JBB wykroi sobie nowy rynek

Wyspecjalizowany w wędlinach mięsny gigant bierze się za rozbiór mięsa wieprzowego.

O unikającym rozgłosu przetwórcy mięsa wieprzowego — JBB i jego właścicielach, rodzinie Bałdyga, z miejscowości Łyse w woj. mazowieckim, zrobiło się głośno w 2009 r., gdy spaliły się hale produkcyjne, magazyny, chłodnie i zaplecze biurowe, a straty szacowano na 1 mld zł. Mięsny gigant dość szybko odrodził się jak feniks z popiołów, a przekonany o swojej sile chce się pojawić w trudnej mięsnej kategorii — mięsie wieprzowym. — Kończymy budowę drugiego zakładu w sąsiedniej miejscowości. W kwietniu pojawi się tam pierwsza linia produkcyjna. Zakład będzie zajmował się rozbiorem mięsa wieprzowego — mówi Ewa Mielnicka, rzecznik JBB Zakładu Przetwórstwa Mięsnego. Nie chce ujawnić wielkości nakładów inwestycyjnych.

Podaje, że w zatrudnienie w fabryce znajdzie 100 osób. Obecnie JBB zatrudnia 1,3 tys. pracowników.

— Jesteśmy znani z wędlin. Mięso to nowy dla nas rynek, któremu będziemy się przyglądać. Dlatego na razie nie podajemy, ile będziemy w stanie wyprodukować w nowym zakładzie — ucina Ewa Mielnicka.

Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso, uważa, że to dobry ruch.

— Zmniejsza się sprzedaż wędlin na korzyść mięsa. Konsumenci jedzą mniej kanapek, częściej chodzą do restauracji, a półka z daniami gotowymi w sklepach jest coraz szersza. To ogólnoświatowa tendencja — komentuje Witold Choiński.

Wieprzowina przeżywa jednak ostatnio ciężkie chwile. Rolnicy narzekają na niskie ceny skupu, które nie pokrywają kosztów produkcji. Wielu przetwórców deklarowało, że handel wieprzowiną to przerzucanie towaru, a nie zarabianie. Surowca w całej UE było tak dużo, że od stycznia wprowadzono dopłaty do jej prywatnego magazynowania, by zdjąć nadwyżki z rynku. Spadek cen pobudził jednak konsumpcję. W zeszłym roku, jak podają eksperci Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, zjedliśmy średnio 40 kg na głowę, czyli o 0,9 kg więcej niż rok wcześniej. W tym roku spodziewają się jednak zmniejszenia konsumpcji do około 39 kg.

— Rynek jest obecnie trudny, ale nasz właściciel nie raz udowodnił, że potrafi się odnaleźć w różnych czasach. Najlepszym przykładem jest odbudowa organizacji po pożarze. Czujemy się silni — deklaruje Ewa Mielnicka. W feralnym 2009 r. przychody spadły z 757 do 442 mln zł (dane Bisnode), zatrudnienie spadło. Biznes szybko zaczął jednak wychodzić na prostą — już w 2011 r. widać było wyraźne odbicie (do blisko 642 mln zł), by w 2014 r. wrócić do dawnego poziomu, czyli ponad 700 mln zł. W pierwszym zakładzie, specjalizującym się w wędlinach, JBB produkuje około 300 ton dziennie. To plasujezakład w ścisłej czołówce. Dla porównania — wieprzowy potentat Piero Pini, właściciel największej ubojni trzody chlewnej w Polsce, uruchomił w zeszłym roku zakład przetwórczy z mocami na poziomie 400 ton wędlin dziennie, głównie z wizją podboju zagranicznych rynków. JBB, wręcz przeciwnie, tak w mięsie jak i wędlinach, chce się skupiać przede wszystkim na kraju.

— Zależnie od miesiąca eksportujemy do 10 proc. obecnej produkcji, m.in. do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii, Litwy, a od niedawna też do Gruzji i Azerbejdżanu. W przypadku mięsa, przynajmniej na razie, myślimy o Polsce — twierdzi Ewa Mielnicka. JBB obecne jest głównie w kanale tradycyjnym, czyli małych, pojedynczych sklepach. Ma też sieć ponad 200 sklepów patronackich, która przyrasta w tempie kilkudziesięciu sklepów rocznie. Podobnej dynamiki spodziewa się w tym roku. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy