Producent obrabiarek chce w lutym wskoczyć na giełdę. Miał to zrobić pół roku temu, ale czekał na poprawę koniunktury.
Lada moment powinien zostać zatwierdzony prospekt emisyjny Jaromy, producenta obrabiarek do drewna. Pierwotnie spółka z Jarocina planowała ofertę w okolicach ostatnich wakacji. Z powodu pogorszenia nastrojów przesunięto plany.
— Chcieliśmy przeczekać kiepski okres, a okazuje się, że jest jeszcze gorzej. Spóźniliśmy się — przyznaje Lesław Pałosz, wiceprezes Jaromy.
W firmie są gotowi na ofertę. Spółka zaczęła m.in. kampanię reklamową.
— To nie jest dobry moment na debiut giełdowy. Teoretycznie po zatwierdzeniu prospektu mamy sześć miesięcy na ofertę. Możemy czekać. Ale na razie założenie jest takie, że przeprowadzimy ją w lutym. Mamy nadzieję, że nastroje się poprawią — mowi Lesław Pałosz.
Spółka ogranicza swoje apetyty kapitałowe. Zaczęło się od 20 mln zł, potem było o 13-15 mln zł, a teraz wiceprezes mówi już o dolnej granicy tych widełek. Mimo że fundamentalnie spółka ma się bardzo dobrze.
— Zamówień napływa bardzo dużo — zapewnia Lesław Pałosz.
Potwierdzają to wyniki. Sprzedaż i zyski wzrosły w 2007 r. o jedną trzecią, odpowiednio do 40 mln zł i 2 mln zł. Jeszcze lepsze są szacunki na 2008 r. Przychody mają się zwiększyć o 20 proc., a zyski — o 75 proc. Dzięki inwestycjom — choć będą skromniejsze z racji mniejszych wpływów z emisji — firma chciała zwiększyć moce produkcyjne i przejmować rywali. Ale w obecnej sytuacji ograniczy się do zwiększenia mocy.
96 proc. Jaromy kontroluje wadowicki Datex.