Jasiński: Musimy zmienić zasady prywatyzacji

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2006-03-02 08:55

Musimy zmienić zasady prywatyzacji i egzekwować od inwestorów wykonywanie zobowiązań prywatyzacyjnych - mówi w wywiadzie dla PAP minister skarbu Wojciech Jasiński. Jak zapowiada, chce prowadzić prywatyzację w sposób przejrzysty, najchętniej - przez giełdę. Niewyklucza też spotkania w przyszłym tygodniu z prezesem UniCredito Alessandro Profumo.

Musimy zmienić zasady prywatyzacji i egzekwować od inwestorów wykonywanie zobowiązań prywatyzacyjnych - mówi w wywiadzie dla PAP minister skarbu Wojciech Jasiński. Jak zapowiada, chce prowadzić prywatyzację w sposób przejrzysty, najchętniej - przez giełdę. Niewyklucza też spotkania w przyszłym tygodniu z prezesem UniCredito Alessandro Profumo.

Poniżej pełny tekst wywiadu z ministrem skarbu Wojciechem Jasińskim.

PAP: Rząd zapowiadał, że takie spółki, jak KGHM, sieci przesyłowe, BOŚ, czy PKN Orlen w dużej części mają pozostać pod kontrolą państwową. Co jeszcze na pewno nie będzie prywatyzowane?

Wojciech Jasiński: Z pewnością rurociągi, Bank Gospodarstwa Krajowego, Totalizator Sportowy, Lasy Państwowe, na razie także górnictwo węgla kamiennego, którego możliwości prywatyzacji dziś nie widzę, także Polskie Radio, TVP...

Następna grupa to ok. 20 firm, nad którymi dominującą kontrolę musi mieć Skarb Państwa. To np. KGHM, w którym trzeba zachować dotychczasowe udziały. Dotyczy to również PKO BP, PKN Orlen, PERN-u, Naftoport-u.

PAP: A jeśli chodzi o Grupę Lotos?

W.J.: Jest dziś za wcześnie, by o tym mówić. Na razie nad tym się nie zastanawiam. Niektórzy przypisują mi chęć połączenia Lotosu z PKN Orlen. Natomiast ja powtarzam, że istnieje w ogóle problem przystosowania się polskiego przemysłu petrochemicznego do konkurencji na otwartym rynku. Są tacy, którzy mówią, że obie te firmy powinny konkurować. Sądzę jednak, że i tak będą miały z kim konkurować.

Proszę zwrócić uwagę na sukces rządu: od dawna nie było tak niskich cen paliw. Moim zdaniem, można na nie wpływać, np. poprzez stawki akcyzy. Ponadto trzeba też mieć świadomość regulacji istniejących w gospodarce Unii Europejskiej i stwarzać naszym firmom warunki do konkurencji. 

Jestem ministrem Skarbu Państwa, a minister skarbu nie jest ministrem prywatyzacji i musi się podporządkowywać polityce gospodarczej rządu. Musi też mieć świadomość politycznych uwarunkowań, a jak wiadomo - Sejm nie jest entuzjastą prywatyzacji.

PAP: W takim razie, skąd będzie pochodzić 5,5 mld zł przychodów zaplanowanych z prywatyzacji zapisanych w ustawie budżetowej? Wiadomo już, że Zespół Elektrowni Dolna Odra (ZEDO) nie będzie prywatyzowany. Zostaje Elektrownia Kozienice. Jakie większe prywatyzacje mogą jeszcze zostać przeprowadzone? Mówił Pan w jednym z wywiadów, że rozmawiał Pan o tym z premierem.

W.J.: Są pewne możliwości, o których na razie nie będę wspominać. Zresztą najczęściej przychody z prywatyzacji są inne niż zapisane.

Proszę zwrócić uwagę, że cały Sejm odrzucił informację ministra skarbu o prywatyzacji ZEDO. Widocznie nie ma woli politycznej, by tę prywatyzację przeprowadzić, a skoro tak, to trzeba zdawać sobie sprawę, że sytuacja radykalnie się zmienia. Decyzja w sprawie ZEDO nie jest ostateczna. Jednak nie można wystawiać tej firmy na sprzedaż inwestorowi, o którym nie do końca wiadomo, kto jest jego właścicielem (ze względu na możliwość przejęcia hiszpańskiej Endesy, wybranej jako inwestor dla ZEDO przez niemiecki E.ON - PAP).

