Jeden biznes czasem nie wystarczy

opublikowano: 05-10-2015, 22:00

Własna firma często prowadzi do… następnej. Powodem jest znalezienie niszy, dogłębne rozpoznanie rynku albo chęć sprawdzenia się na nowym polu

Trzy czwarte firm przeżywa pierwszy rok działalności, a mniej niż połowa może świętować trzecie urodziny — wynika z danych GUS. Jednak niektórzy przedsiębiorcy potrafią utrzymać przy życiu dłużej nie tylko jedną działalność. I wcale nie są to weterani stojący na czele największych korporacji, lecz właściciele drobnych biznesów. Wielu z nich po założeniu pierwszej firmy łapie wiatr w żagle i chwilę później startuje z kolejną działalnością. A potem jeszcze jedną.

Jan Miedzybłocki i Vadim d’Erceville mają po dwadzieścia kilka lat i cztery firmy na własność. Wszystkie prowadzą samodzielnie. — W biznesie nikomu nie można ufać pochopnie — twierdzą przedsiębiorcy.
Zobacz więcej

CZTERY FIRMY NA GŁOWIE:

Jan Miedzybłocki i Vadim d’Erceville mają po dwadzieścia kilka lat i cztery firmy na własność. Wszystkie prowadzą samodzielnie. — W biznesie nikomu nie można ufać pochopnie — twierdzą przedsiębiorcy. Marek Wiśniewski

Bariera jednej firmy

— Wraz z nabywaniem doświadczenia w biznesie pewne rzeczy stają się łatwiejsze do zrobienia, wiele działań jest powtarzalnych. Otwieranie kolejnych firm staje się prostsze — tłumaczy Alexander Morari, właściciel trzech firm. Najstarsza z nich, PropertyTalents, działa na rynku od 2011 r. To firma rekrutacyjna, która specjalizuje się w rynku nieruchomości. Zatrudnia cztery osoby. Dwie kolejne Alexander Morari założył na początku tego roku — Synerit, który też rekrutuje, ale w branży IT, oraz ITKeyMedia — firmę medialną oraz portal informacyjny o nowych technologiach po angielsku.

Choć żadna z tych działalności do końca nie wyszła jeszcze z fazy start-upu, ich właściciel już myśli o zakładaniu kolejnych.

— Widzę ogromną niszę w rekrutacjach na poziomie menedżerskim. Chciałbym ruszyć z firmą, która ją zagospodaruje od przyszłego roku — mówi Alexander Morari. Podobnie działa Rafał Agnieszczak, właściciel… dziesięciu firm. Stworzył m.in. Fotka.pl, Szafa.pl, Społeczności.pl, Zszywkę, Miumag, Furgonetka.pl i wiele innych. Biznes prowadzi w zasadzie od zawsze. Przed uruchomieniem wszystkich wspomnianych firm, które działają dzisiaj, też miał drobne działalności. I nie zamierza poprzestawać na tym, co już jest.

— Skończyły się czasy, kiedy pewne było, że jedna firma będzie funkcjonowała przez długie lata. Dzisiaj trzeba umieć wskakiwać na odpowiednie fale. Staram się wykorzystywać nowe możliwości, iść z duchem czasu. Cały czas zakładam nowe biznesy — mówi Rafał Agnieszczak.

Wiele przyczyn

Z innego powodu w więcej działalności zaangażował się Jan Miedzybłocki, razem ze swoim ciotecznym bratem Vadimem d’Erceville.

— Zależało nam na tym, żeby zdywersyfikować źródła dochodu. Jeśli w jednym biznesie coś idzie nie tak, możemy nadrobić drugim — mówi Jan Miedzybłocki.

W tym roku obronił pracę magisterską na wydziale prawa i od trzech lat jest właścicielem Bubble House, firmy sprzedającej koktajle na bazie herbaty, a niedawno uruchomił także spółkę dystrybuującą półprodukty do Bubble Tea, ze wsparciem inkubatora przedsiębiorczości Idea Banku.

— Kiedy już wdrożyliśmy się w rynek bubble tea, to się okazało, że w Polsce jest tylko kilku dystrybutorów półproduktów do takich napojów, którzy w dodatku nie oferują pełnego zakresu towarów. Znaleźliśmy niszę — mówi Jan Miedzybłocki.

W wolnych chwilach pomaga w spółce prowadzonej przez brata wraz ze wspólnikiem, która zajmuje się produkcją filmową, m.in. z dronów o dużym udźwigu kamer profesjonalnych. Vadim d’Erceville oprócz filmowania, które jest jego główną działalnością, oraz Bubble House, gdzie jest wspólnikiem, prowadzi inny biznes — zajmujący się produkcją i dystrybucją zimnych ogni. Michała Zaborowskiego, właściciela dwóch firm, do założenia kolejnej działalności zmobilizowało pragnienie niezależności.

— Firmę Rudy’s Detailing zajmującą się profesjonalną pielęgnacją aut założyłem 7 lat temu. Nie chciałem być jednak zależny od innych dostawców, a ponadto zależało mi na zmniejszeniu kosztów. Dlatego postanowiłem otworzyć również spółkę dystrybucyjną, która dostarczałaby wszystko, co jest niezbędne w detailingu. Przy okazji okazało się, że jest zapotrzebowanie na tego typu produkty. Postanowiłem to wykorzystać — opowiada Michał Zaborowski.

