Jeden lud, jedna Rosja - i jeden przywódca

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-04-16 00:00

Już w połowie września 2007 r., gdy wszyscy się zastanawiali, co naprawdę kombinuje prezydent Władimir Putin, wymieniając w fotelu premiera Michaiła Fradkowa na dużo starszego Wiktora Zubkowa — postawiłem nieprawdopodobną wówczas tezę, że kombinuje otóż zostać kanclerzem (patrz wydzierka obok). Wszystkie jego późniejsze ruchy, na czele z namaszczeniem potulnego Dymitra Miedwiediewa na prezydenta, potwierdzają pójście tą ścieżką. Wczoraj Putin wykonał kolejny ważny krok, który podpowiedziało mu doświadczenie podpułkownika KGB — łaskawie objął przewodnictwo partii Jedna Rosja, nie będąc jej członkiem. Ot, sztuczka… Od razu przypomniała mi się kategoria „bezpartyjny bolszewik” — byli to tajni towarzysze, którymi partia WKP(b) czasem posługiwała się dla wykazania pluralizmu (rzadko, ale bywało).

Z punktu widzenia Polski oznacza to, że w twardej polityce Rosji nic się nie zmieni — ani w sprawie gazociągu po dnie Bałtyku, ani tarczy antyrakietowej, ani postrzegania miejsca Ukrainy etc. Biznes zawsze podkreśla, że w sumie najważniejszą cechą polityka jest jego przewidywalność — i tę zaletę Putin na pewno ma. Na szczęście, jako że jest pierwszym moskiewskim przywódcą łączącym stanowisko szefa partii z fotelem premiera — od czasów Nikity Chruszczowa, który okazywał się właśnie nieprzewidywalny.

Na forum międzynarodowym premier Putin otrzymuje na dobry początek potężne wsparcie z twardego jądra Unii Europejskiej i NATO dzięki powrotowi do rządów Silvio Berlusconiego. Obaj politycy żyją bardzo blisko prywatnie — w tym tygodniu Władimir wpadnie z gratulacjami do Silvio na Sardynię — co symbolicznie zaowocowało podczas moskiewskich obchodów 60-lecia zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej uhonorowaniem „antyfaszystów włoskich”. O Polakach nie było wtedy choćby słowa — i za premierostwa Putina się go nie doczekamy.

Jacek Zalewski