Jeden formularz zamiast stosu akt

Urszula Zalewska
opublikowano: 2005-12-05 00:00

Być może jest prosty sposób, by pozbyć się stosów dokumentów, które należy złożyć, ubiegając się o dotację.

Najważniejszym postulatem przedstawicieli Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw, która pełni na Mazowszu funkcję Regionalnej Instytucji Finansującej (RIF), jest uelastycznienie systemu. Dotyczy to zarówno ubiegania się o wsparcie, jak i rozliczania projektów.

Z zaliczkami łatwiej

Barierą w sięganiu po unijne dotacje jest niedobór środków na finansowanie projektów. Dużym ułatwieniem dla beneficjentów byłyby zaliczki na poczet realizacji projektów.

— Przedsiębiorca, który realizuje dotowane przedsięwzięcie, musi na początek uruchomić własne, niemałe środki. To szczególnie trudne dla najmniejszych firm. Ogromną pomocą byłyby zaliczki — mówi Stefan Rynowiecki, dyrektor Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw.

W projektach realizowanych ze wsparciem w ramach programu Rozwój Zasobów Ludzkich, firmy szkoleniowe mogą liczyć na 20 proc. dotacji już na początku realizacji.

— To krok w dobrym kierunku. Jednak często to małe firmy, które nie mają wystarczająco dużych rezerw kapitałowych. Zaliczka sięgająca 50 proc. rozwiązałaby wiele problemów — dodaje.

Pełne segregatory

Najważniejszy postulat fundacji dotyczy jednak zwolnienia beneficjentów ze składania niezliczonej ilości dokumentów.

— Wprawdzie skrócono już listę załączników wymaganych przy aplikowaniu o dotację. Ale to wciąż mało. Beneficjenci ubiegający się o wsparcie kolejny raz i tak muszą składać komplet załączników, przedstawiać te same dokumenty. A przecież wystarczyłoby oświadczenie, które byłoby weryfikowane przy podpisywaniu umowy — uważa Stefan Rynowiecki.

Beata Ostrowska, dyrektor mazowieckiego RIF, proponuje, by dokumenty kontrolować tak, jak dzieje się to w urzędach skarbowych.

— Segregatory faktur i potwierdzeń, niezbędnych do rozliczenia projektów, można zastąpić dokumentem podobnym do formularza PIT. Dokumenty, przechowywane przez beneficjentów, podlegałyby kontroli. Takie rozwiązanie znacznie usprawniłoby rozliczanie wykorzystania dotacji — twierdzi Beata Ostrowska.

Oj, ta ustawa

Stefan Rynowiecki dołącza do grona krytyków ustawy o zamówieniach publicznych.

— Paradoksalnie, zgodnie z jej przepisami, to najmniejszy przedsiębiorca ma najwięcej obowiązków związanych z zakupem produktów i usług niezbędnych do realizacji projektu. Kilkuosobowa firma nie jest w stanie obsłużyć i sfinansować procedury przetargowej — mówi Stefan Rynowiecki.

Nie zawsze skutecznym rozwiązaniem jest wynajęcie firmy doradczej.

— Statystyki dowodzą, że nie zawsze koszty wynajęcia takiej firmy przekładają się na powodzenie w wyścigu po dotacje — podkreśla Stefan Rynowiecki.

Zmian wymagają przede wszystkim przepisy pozwalające startującym w przetargach na protesty z przyczyn formalnych.

— Najwięcej pieniędzy trafia do najsłabszych regionów. A przecież lepiej zostaną wykorzystane tam, gdzie potencjał rozwoju firm jest największy — przekonuje Stefan Rynowiecki.

Gdzie jest zatem złoty środek?

— W nowej perspektywie budżetowej rozdzielając środki, warto wziąć pod uwagę dotychczasowy stopień absorpcji wsparcia — podkreśla.

Administracja się uczy

Minister Grażyna Gęsicka zaproponowała przed tygodniem zredukowanie liczby sektorowych programów operacyjnych do trzech — Wielka Infrastruktura, Gospodarka oraz Kapitał Ludzki.

— Popieramy każde uproszczenie systemu, zmianę przepisów, które utrudniają życie beneficjentom. Administracja wciąż się uczy zarządzania unijnymi środkami. Ale zbyt rewolucyjne zmiany mogą wprowadzić zamieszanie. Ważna jest ciągłość i stabilność systemu — uważa Stefan Rynowiecki.