Pesymista nie da rady

Motywy do zakładania wciąż nowych biznesów są różne. Często decyduje pasja, pragnienie mierzenia się z nowymi wyzwaniami, a czasem po prostu przedsiębiorcy chcą spróbować swoich sił na innym polu. Niewątpliwie mają jedną wspólną cechę — są niepoprawnymi optymistami i ani myślą o porażkach.

— Pesymiści na pewno nie poprowadzą kilku firm, bo energia pesymizmu rozchodzi się wśród zespołu i hamuje całą firmę — tłumaczy Alexander Morari. Jego zdaniem, pozytywne podejście do biznesu i do życia jest bardzo ważne w przypadku przedsiębiorców.

— Warto problemy traktować jak wyzwania, a nie kłopoty. Gdybym bał się porażki, to pewnie żadna z firm by nie powstała. Zdaję sobie sprawę z tego, że być może kiedyś przyjdzie moment, w którym trzeba będzie podjąć decyzję, że dalej już nie ma sensu czegoś ciągnąć, ale dzisiaj jestem pełen wiary w każdy z moich biznesów — mówi Alexander Morari.

— Jakie porażki? Po prostu czasem okazuje się, że rynek nie potrzebuje danych produktów czy usług — zwraca uwagę Rafał Agnieszczak. Jego zdaniem, wystarczy zaproponować coś innego.

— Jak biznes nie wyjdzie, to się go zamknie. Żaden problem — wtóruje mu Jan Miedzybłocki.

Optymizm jednak nie wystarczy. Potrzeba też silnego charakteru i odporności na stres.

— Kilka firm to często spore obciążenie psychiczne, kiedy jest dużo zobowiązań, a zdarzają się chwilowe problemy z płynnością finansową. Trzeba wtedy umieć rozmawiać z ludźmi, żeby sprawy nie kończyły się ostrym sporem — mówi Jan Miedzybłocki.

— Przytłacza ilość obowiązków, informacji, decyzji, które trzeba podjąć. Kluczowa jest tutaj umiejętność organizacji oraz sprawnego podejmowania decyzji — twierdzi Rafał Agnieszczak.

— W przypadku prowadzenia wielu firm problemy się dublują. Na szczęście dublują się także sukcesy — zauważa Michał Zaborowski.

Oddać firmę w dobre ręce

Przedsiębiorcy, którzy mają na głowie kilka firm, nie są jednak cudotwórcami. Przyznają, że nie sposób poświęcić wszystkim na tyle dużo uwagi i czasu, żeby rozwijały się w tym samym tempie. Chyba że znajdzie się ktoś, kto je poprowadzi za nich. Alexander Morari co prawda przez parę lat nosił się z zamiarem otwarcia kolejnej firmy — Synerit, ale nie robił tego, dopóki na horyzoncie nie pojawiła się odpowiednia osoba, która mogłaby nią zarządzać.

— Potrzebne były kompetencje z zewnątrz. Nie mógłbym firmować własną twarzą firmy działającej w branży IT, której nie znam dogłębnie. Ja miałem tylko pomysł i wierzę w jej potencjał — mówi Alexander Morari.

Co do trzeciej firmy, ItKeyMedia, nie było nawet pomysłu.

— Tutaj decyzja o otwarciu biznesu została podyktowana faktem, że spotkałem osobę z wysokim potencjałem, która mnie do tego zainspirowała — opowiada Alexander Morari. Zewnętrzni menedżerowie zarządzają też większością firm Rafała Agnieszczaka. Sam nadzoruje bezpośrednio cztery. Ale nie zawsze tak było.

— Każdą działalność rozkręcałem samodzielnie i w każdym przypadku musiałem wyczuć moment, kiedy można było przekazać ją w dobre ręce — mówi Rafał Agnieszczak. W jego przypadku głęboka fascynacja daną branżą nie ma większego znaczenia. Firmę mógłby prowadzić w zasadzie w każdej branży nowych technologii.

— Jestem przedsiębiorcą i umiem zarządzać, potrafię sprawnie poprowadzić te wszystkie rzeczy, które w każdym biznesie są powtarzalne, tak jak finanse czy marketing. Od dogłębnej znajomości tematu są specjaliści, których zatrudniam w każdej firmie — tłumaczy biznesmen. Oddelegowanie obowiązków w inne ręce było też kluczowe dla Michała Zaborowskiego. Dzisiaj firmę Rudy’s prowadzi menedżer, a on może całkowicie poświęcić się GTechniq.

— Myślę, że oddelegowanie części zadań na pewnym etapie jest konieczne. Mógłbym sam prowadzić obie firmy, ale wtedy nie poświęciłbym się w pełni żadnej z nich — przyznaje Michał Zaborowski. Niektórzy nie chcą jednak powierzać przedsiębiorstwa obcym. Jan Międzybłocki i Vadim d’Erceville wszystkie swoje firmy prowadzą samodzielnie.

— W biznesie nikomu nie można ufać pochopnie. W życiu zdarza się przecież, że można się zawieść na bliskich osobach, a co dopiero na podległych pracownikach. Dlatego swoje firmy wolimy prowadzić samodzielnie. Oczywiście nie jesteśmy w stanie poświęcić się każdej z nich w tym samym stopniu. Skupiamy się na głównych działalnościach, pozostałe firmy w efekcie rozwijają się nieco wolniej. Każda firma jednak się rozwija, a im szybciej to się dzieje, tym więcej zaangażowania potrzeba. W związku z tym w pewnym momencie niektóre działalności będziemy musieli zamknąć albo sprzedać — mówi Jan Miedzybłocki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jeden biznes czasem nie wystarczy