Z nowym rokiem zaczęły obowiązywać nowe przepisy, które wymuszają zmiany w regulaminach i procedurach e-sklepów. Tymczasem według Kreatora Legal Geek aż 80 proc. tych placówek w dalszym ciągu działa według starych zasad. Wypływa to z lenistwa ich właścicieli? Z lekceważenia prawa? Absolutnie nie. Po prostu zabrakło im czasu.

Do nowych regulacji branża e-commerce mogła dostosować się w grudniu, kiedy tonęła w zleceniach i walczyła z czasem, aby dostarczyć prezenty przed świętami. Również styczeń był intensywny. Sprzedawcy online musieli rozliczyć gwiazdkowe zamówienia i zwroty. Jeżeli nie chcą mieć kłopotów, z zaległościami powinni uporać się w lutym.
– Z doświadczenia wiemy, że każda zmiana prawa jest dla sklepów internetowych, zwłaszcza tych mniejszych, problematyczna, a ta przypadła na dosyć niefortunny okres, co w mojej ocenie spotęgowało ten słaby wynik – mówi Zofia Babicka-Klecor, prawniczka, współtwórczyni i zarządzająca serwisem Kreator Legal Geek.
Konieczność aktualizacji regulaminów wynika z nowelizacji Kodeksu cywilnego i ustawy o prawach konsumenta, które w określonych sytuacjach przyznają jednoosobowym przedsiębiorstwom uprawnienia zbliżone do tych zarezerwowanych wcześniej dla konsumentów (chodzi zwłaszcza o prawo odstąpienia od umowy). Zmiany nie są małe, bo w dokumentach trzeba uwzględnić nowy typ kupującego. Niedopełnienie tego obowiązku może skutkować zwrotem towaru, co w innym przypadku nie przysługiwałoby klientowi prowadzącemu w pojedynkę działalność gospodarczą. Jeśli nie odnotowano dotychczas lawiny takich zwrotów, ma to prawdopodobnie związek z tym, że rynek jeszcze nie wie, co zmieniło się w przepisach.