Jako państwowe narzędzie dialogu społecznego zastąpiła upadłą Trójstronną Komisję ds. Społeczno-Gospodarczych. Niestety, w praktyce tzw. dobrej zmiany została szybko sprowadzona przez PiS do poziomu poprzedniczki, która się wewnętrznie rozleciała. RDS coraz bardziej przypomina karykaturę szczytnej idei z 2015 r., albowiem władcy pozbawili ją realnego wpływu na akty prawne. Rząd gra wybiórczo – a w perspektywie zbliżającego się końca kadencji już wprost wyborczo – tylko na jednego udziałowca RDS, najbliższego obecnym władcom ideologicznie i politycznie, czyli NSZZ Solidarność. Przewodniczący Piotr Duda samozwańczo pozycjonuje się na jedynego reprezentanta całej strony społecznej, zaś premier Mateusz Morawiecki ustalił w cztery oczy z tym samozwańcem np. bardzo ważną wysokość płacy minimalnej na 2023 r.
Pozostali członkowie państwowego organu oczywiście nie godzą się z demonstracyjnym lekceważeniem, ale nic nie mogą zrobić. W trójkącie RDS oba boki społeczne – trzecim jest rządowy – na posiedzeniu plenarnym są 24-osobowe. Biznesowy obsadza aż… sześć organizacji, czyli zdecydowanie za dużo, takie rozbicie ma skutki fatalne dla i tak minimalnej skuteczności pilnowania interesów przedsiębiorców, zwłaszcza małych i mikro. Każda organizacja wystawia czwórkę delegatów: Związek Rzemiosła Polskiego, Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, Konfederacja Lewiatan, Business Centre Club (BCC), Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPiP), Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP). Listę podałem w kolejności wchodzenia organizacji do Komisji Trójstronnej, a potem RDS. Co ważne, dołączanie kolejnych wywoływało wielką niechęć już zasiadających. Historycznie najpierw Pracodawcy RP nie uznawali Lewiatana (obie rywalizujące konfederacje nosiły wtedy inne nazwy, KPP i PKPP), potem Lewiatan kwestionował dołączenie BCC, a nie tak dawno wszyscy razem otaczali ostracyzmem ZPiP. Stosunkowo niekonfliktowo przeszło sądowe potwierdzenie uprawnień oraz dołączenie podmiotu najmłodszego, czyli FPP. Mniej rozbity jest 24-osobowy bok związkowy, obsadzony przez trzy centrale, każda deleguje ósemkę reprezentantów: Solidarność, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Forum Związków Zawodowych.

Długość ławki w RDS jest stała, zatem każdy nowy dosiada się z frazą „posuń no się trochę stary” z „Ballady o cysorzu”. W tym kontekście ciekawa jest najnowsza inicjatywa FPP oraz Krajowej Izby Gospodarczej (KIG) pod hasłem „Organizacje przedsiębiorców łączą siły”. KIG to potęga, ale ustawowo skonstruowana jest jako czapka izb branżowych i regionalnych, a nie konkretnych firm. Chociaż gromadzi również branżowe związki pracodawców, zatem po pewnej ekwilibrystyce prawnej mogłaby sądownie wystarać się o uprawnienia samodzielnego, siódmego biznesowego członka RDS. Przyjęto jednak inną konstrukcję, FPP i KIG łączą siły merytorycznie, programowo i ekspercko, z zachowaniem dotychczasowej odrębności. Pojemna formuła ustawowa i statutowa paradoksalnie zezwala obu organizacjom… wzajemne wstąpienie do siebie, ale bez kanibalizacji. Na pierwszy rzut oka to absurd, ale całkiem użyteczny. Poza ścisłą współpracą, umożliwi korektę składu formalnej delegacji FPP w ustawowej RDS, będą mogli się w nim znaleźć faktyczni reprezentanci KIG. Wypada monitorować losy tej zjednoczeniowej inicjatywy w nietypowej formule. Niestety, większa czy mniejsza liczba podmiotów uczestniczących w RDS absolutnie nie przekłada się na finalną treść stanowionych przez władców przepisów ważnych dla gospodarki.
