Jeden biznes czasem nie wystarczy

Własna firma często prowadzi do… następnej. Powodem jest znalezienie niszy, dogłębne rozpoznanie rynku albo chęć sprawdzenia się na nowym polu

Trzy czwarte firm przeżywa pierwszy rok działalności, a mniej niż połowa może świętować trzecie urodziny — wynika z danych GUS. Jednak niektórzy przedsiębiorcy potrafią utrzymać przy życiu dłużej nie tylko jedną działalność. I wcale nie są to weterani stojący na czele największych korporacji, lecz właściciele drobnych biznesów. Wielu z nich po założeniu pierwszej firmy łapie wiatr w żagle i chwilę później startuje z kolejną działalnością. A potem jeszcze jedną.

CZTERY FIRMY NA GŁOWIE:
Zobacz więcej

CZTERY FIRMY NA GŁOWIE:

Jan Miedzybłocki i Vadim d’Erceville mają po dwadzieścia kilka lat i cztery firmy na własność. Wszystkie prowadzą samodzielnie. — W biznesie nikomu nie można ufać pochopnie — twierdzą przedsiębiorcy. Marek Wiśniewski

Bariera jednej firmy

— Wraz z nabywaniem doświadczenia w biznesie pewne rzeczy stają się łatwiejsze do zrobienia, wiele działań jest powtarzalnych. Otwieranie kolejnych firm staje się prostsze — tłumaczy Alexander Morari, właściciel trzech firm. Najstarsza z nich, PropertyTalents, działa na rynku od 2011 r. To firma rekrutacyjna, która specjalizuje się w rynku nieruchomości. Zatrudnia cztery osoby. Dwie kolejne Alexander Morari założył na początku tego roku — Synerit, który też rekrutuje, ale w branży IT, oraz ITKeyMedia — firmę medialną oraz portal informacyjny o nowych technologiach po angielsku.

Choć żadna z tych działalności do końca nie wyszła jeszcze z fazy start-upu, ich właściciel już myśli o zakładaniu kolejnych.

— Widzę ogromną niszę w rekrutacjach na poziomie menedżerskim. Chciałbym ruszyć z firmą, która ją zagospodaruje od przyszłego roku — mówi Alexander Morari. Podobnie działa Rafał Agnieszczak, właściciel… dziesięciu firm. Stworzył m.in. Fotka.pl, Szafa.pl, Społeczności.pl, Zszywkę, Miumag, Furgonetka.pl i wiele innych. Biznes prowadzi w zasadzie od zawsze. Przed uruchomieniem wszystkich wspomnianych firm, które działają dzisiaj, też miał drobne działalności. I nie zamierza poprzestawać na tym, co już jest.

— Skończyły się czasy, kiedy pewne było, że jedna firma będzie funkcjonowała przez długie lata. Dzisiaj trzeba umieć wskakiwać na odpowiednie fale. Staram się wykorzystywać nowe możliwości, iść z duchem czasu. Cały czas zakładam nowe biznesy — mówi Rafał Agnieszczak.

Wiele przyczyn

Z innego powodu w więcej działalności zaangażował się Jan Miedzybłocki, razem ze swoim ciotecznym bratem Vadimem d’Erceville.

— Zależało nam na tym, żeby zdywersyfikować źródła dochodu. Jeśli w jednym biznesie coś idzie nie tak, możemy nadrobić drugim — mówi Jan Miedzybłocki.

W tym roku obronił pracę magisterską na wydziale prawa i od trzech lat jest właścicielem Bubble House, firmy sprzedającej koktajle na bazie herbaty, a niedawno uruchomił także spółkę dystrybuującą półprodukty do Bubble Tea, ze wsparciem inkubatora przedsiębiorczości Idea Banku.

— Kiedy już wdrożyliśmy się w rynek bubble tea, to się okazało, że w Polsce jest tylko kilku dystrybutorów półproduktów do takich napojów, którzy w dodatku nie oferują pełnego zakresu towarów. Znaleźliśmy niszę — mówi Jan Miedzybłocki.

W wolnych chwilach pomaga w spółce prowadzonej przez brata wraz ze wspólnikiem, która zajmuje się produkcją filmową, m.in. z dronów o dużym udźwigu kamer profesjonalnych. Vadim d’Erceville oprócz filmowania, które jest jego główną działalnością, oraz Bubble House, gdzie jest wspólnikiem, prowadzi inny biznes — zajmujący się produkcją i dystrybucją zimnych ogni. Michała Zaborowskiego, właściciela dwóch firm, do założenia kolejnej działalności zmobilizowało pragnienie niezależności.

— Firmę Rudy’s Detailing zajmującą się profesjonalną pielęgnacją aut założyłem 7 lat temu. Nie chciałem być jednak zależny od innych dostawców, a ponadto zależało mi na zmniejszeniu kosztów. Dlatego postanowiłem otworzyć również spółkę dystrybucyjną, która dostarczałaby wszystko, co jest niezbędne w detailingu. Przy okazji okazało się, że jest zapotrzebowanie na tego typu produkty. Postanowiłem to wykorzystać — opowiada Michał Zaborowski.

Pesymista nie da rady

Motywy do zakładania wciąż nowych biznesów są różne. Często decyduje pasja, pragnienie mierzenia się z nowymi wyzwaniami, a czasem po prostu przedsiębiorcy chcą spróbować swoich sił na innym polu. Niewątpliwie mają jedną wspólną cechę — są niepoprawnymi optymistami i ani myślą o porażkach.