Premier mówił już, że możliwe jest wniesienie Zespołu Elektrowni Dolna Odra do jednej z grup energetycznych. Chcielibyśmy te grupy skierować na giełdę. Zresztą giełda jest mi najbliższa jako najbardziej przejrzysty sposób prywatyzacji.

Sądzę, że w ciągu tygodnia-dwóch zapadną ostateczne decyzje rządu w sprawie sektora elektroenergetycznego. Pozostaje wciąż sprawa rozwiązania problemu kontraktów długoterminowych. W poprzedniej kadencji pojawił się projekt ustawy zakładający obciążenie podatników kwotą 23 mld zł za rozwiązanie kontraktów długoterminowych w energetyce, a to jest nie do przyjęcia.

Rynek energetyczny jest konsolidowany w całej Europie. Nie można przyjmować, że jest to właściwe rozwiązanie tylko w innych krajach, natomiast nie w Polsce.

Proszę popatrzeć na sektor bankowy. W tym sektorze w Polsce większość kapitału to kapitał zagraniczny. Tymczasem w Niemczech wiele banków jest pod kontrolą krajów związkowych. Dobrze byłoby, gdyby w Polsce działał bank, który wspomaga zamierzenia gospodarcze rządu, np. BOŚ.

PAP: Wracając do przychodów z prywatyzacji - te pieniądze są potrzebne nie tylko po to, żeby wykonać plan budżetowy. Jest też problem reform podatkowych, na które nie ma pieniędzy w budżecie, zwiększonych wydatków na cele socjalne, funduszy emerytalnych, które powinny mieć co kupować na warszawskiej giełdzie.

W.J.: Musimy zmienić zasady prywatyzacji i egzekwować od inwestorów wykonywanie zobowiązań prywatyzacyjnych. Trzeba zdawać sobie sprawę, że niechęć do prywatyzacji jest pewnym faktem politycznym. To determinuje dalsze kroki. Przez 16 lat nie wytłumaczono, że prywatyzacja jest z korzyścią dla gospodarki. Nie można uznać za burzliwy średnioroczny wzrost gospodarczy na poziomie 3,5 proc. w tym okresie.

PAP: Co zatem zostanie sprzedane w tym roku?

W.J.: To, co będzie można sprzedać w sposób przejrzysty, uczciwy.

PAP: Skoro woli Pan prywatyzację przez giełdę, to czy można się spodziewać w drugiej połowie roku większej liczby ofert publicznych?

W.J.: Nie chcę przedstawiać konkretnych projektów. Zrobimy wszystko, co jest możliwe, by były nowe oferty publiczne.

PAP: A sprzedaż "Ruchu", którego prospekt znajduje się już w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd?

W.J.: Tu się nic nie zmieniło. Nie mam nic przeciwko, by ta oferta doszła do skutku. Nie jest w strategicznym interesie państwa utrzymanie kontroli nad "Ruchem".

PAP: Co z dywidendą od spółek, w których Skarb Państwa ma udziały? Powiedział Pan podczas posiedzenia sejmowej komisji skarbu, że dochody uzyskiwane przez dobre spółki nie powinny służyć tylko tym spółkom, lecz także spółkom gorszym...

W.J.: Powinny służyć właścicielowi, czyli Skarbowi Państwa. Środki te powinny finansować cele, na które wydawane są publiczne pieniądze. Nie chodzi przecież o proste wspomaganie innych podmiotów. Nie chcę zabrać praw do akcji pracownikom dużych spółek, już sprywatyzowanych. Proszę jednak zwrócić uwagę, że takie spółki, jak Telekomunikacja Polska, z monopolistyczną pozycją, korzystają z podwyżek cen, za które płacą klienci.

PAP: Czy to znaczy, że polityka dywidendowa będzie aktywna?

W.J.: To jest zasadne, ponieważ część dużych zysków nie jest pochodną umiejętności zarządów, ale pewnego splotu okoliczności. Na przykład wysokie ceny ropy służą wysokim zyskom PKN Orlen. Jaki jest racjonalny powód, żeby tego nie zmienić? Nie ukrywam też, że mój niepokój budzą wysokie pensje zarządów. 

PAP: 6 marca Rada Nadzorcza PKN Orlen będzie oceniać realizację celów biznesowych. Czy w związku z tym tego dnia przedstawiciel Skarbu Państwa będzie proponować zmiany w zarządzie spółki?

W.J.: Dziś jest za wcześnie, by o tym mówić.

PAP: Czy jest Pan zadowolony z pracy zarządu Lotosu?

