenie taniego białoruskiego diesla na rynek polski. Transport rurą ma obniżyć koszty importu paliwa, dziś sprowadzanego cysternami kolejowymi. Plany wykraczają poza budowę rurociągu — potrzebny będzie partner dostarczający olej napędowy na polski rynek. Kandydat już jest, i to duży.

— Kilka tygodni temu grupa Energopol Warszawa podpisała w Homlu na Białorusi list intencyjny z firmą Biełorus-nieft o współpracy handlowej przy projekcie. Właściciel Energopolu, firma Multico, również parafował to porozumienie, gwarantując pewność jego realizacji — mówi szef Energopolu Warszawa.

Biełorusnieft to odpowiednik Orlenu, największa firma paliwowa na Białorusi, do której należy 60 proc. stacji paliw. Jeśli uda się z nią zawrzeć umowę, budowa rurociągu ruszy w 2012 r.

Brak obaw

Czy tym planom nie zagrozi postępująca destabilizacja gospodarcza wschodniego sąsiada? Zbigniew Jakubas nie wydaje się zaniepokojony.

— Warunkiem mojego zaangażowania się w projekt jest podpisanie umowy gwarantującej dostawy diesla. Naszym partnerem na pewno będzie Biełorusnieft. I bez względu na to, co się stanie na Białorusi, właściciel tej firmy — niezależnie od tego, kto nim zostanie — będzie musiał się z umowy wywiązać — mówi Zbigniew Jakubas.

Także eksperci nie widzą zagrożenia.

— Mimo przejściowych problemów z produkcją paliw, rafinerie białoruskie będą długoterminowo zainteresowane zwiększaniem eksportu. Tamtejszy rynek nie jest zbyt chłonny, a niskie koszty transportu zachęcają do sprzedaży paliwa na naszym. I nie ma tu znaczenia, czy właścicielem rafinerii na Białorusi pozostanie państwo, czy też np. staną się nim rosyjskie koncerny naftowe — ocenia Wojciech Konończuk, ekspert ds. energetycznych z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Dmuchanie na zimne

Wojciech Konończuk zastanawia się natomiast, czy nie powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy podobną inwestycję zablokował resort skarbu. Wtedy rurociąg na Białoruś chciał budować państwowy Operator Logistyczny Paliw Płynnych (OLPP), co ciekawe, także z Energopolem. Powodem blokady było rzekome zagrożenie interesów państwowych rafinerii Orlenu i Lotosu. Teraz w grze jest co prawda firma prywatna, ale jej menedżerowie dmuchają na zimne i uspokajają, że krajowym rafineriom import nie zagrozi.

— Obecnie nasz kraj zużywa ponad 12 mln ton diesla rocznie. Z Białorusi mogłoby trafiać na polski rynek 500- -700 tys. ton. Wprawdzie polskie rafinerie zwiększyły ostatnio produkcję oleju napędowego, jednak rosnące zużycie sprawi, że za kilka lat i tak może grozić nam deficyt tego paliwa — zaznacza Adam Świetlicki.