— Pesymiści na pewno nie poprowadzą kilku firm, bo energia pesymizmu rozchodzi się wśród zespołu i hamuje całą firmę — tłumaczy Alexander Morari. Jego zdaniem, pozytywne podejście do biznesu i do życia jest bardzo ważne w przypadku przedsiębiorców.

— Warto problemy traktować jak wyzwania, a nie kłopoty. Gdybym bał się porażki, to pewnie żadna z firm by nie powstała. Zdaję sobie sprawę z tego, że być może kiedyś przyjdzie moment, w którym trzeba będzie podjąć decyzję, że dalej już nie ma sensu czegoś ciągnąć, ale dzisiaj jestem pełen wiary w każdy z moich biznesów — mówi Alexander Morari.

— Jakie porażki? Po prostu czasem okazuje się, że rynek nie potrzebuje danych produktów czy usług — zwraca uwagę Rafał Agnieszczak. Jego zdaniem, wystarczy zaproponować coś innego.

— Jak biznes nie wyjdzie, to się go zamknie. Żaden problem — wtóruje mu Jan Miedzybłocki.

Optymizm jednak nie wystarczy. Potrzeba też silnego charakteru i odporności na stres.

— Kilka firm to często spore obciążenie psychiczne, kiedy jest dużo zobowiązań, a zdarzają się chwilowe problemy z płynnością finansową. Trzeba wtedy umieć rozmawiać z ludźmi, żeby sprawy nie kończyły się ostrym sporem — mówi Jan Miedzybłocki.

— Przytłacza ilość obowiązków, informacji, decyzji, które trzeba podjąć. Kluczowa jest tutaj umiejętność organizacji oraz sprawnego podejmowania decyzji — twierdzi Rafał Agnieszczak.

— W przypadku prowadzenia wielu firm problemy się dublują. Na szczęście dublują się także sukcesy — zauważa Michał Zaborowski.

Oddać firmę w dobre ręce

Przedsiębiorcy, którzy mają na głowie kilka firm, nie są jednak cudotwórcami. Przyznają, że nie sposób poświęcić wszystkim na tyle dużo uwagi i czasu, żeby rozwijały się w tym samym tempie. Chyba że znajdzie się ktoś, kto je poprowadzi za nich. Alexander Morari co prawda przez parę lat nosił się z zamiarem otwarcia kolejnej firmy — Synerit, ale nie robił tego, dopóki na horyzoncie nie pojawiła się odpowiednia osoba, która mogłaby nią zarządzać.

— Potrzebne były kompetencje z zewnątrz. Nie mógłbym firmować własną twarzą firmy działającej w branży IT, której nie znam dogłębnie. Ja miałem tylko pomysł i wierzę w jej potencjał — mówi Alexander Morari.

Co do trzeciej firmy, ItKeyMedia, nie było nawet pomysłu.

— Tutaj decyzja o otwarciu biznesu została podyktowana faktem, że spotkałem osobę z wysokim potencjałem, która mnie do tego zainspirowała — opowiada Alexander Morari. Zewnętrzni menedżerowie zarządzają też większością firm Rafała Agnieszczaka. Sam nadzoruje bezpośrednio cztery. Ale nie zawsze tak było.

— Każdą działalność rozkręcałem samodzielnie i w każdym przypadku musiałem wyczuć moment, kiedy można było przekazać ją w dobre ręce — mówi Rafał Agnieszczak. W jego przypadku głęboka fascynacja daną branżą nie ma większego znaczenia. Firmę mógłby prowadzić w zasadzie w każdej branży nowych technologii.

— Jestem przedsiębiorcą i umiem zarządzać, potrafię sprawnie poprowadzić te wszystkie rzeczy, które w każdym biznesie są powtarzalne, tak jak finanse czy marketing. Od dogłębnej znajomości tematu są specjaliści, których zatrudniam w każdej firmie — tłumaczy biznesmen. Oddelegowanie obowiązków w inne ręce było też kluczowe dla Michała Zaborowskiego. Dzisiaj firmę Rudy’s prowadzi menedżer, a on może całkowicie poświęcić się GTechniq.

— Myślę, że oddelegowanie części zadań na pewnym etapie jest konieczne. Mógłbym sam prowadzić obie firmy, ale wtedy nie poświęciłbym się w pełni żadnej z nich — przyznaje Michał Zaborowski. Niektórzy nie chcą jednak powierzać przedsiębiorstwa obcym. Jan Międzybłocki i Vadim d’Erceville wszystkie swoje firmy prowadzą samodzielnie.

— W biznesie nikomu nie można ufać pochopnie. W życiu zdarza się przecież, że można się zawieść na bliskich osobach, a co dopiero na podległych pracownikach. Dlatego swoje firmy wolimy prowadzić samodzielnie. Oczywiście nie jesteśmy w stanie poświęcić się każdej z nich w tym samym stopniu. Skupiamy się na głównych działalnościach, pozostałe firmy w efekcie rozwijają się nieco wolniej. Każda firma jednak się rozwija, a im szybciej to się dzieje, tym więcej zaangażowania potrzeba. W związku z tym w pewnym momencie niektóre działalności będziemy musieli zamknąć albo sprzedać — mówi Jan Miedzybłocki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jeden biznes czasem nie wystarczy