W.J.: Spotkałem się z panem prezesem Pawłem Olechnowiczem i nie zapowiedziałem mu, żeby się szykował do odejścia.

PAP: Czy w przyszłym tygodniu spotka się Pan z prezesem UniCredito Alessandro Profumo, gdy będzie on przebywał w Warszawie?

W.J.: Nie mam dziś w kalendarzu takiego spotkania. Natomiast nie wykluczam go, jeśli będzie taka potrzeba... Na razie UniCredito nawet nie zwróciło się z prośbą o spotkanie. Oczekujemy przede wszystkim wykonania umowy prywatyzacyjnej.

PAP: Co zrobi Ministerstwo Skarbu Państwa, jeśli 8 marca Komisja Nadzoru Bankowego zgodzi się na przyznanie UniCredito prawa wykonywania głosu z posiadanych akcji BPH? Czy decyzje w resorcie skarbu mogą zapaść od razu po posiedzeniu KNB?

W.J.: Zrobimy to, co będzie niezbędne dla obrony polskich interesów. Polecam przeczytanie ustaw. Nie mogę zdradzać naszej strategii. 8 marca być może spotkamy się w gronie kierownictwa ministerstwa skarbu i będziemy omawiać pewne kwestie. Tu jednak nie można być w gorącej wodzie kąpanym.

PAP: A czy pojawiają się zainteresowani odkupieniem BPH?

W.J.: Raczej dowiadujemy się o tym z prasy.

PAP: Jeśli chodzi o PZU premier mówił, że chciałby w tym roku zakończyć sprawę konfliktu z Eureko. Na razie nic nie wskazuje, by ten konflikt się kończył.

W.J.: Ten konflikt trwa. Ze strony Eureko nie ma żadnych sygnałów, żadnych nowych propozycji. Do ministerstwa wiceprezes Eureko przysłał grzecznościowe pismo, ale ja wolałbym propozycje rozwiązania konfliktu. Czy to jest sytuacja patowa, czy też nowa strategia - trudno powiedzieć. Jeśli się pojawią jakieś możliwości po stronie polskiej, które ministerstwo będzie mogło wykorzystać, to wówczas je rozważymy.

PAP: Nie składa Pan wniosku do sądu o unieważnienie umowy prywatyzacyjnej PZU?

W.J.: Obecnie przygotowujemy odpowiedź na dezyderat sejmowej komisji skarbu w tej sprawie.

PAP: Czy w ministerstwie trwają prace nad utworzeniem grupy finansowej na bazie PKO BP, PZU i BPH? Takie spekulacje pojawiały się w prasie.

W.J.: Nawet jeśli byłoby mi to bliskie, to muszę się poruszać w pewnej określonej rzeczywistości. Najpierw trzeba rozwiązać spory związane z PZU.

PAP: Co dalej z Giełdą Papierów Wartościowych i jej prywatyzacją? Gdy tworzono giełdę w 1991 roku zakładano, że powinna zostać sprywatyzowana w ciągu dwóch lat. Od kilkunastu miesięcy toczy się dyskusja nad formą jej prywatyzacji. Obecnie do Skarbu Państwa należy 98,80 proc. udziału w kapitale zakładowym GPW

W.J.: Giełda finansuje gospodarkę, jest jej bardzo ważnym elementem, ale przyznam, że nie bardzo podobają mi się propozycje przejęcia polskiej giełdy przez inną. Oczekiwałbym przedstawienia przez zarząd GPW własnych propozycji.

PAP: Prezes Giełdy Wiesław Rozłucki wspominał o koncepcji, by to np. fundacja rynku kapitałowego przejęła akcje giełdy. Mówiło się też o częściowej ofercie publicznej akcji GPW. Czy jest to propozycja do rozważenia?

W.J.: Uważam, że jest możliwa taka sytuacja, iż główne decyzje o tym, co się dzieje na polskim rynku finansowym, zapadają w Warszawie. Mamy takie szanse i powinniśmy je wykorzystać. To jednak przedwczesny etap, by mówić o szczegółach. Chciałbym, aby propozycje przedstawił zarząd GPW.

PAP: Czy będzie Pan zmieniał zarząd Giełdy?

W.J.: To należy do moich prerogatyw jako ministra skarbu, z których nie muszę korzystać. Odpowiadam jednak także za to, by Giełda się rozwijała.

PAP: Prezes Rozłucki nie gwarantuje rozwoju?

W.J.: Wolałbym, żeby program rozwoju był aktywny.

Anna Lach